Andreescu zatrzymana!

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Naomi Osaka przerwała serię zwycięstw Bianci Andreescu. Kanadyjka była niepokonana od 17 meczów, ale Japonka znalazła na nią sposób. Do półfinału awansowały także Ashleigh Barty, Caroline Wozniacki i Kiki Bertens.

Starcie Naomi Osaki i Bianci Andreescu zapowiadało się niezwykle interesująco i takie właśnie było. Naprzeciw siebie stanęły dwie młode mistrzynie US Open. Kanadyjka prezentuje w tym sezonie świetną formę, ale trzeba przyznać, że Japonka dotrzymuje jej kroku.

Spotkanie rozpoczęło się od dominacji tenisistki z Kraju Klonowego Liścia. Grała ona bezbłędnie i nie pozwalała rywalce rozwinąć skrzydeł. Tym samym błyskawicznie wyszła na prowadzenie 5:1 i wydawało się, że zakończenie partii otwarcia będzie tylko formalnością. Osaka nie poddawała się jednak. Zaczęła być bardziej regularna, za to Kanadyjka popełniała coraz więcej błędów. Japonka wyrównała na 5:5, ale na więcej nie było jej stać, gdyż dwa kolejne gemy padły łupem młodszej z zawodniczek.

W drugiej odsłonie tenisistki kontynuowały mocną i zaciętą grę, ale w tej wymianie ciosów górą była Andreescu. Wyszła ona na prowadzenie 3:1 i była coraz bliżej 18. zwycięstwa z rzędu. Od tego momentu sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Osaka czuła się coraz pewniej i zachowała spokój mimo niekorzystnego wyniku. Japonka zdobyła pięć gemów z rzędu i doprowadziła do decydującej partii.

W niej ponownie to Andreescu jako pierwsza przełamała rywalkę i znowu prowadziła 3:1. To także nie okazało się wystarczające, gdyż była liderka rankingu natychmiast odrobiła straty, a w dziewiątym gemie zdobyła kluczowego breaka i pierwszy raz objęła prowadzenie w meczu. Ostatecznie za trzecią piłką meczową i po dwóch godzinach i 17 minutach to mistrzyni US Open 2018 mogła schodzić z kortu jako zwyciężczyni.

W grze cały czas pozostaje także obrończyni tytułu China Open, Caroline Wozniacki, która będzie rywalką Osaki w półfinale. Dunka okazała się lepsza w piątek od Darii Kasatkiny w dwóch setach.

Po raz czwarty w tym roku zmierzyły się Ashleigh Barty i Petra Kvitova. Czeszka była dwukrotnie lepsza podczas turniejów w Australii, natomiast w ostatnim z ich starć, podczas Miami Open, triumfowała Australijka. Piątkowy pojedynek był niezwykle wyrównany i stał na wysokim poziomie. Obie tenisistki miały na koncie więcej kończących piłek niż niewymuszonych błędach, a przy tak wyrównanej grze, o losach meczu decydowały wykorzystane break pointy. Barty zdobyła jeden więcej i to było kluczem do pokonania Czeszki.

Pojedynek lepiej rozpoczęła dwukrotna mistrzyni Wimbledonu, która przełamała rywalkę w piątym gemie. Tego prowadzenia nie oddała już do końca seta i po 36 minutach objęła prowadzenie. Druga odsłona była jeszcze bardziej intensywna. Gemy były bardziej zacięte i mimo że obie tenisistki miały szanse na odebranie serwisu przeciwniczce, to udało się to dopiero liderce rankingu w dziesiątym gemie. Tym samym Barty wyrównała stan meczu na 1:1 w setach.

Trzecia partia rozpoczęła się od dwóch przełamań, a następnie gra toczyła się pod dyktando serwujących. Taka sytuacja utrzymywała się do ósmego gema, kiedy to tegoroczna mistrzyni Roland Garros przełamała Kvitovą, a w kolejnym gemie zakończyła pojedynek za czwartą piłką meczową.

Barty pierwszy raz zagra w półfinale China Open, a w nim jej rywalką będzie Kiki Bertens. Holenderka, po słabszej części sezonu, wraca do dobrej formy. W ćwierćfinale pokonała w dwóch setach Elinę Switolinę.


Wyniki

Ćwierćfinały singla:

Ashleigh Barty (Australia, 1) – Petra Kvitova (Czechy, 7) 4:6, 6:4, 6:3

Naomi Osaka (Japonia, 4) – Bianca Andreescu (Kanada, 5) 5:7, 6:3, 6:4

Kiki Bertens (Holandia, 8) – Elina Switolina (Ukraina, 3) 7:6 (6), 6:2

Caroline Wozniacki (Dania, 16) – Daria Kasatkina (Rosja) 6:3, 7:6 (5)

Thiem zatrzymał Murray’a

/ Tomasz Górski, źródło: https://www.atptour.com/, foto: AFP

Dominic Thiem pokonał Andy’ego Murray’a w ćwierćfinale China Open. Austriak wygrał 6:2, 7:6(3). Ponadto w półfinale zameldował się komplet najwyżej rozstawionych tenisistów na czele z Alexandrem Zverevem.

Starcie Thiema z Murray’em było awizowane jako hit piątku na kortach w Pekinie. Jednak pierwszy set trochę rozczarował. Brytyjczyk już na starcie stracił podanie i bardzo trudno mu szło odrabianie strat. Co prawda miał break pointa w czwartym gemie, ale go nie wykorzystał. W końcówce pierwszej partii Thiem znów przełamał i wyszedł na prowadzenie w meczu. Choć potrzebował do tego aż pięciu setboli.

Druga odsłona zaczęła się identycznie. Znów szybko breaka wypracował Thiem. Później wyrównana walka i pewnie wygrywane serwisy obu zawodników. Austriak serwował przy stanie 5:4 na mecz. Wówczas dopiero Murray odrobił stratę. W pięciu punktach zabrał serwis rywalowi. Set wszedł na wyższy poziom i rozstrzygnął się dopiero w tie breaku. Tam także lepiej dysponowany był rozstawiony z „jedynką” Thiem, który szybko objął prowadzenie 5-1. Brytyjczyk kilka punktów jeszcze nadrobił ale to Austriak po godzinie i pięćdziesięciu pięciu minutach zamknął mecz.

– Myślę, że w meczu było kilka naprawdę dobrych punktów. Szczególnie na początku i w końcówce – powiedział Murray. – Na początku byłem trochę niepewny, nie wiedziałem jak poradzić sobie z meczem. Dziś rano czułem się trochę zmęczony. Jednak cały tydzień oceniam jako dobry w moim wykonaniu – dodał.

Było to piąte spotkanie na korcie obu zawodników. W 2014 i 2015 roku wygrywał Murray, natomiast później trzy kolejne mecze padły łupem Austriaka.

W półfinale rywalem Thiema będzie Karen Chaczanow. Rosjanin przegrał pierwszego seta z Fabio Fogninim. Jednak w kolejnych dwóch stracił już tylko cztery gemy. Co ciekawe do tej pory bilans bezpośrednich pojedynków Chaczanowa i Thiema jest korzystniejszy dla tego pierwszego. Reprezentant „Sbornej” wygrał trzy razy, przy tylko jednej porażce.

W drugim jutrzejszym meczu o finał powalczy Alexander Zverev i Stefanos Tsitsipas. Niemiec potrzebował 75. minut aby wyrzucić z turnieju Sama Querrey’a, natomiast Grek pokonał w takim samym czasie Johna Isnera. Dla zawodnika z południa Europy było to pierwsze zwycięstwo nad wysokim Amerykaninem.

Godny odnotowania jest fakt, że w półfinale zobaczymy komplet najwyżej rozstawionych tenisistów podczas China Open.


Wyniki

Ćwierćfinał singla:

Dominic Thiem (Austria, 1) – Andy Murray (Wielka Brytania, PR) 6:2, 7:6(3)

Alexander Zverev (Niemcy, 2) –  Sam Querrey (USA) 7:6(3), 6:2

Stefanos Tsitsipas (Grecja, 3) – John Isner (USA) 7:6(3), 6:3

Karen Chaczanow (Rosja, 4) – Fabio Fognini (Włochy, 6) 3:6, 6:3, 6:1

Kubot i Melo ponownie w finale

/ Jakub Karbownik, źródło: Własne/atptour.com, foto: AFP

Łukasz Kubot i Marcelo Melo pokonali 7:5, 7:5 Karena Chaczanowa i Andreja Rublowa w półfinale rywalizacji deblowej China Open. Tym samym polsko-brazylijski duet jest już tylko o krok od obrony tytułu.

Przed rokiem „nasz” debel wystąpił w pięciu meczach o tytuł, ponosząc tylko jedną porażkę. W tym roku Kubot i Melo wygrali jak dotąd tytuł mistrzowski w Winston-Salem, ale już w weekend staną przed szansę na kolejny skalp. To dzięki półfinałowemu zwycięstwu nad rosyjskim deblem, o które nie było jednak łatwo.

Chaczanow i Rublow w spotkaniu 1/2 finału postraszyli faworytów. Rosjanie w pierwszej partii prowadzili już 5:1 i w gemach siódmym oraz dziewiątym mieli piłki setowe. Nie zdołali ich jednak wykorzystać i obrońcy tytułu wygrali seta 7:5. W drugiej odsłonie „Kubelo” również byli w kłopotach, gdy rywale objęli prowadzenie 4:2. Ponownie jednak odrobili straty i po raz drugi tego dnia zdołali odwrócić losy seta oraz przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

W niedzielnym finale Polak i Brazylijczyk powalczą z rywalami, których wyłoni sobotni pojedynek. Zmierzą się w nim Jamie Murray oraz Neal Skupski z jednej strony i Ivan Dodig oraz Filip Polasek z drugiej. Kubot i Melo walczą nie tylko o obronę tytułu. Punkty zdobyte za awans do finału znacznie przybliżają ich do występu w wieńczących sezon ATP Finals.


Wyniki

Półfinał debla:

Ł. Kubot, M. Melo (Polska, Brazylia, 2) – K. Chaczanow, A. Rublow (Rosja, Rosja) 7:5, 7:5

 

Nadal nie przystąpi do rywalizacji

/ Jakub Karbownik, źródło: Własne/atptour.com, foto: AFP

Rafael Nadal nie wystąpi w rozpoczynającym się w poniedziałek turnieju rangi ATP Tour Masters 1000 w Szanghaju. Powodem absencji Hiszpana są problemy zdrowotne.

O tym, że dwukrotny finalista azjatyckiego tysięcznika nie weźmie w tym roku udziału w turnieju, mówiło się już od jakiegoś czasu. Nadal po wygranej w US Open wziął udział w Pucharze Lavera. Z rozgrywek się wycofał przed rozpoczęciem trzeciego dnia zmagań. Powodem były kłopoty z ręką. Teraz Hiszpana zabraknie również w Szanghaju.

Jak podają media na Półwyspie Iberyjskim, przerwę w występach tenisista z Majorki wykorzysta na przygotowania do ślubu z wieloletnią partnerką, Marią Franciską Perello. Uroczystość ma się odbyć 19 października.

Przed Hiszpanem w tym sezonie najpewniej jeszcze trzy starty. Poza udziałem w kończącym sezon turnieju Masters, który w dniach 10-17 listopada zostanie rozegrany w londyńskiej O2 Arenie, były lider rankingu ATP może wystąpić na przełomie października i listopada w paryskim ATP Masters 1000 oraz turnieju finałowym Pucharu Davisa. Ten zostanie rozegrany między 18 a 24 listopada w Madrycie.

 

W ćwierćfinałach emocji jak na lekarstwo

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Sześć gemów – tylko tyle ugrał Yasutaka Uchiyama w najbardziej wyrównanym z pojedynków ćwierćfinałowych. Pozostałe spotkania były jeszcze bardziej jednostronne. O ile do przekonujących zwycięstw Novaka Dźokovicia i Davida Goffina kibice zdążyli się już przyzwyczaić, o tyle sukcesy Reilly’ego Opelki i Johna Millmana można uznać za niespodzianki. 

Szczególnie ciekawie zapowiadały się ćwierćfinały w dolnej połowie drabinki. Rozstawieni zawodnicy odpadli bowiem już w pierwszej rundzie, tym samym dając pole do popisu niżej notowanym rywalom. Do pewnego momentu z tej szansy korzystali reprezentanci gospodarzy – Taro Daniel i Yasutaka Uchiyama. To zresztą właśnie oni wyeliminowali dwóch najwyżej klasyfikowanych tenisistów w tej części drabinki, odpowiednio Bornę Czoricia i Benoita Paire’a. W ćwierćfinale jednak czar prysł i Japończycy z drugiej setki rankingu ATP zostali szybko odprawieni. Najpierw Reilly Opelka pokonał 6:3, 6:3 Yasutakę Uchiyamę, a w kolejnym meczu John Millman wygrał siedem gemów z rzędu i zwyciężył 6:4, 6:0 Taro Daniela.

Awans do półfinału pozwoli Opelce awansować na najwyższe miejsce w karierze. Do tej pory ,,życiówką” 22-letniego Amerykanina była 42. pozycja. Gdyby awansował do finału, mógłby ją znacznie poprawić i znaleźć się nawet na 32. miejscu.

Drugą parę półfinałową utworzyli natomiast Novak Dźoković i David Goffin. Lider rankingu ATP na dobre zaaklimatyzował się w Japonii i ograł 6:1, 6:2 Lucasa Pouille’a. To nie pierwszy raz, kiedy Francuz tak boleśnie przekonał się o sile jednego z najlepszych tenisistów w historii. Przypomnijmy, że ta para spotkała się także w półfinale tegorocznego Australian Open. Wówczas Pouille ugrał tylko jednego gema więcej, mimo że grano do trzech wygranych partii. Najlepiej reprezentant Trójkolorowych wypadł w Cincinnati, przed dwoma miesiącami. Wtedy w jednym secie potrafił nawet doprowadzić do tie-breaka.  Z kolei David Goffin awansował do półfinału po zwycięstwie 6:2, 6:2 nad powracającym do gry na najwyższym poziomie Hyeonem Chungiem.


Wyniki

Ćwierćfinały singla:

Novak Dźoković (Serbia, 1) – Lucas Pouille (Francja, 5) 6:1, 6:2
David Goffin (Belgia, 3) – Hyeon Chung (Korea Południowa) 6:2, 6:2
Reilly Opelka (USA) – Yasutaka Uchiyama (Japonia) 6:3, 6:3
John Millman (Australia) – Taro Daniel (Japonia) 6:4, 6:0

John McEnroe: Borg był niemal bogiem, jak Federer

/ Szymon Frąckiewicz, źródło: Tennis World, foto: AFP

John McEnroe wspominając swoją legendarną rywalizację z Björnem Borgiem nie szczędził Szwedowi pochwał. Amerykanin nazwał go „bogiem” i porównywał do Rogera Federera.

John McEnroe przybliżył czym była dla niego rywalizacja z Björnem Borgiem. Choleryczny Amerykanin przyznał, że w spokaniach ze Szwedem lepiej panował nad swoim temperamentem: „On był prawdopodobnie jedynym facetem, z którym nigdy nie miałem żadnych problemów na korcie. W pewien sposób wziął mnie pod swoje skrzydła.”

– Mam do niego przez to wielki szacunek. Był w zasadzie bogiem. Był jak Roger Federer tamtych czasów. Każdy go kochał. I zawsze świetnie wyglądał. Dziewczyny za nim szalały. Dlatego chciałem być jak on – kontynuował.

McEnroe wspominał też występy na Wimbledonie. Podkreślał jak zaskoczony był kulturą kibicowania w Anglii oraz wsparciem jakie otrzymywał w Londynie. Czuł też jednak, że wszyscy śledzą każdy jego ruch.