Nieśmiertelny Stan Wawrinka. Szwajcar z kolejnym wielkim osiągnięciem
Legendarny szwajcarski tenisista Stan Wawrinka rozpoczął właśnie ostatni sezon w zawodowej karierze. Wystarczył mu zaledwie jeden mecz, aby jego nazwisko znalazło się na wyjątkowej liście, zaraz obok legendarnego Rafaela Nadala.
Po sobotnim spektakularnym zwycięstwie nad Arthurem Rinderknechem Stan Wawrinka kolejny raz zapisał się na kartach historii tenisa. Szwajcar od ponad dwudziestu lat rywalizuje na najwyższym poziomie i nawet teraz, w swoim ostatnim sezonie nie spuszcza z tonu. Wygrywa spotkania z zawodnikami ze światowej czołówki i wcale nie widać, że ma już prawie 41 lat. Jego piękny bekhend cały czas hipnotyzuje kibiców na całym świecie i dla wielu jest traktowany jako wzór do naśladowania.
A jego długowieczność może potwierdzać ciekawa statystyka, w której to dzięki wygranej z Francuzem zajmuje zaszczytne czwarte miejsce u boku Rafaela Nadala. Chodzi bowiem o sezony z przynajmniej jednym zwycięstwem na poziomie ATP Tour (Era Open). Liderem w tej kwestii jest Jimmy Connors z 25. wygranymi. Drugie miejsce ex aequo przypada Rogerowi Federerowi oraz Richardowi Gasquetowi, którzy mają na swoim koncie 24 takie zwycięstwa.
Stan i Rafa mają natomiast po 23 sezony z wygranymi meczami, a tuż za nimi znajdują się jeszcze Novak Dźoković i Gael Monfils, którzy dołączą do Szwajcara i Hiszpana już niebawem. Wystarczy im tylko jedno wygrane spotkanie, a ich licznik również będzie wskazywał w tej statystyce liczbę 23.
Od lat na szczycie
Bez wątpienia zatem możemy stawiać szwajcarskiego weterana jako jednego z najlepszych tenisistów XXI wieku. Cały czas bowiem czerpie on radość z gry i nigdy nie daje za wygraną. Nawet teraz, w wieku 40 lat cieszy go każdy występ i za każdym razem gra na sto procent.
– Dwadzieścia lat w tourze, zawsze gra się w tych samych miejscach i turniejach, więc dla mnie to niesamowite, że mam okazję zagrać w tym roku tutaj, w Perth, po raz pierwszy” – mówił po swoim sobotnim sukcesie uśmiechnięty Stan.
Wczoraj również stoczył niesamowity, prawie trzygodzinny pojedynek z Flavio Cobollim. Tym razem nie udało mu się wygrać, ale po raz kolejny zaprezentował się z bardzo dobrej strony i grał z 22. tenisistą świata jak równy z równym.