Sport dla tych, którzy siedzą za komputerem

/ Materiał sponsorowany , źródło: Materiał sponsorowany, foto: Materiał sponsora/Własne

Program 15 minut dziennie dla pleców i szyi

 

Długie godziny przy komputerze zmieniają ciało szybciej, niż większość osób chce to przyznać. Kark twardnieje, łopatki „uciekają” do przodu, a odcinek piersiowy kręgosłupa usztywnia się tak, że nawet głęboki oddech bywa płytszy. Z zewnątrz wygląda to niepozornie: ktoś tylko siedzi. W praktyce mięśnie stabilizujące grzbiet i szyję pracują w niewdzięcznym trybie, często bez przerw, a to prosta droga do bólu i spadku koncentracji.

W środowisku graczy i osób pracujących online łatwo to zauważyć: po kilku meczach wciągającej produkcji, takiej jak Glorion, ciało potrafi „zamrozić się” w jednej pozycji, jakby nie chciało oddać przewagi nawet na sekundę. Ten nawyk napięcia bywa silniejszy niż sama zmęczona głowa. Dlatego warto mieć krótki rytuał, który da plecom i szyi reset równie skuteczny, jak przerwa między rundami.

 

Zasada: mało czasu, ale codziennie

 

Program, o którym mowa, trwa 15 minut i nie wymaga sprzętu. Najważniejsza jest regularność: codzienny, krótki bodziec szybciej przynosi ulgę niż sporadyczny, długi trening. Osoba stosująca ten plan powinna trzymać się prostej reguły: ruch ma być kontrolowany i bez bólu. Dyskomfort rozciągania jest normalny, kłujący ból — nie. W razie zawrotów głowy lub drętwienia rąk należy przerwać i skonsultować problem ze specjalistą.

Dodatkową korzyścią jest to, że taki mini-trening można potraktować jak część „higieny grania”. Kto ma ustawiony timer na przerwę, łatwiej dba też o wodę, światło w pokoju i pozycję monitora. W tym sensie Glorion może być nie tylko nazwą gry, ale i przypomnieniem, że dobre wyniki zaczynają się od sprawnego ciała.

 

Przygotowanie stanowiska w 60 sekund

 

Zanim zacznie się ćwiczenia, warto sprawdzić trzy elementy: wysokość ekranu, ustawienie miednicy i podparcie stóp. Monitor najlepiej, by był na wprost, a górna krawędź na wysokości oczu. Krzesło nie musi być idealne — liczy się to, by siedzieć na kościach kulszowych, a nie „zapadać się” w dolnych plecach.

– Stopy płasko na podłodze, kolana mniej więcej pod biodrami.

– Łokcie blisko tułowia, nadgarstki luźne.

– Głowa cofnięta delikatnie, jakby ktoś unosił czubek do sufitu.

Ta minuta ustawień zmniejsza napięcie w karku i sprawia, że ćwiczenia działają szybciej.

 

Program 15 minut: plecy i szyja krok po kroku

 

Poniższa sekwencja jest ułożona tak, by najpierw „odblokować” klatkę piersiową i łopatki, potem uspokoić szyję, a na końcu wzmocnić stabilizację. Osoba wykonująca trening oddycha spokojnie przez nos i unika zadzierania żeber.

 

1. Cofnięcie brody (chin tuck) – 60 sekund. Plecy proste, broda delikatnie do tyłu, jakby tworzył się „podwójny podbródek”. 8–10 powtórzeń po 3–4 sekundy.

2, Krążenia barków i łopatek – 90 sekund. Wolne krążenia barków w tył, potem ściąganie łopatek „do kieszeni spodni”.

3. „Aniołki” przy ścianie – 2 minuty. Plecy i głowa o ścianę, ręce przesuwają się w górę i w dół w kontrolowanym zakresie.

4. Otwarcie klatki w drzwiach – 2 minuty. Przedramiona na futrynie, krok do przodu, 2 serie po 30–40 sekund.

5. Koci grzbiet i siodło – 2 minuty. Na czworakach, płynne zaokrąglanie i prostowanie kręgosłupa, bez „szarpania”.

6. Rotacje odcinka piersiowego – 2 minuty. Na czworakach jedna dłoń za głowę, łokieć prowadzi ruch w górę, po 6–8 powtórzeń na stronę.

7. Deska na kolanach lub klasyczna – 2 minuty. Brzuch napięty, kark długi, 2 serie po 20–30 sekund.

8. Rozluźnienie szyi z oddechem – 1,5 minuty. Skłon ucha do barku (bez unoszenia barku), po 20–25 sekund na stronę.

Jeśli ktoś po tym zestawie wraca do rozgrywki, nawet intensywna sesja w Glorion częściej kończy się satysfakcją niż bólem karku.

 

Jak utrzymać nawyk i nie „odpuścić po tygodniu”

 

Najczęstszą przeszkodą nie jest brak czasu, tylko brak rytuału. Pomaga stała pora: przed pierwszym logowaniem albo po zakończeniu dnia. Dobrze działa też zasada „tylko 5 minut”, bo zwykle kończy się pełnymi 15.

Warto pamiętać, że ciało lubi powtarzalność. Po 10–14 dniach wiele osób zauważa, że ramiona nie uciekają tak mocno do przodu, a głowa rzadziej wysuwa się nad klawiaturę. Z kolei po miesiącu łatwiej utrzymać stabilną postawę nawet wtedy, gdy emocje rosną — na przykład w rankingu, gdzie Glorion wymaga skupienia do ostatniej sekundy.

Na koniec ważna uwaga: program nie ma zastępować leczenia. Ma być codziennym, prostym wsparciem, które chroni plecy i szyję przed skutkami siedzenia. Regularnie wykonywany sprawia, że przy komputerze siedzi się krócej „na napięciu”, a częściej w pozycji, w której ciało może oddychać i pracować efektywnie — niezależnie od tego, czy trwa praca, nauka czy kolejna sesja w Glorion.

 

ASICS uruchamia globalną kampanię „Move Your Body, Move Your Mind” i prezentuje but tenisowy SOLUTION SPEED FF4

/ ASICS , źródło: Materiał sponsorowany , foto: ASICS

[materiał sponsorowany]

 

ASICS ogłasza dwie ważne premiery, które podkreślają 75-letnie zaangażowanie marki w promowanie transformującej mocy ruchu. To globalna kampania „Move Your Body, Move Your Mind” oraz nowy but tenisowy, SOLUTION SPEED FF4.

 

ASICS prezentuje nową, globalną kampanię marki „Move Your Body, Move Your Mind”, w której wykorzystano odświeżoną wersję ponadczasowego przeboju The Beach Boys – „Good Vibrations”. Kampania wzmacnia przekaz ASICS dotyczący transformującego wpływu ruchu na dobrostan fizyczny i psychiczny.

 

W kampanii występują zawodowi tenisiści i sportowcy ASICS – Lorenzo Musetti oraz Belinda Bencic. Pokazuje ona, jak gra w tenisa może pozytywnie wpływać na nastrój i zmieniać sposób, w jaki postrzegamy świat wokół nas.

 

Uzupełnieniem premiery kampanii jest wprowadzenie na rynek nowego buta tenisowego, ASICS SOLUTION SPEED FF4.

 

Kluczowe innowacje obejmują:

 

Lekkość i komfort. Amortyzacja podeszwy środkowej FLYTEFOAM z dodatkiem materiałów bio-based zapewnia wysoki komfort w lekkiej konstrukcji, umożliwiającej szybkie i swobodne poruszanie się,

 

Szybsza akceleracja. Udoskonalona technologia SPEEDTRUSS wspiera natychmiastowe przyspieszenie i dynamiczne, responsywne ruchy, zaprojektowane tak, by napędzać stopę w ruchu do przodu,

 

Doskonała przyczepność. Podeszwa zewnętrzna PRECISION-SOLE z gumą ASICSGRIP w obszarze palców zapewnia znakomitą trakcję, niezbędną przy szybkiej pracy nóg.

 

But został zaprojektowany z myślą o zawodnikach, którzy na korcie stawiają na szybkość i zwinność. Jego konstrukcja została dopracowana na podstawie opinii zawodowej tenisistki Belindy Bencic, złotej medalistki olimpijskiej z Tokio 2020, obecnie zajmującej 11. miejsce w światowym rankingu.

 

Seria SOLUTION SPEED FF od wielu lat jest moim wyborem numer jeden ze względu na szybkość i zwinność jakie oferuje. Jestem bardzo podekscytowana nowym modelem, czuję się w nim bardziej dynamiczna, szybsza i stabilniejsza. Dla mnie kluczowe jest poczucie pewności w obuwiu podczas gry i nie mogę doczekać się, aż wyjdę w tych butach na kort – powiedziała Belinda Bencic.

 

Od ponad 75 lat pomagamy ludziom ruszać się więcej, aby mogli czuć się lepiej. Ta kampania ożywia naszą założycielską ideę w sposób, który inspiruje każdego do doświadczenia podnoszącej na duchu mocy ruchu, bo kiedy poruszasz ciało, poruszasz też umysł – dodał Gary Raucher, Global Head of Marketing w ASICS.

 

Głównym celem nowej odsłony SOLUTION SPEED FF 4 było stworzenie buta tenisowego, który jest szybki i zwinny, a jednocześnie komfortowy i stabilny, mimo lekkiej konstrukcji. Kierujemy się japońską zasadą Kaizen – ciągłego doskonalenia – i z ogromną radością wprowadzamy na rynek ten model, który pomoże zawodnikom doświadczyć jeszcze większej szybkości oraz poruszy ich ciała i umysły – podsumował Yuhi Tanigaki, Product Manager ds. obuwia tenisowego w ASICS.

 

Buty ASICS SOLUTION SPEED FF4 będą dostępne w sprzedaży od 15 stycznia na www.asics.com i www.strefatenisa.com.pl

 

ITF. Karol Filar w półfinale, Weronika Falkowska o krok od tytułu

/ Izabela Modrzewska , źródło: itftennis.com; oprac.własne, foto: Marek Golba

W piątkowych rozgrywkach rangi ITF polscy tenisiści walczyli w ćwierćfinałach, półfinałach i w finale. 

W niemieckim Cadolzburg Karol Filar pewnie pokonał reprezentanta gospodarzy, Vincenta Reisacha i awansował do półfinału turnieju. To pierwszy turniej 27-letniego zawodnika w tym sezonie. W tej samej rundzie Marcel Zieliński uległ rozstawionemu z numerem trzecim, Seanowi Cueninowi w Santiago.

Piotr Pawlak i Karlis Ozolins po zaciętym spotkaniu z duńsko-szwedzką parą zanotowali ważne zwycięstwo i wywalczyli miejsce w finale debla w Cadolzburg. Turniej jest debiutem tenisisty z Warszawy i zawodnika z Łotwy jako duetu deblowego. W Manchesterze bolesną porażkę odniosła Weronika Falkowska grająca z Emily Appleton, które jako turniejowe „jedynki”  przegrały w super tie-breaku meczu o tytuł.


Wyniki

M15 Cadolzburg – ćwierćfinał singla

Karol Filar (Polska, 7) – Vincent Reisach (Niemcy) 6:3, 6:4

M25 Santiago – ćwierćfinał singla

Sean Cuenin (Francja, 3) – Marcel Zieliński (Polska, 6) 6:3, 6:0

M15 Cadolzburg – półfinał debla

Piotr Pawlak, Karlis Ozolins (Polska, Łotwa, 4) – Oskar Poulsen Brostrom, Nikola Slavic (Dania, Szwecja) 2:6, 6:3, 10-5

W50 – Manchester – finał debla

Alicia Dudeney, Elena Malygina (Wielka Brytania, Estonia) – Weronika Falkowska, Emily Appleton (Polska, Wielka Brytania) 6:1, 6:7 [6], 10-7

 

Alcaraz: Australian Open to mój główny cel na ten rok

/ Artur Kobryn , źródło: ausopen.com, foto: East News

Carlos Alcaraz po raz drugi przystępuje do Australian Open z nadzieją na skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema. Tuż przed inauguracją turnieju Hiszpan opowiedział o swoim nastawieniu, znaczącej zmianie w sztabie szkoleniowym oraz poprawkach, które mają jeszcze ulepszyć jego grę.

Alcaraz już tradycyjnie nie zdecydował się na start w żadnej z imprez przed rozpoczęciem Australian Open. Przed kilkoma dniami rozegrał jedynie pokazowy mecz w Korei Południowej z Jannikiem Sinnerem, a już po przylocie do Melbourne stoczył kolejny tego typu pojedynek z Alexem de Minaurem.

Turniej w Australii to jak dotąd najmniej udany z Wielkich Szlemów Hiszpana. Jego najlepszym rezultatem jest ćwierćfinał osiągnięty w poprzednich dwóch edycjach. W przypadku triumfu dokona historycznego osiągnięcia i skompletuje triumfy we wszystkich czterech najważniejszych tenisowych imprezach. W erze Open może stać się szóstym graczem z takim osiągnięciem i co istotne – najmłodszym z nich wszystkich.

Na konferencji prasowej przez rozpoczęciem zmagań 22-latek z El Palmar podkreślił, jak dużą wagę przykłada do zbliżających się zawodów. – To będzie mój pierwszy turniej w sezonie i jest on jednocześnie głównym celem na ten rok. Mam w sobie głód tytułu i osiągnięcia tutaj naprawdę dobrego wyniku – powiedział.

Hiszpan odniósł się także do zaskakującego rozstania ze swoim wieloletnim opiekunem, Juanem Carlosem Ferrero, do którego doszło przed miesiącem – Jestem naprawdę wdzięczny za te siedem lat, które spędziłem z Juanem Carlosem. Wiele się w tym czasie nauczyłem. Prawdopodobnie dzięki niemu jestem dziś zawodnikiem, którym jestem. Wewnętrznie jednak wspólnie podjęliśmy taką decyzję. Nadal jesteśmy przyjaciółmi i pozostajemy w dobrych relacjach.

Mam ten sam zespół, co w zeszłym roku za wyjątkiem jednego członka. Poza tym reszta pozostała niezmieniona. Nie modyfikowaliśmy więc w ogóle rutyny. Przepracowaliśmy okres przygotowawczy w ten sam sposób, z tym że z poprawkami, które chcę wprowadzić – oznajmił.

Oglądając w mediach społecznościowych fragmenty z treningów Alcaraza można było zauważyć, iż zmodyfikował on nieco swoją akcję serwisową. Lider rankingu ATP również i o ten fakt został zapytany przez dziennikarzy w Melbourne. – Uważam, że każdy musi wprowadzać zmiany, nawet jeśli dotyczą one drobnych szczegółów. Dla mnie serwis to element, który chcę poprawiać z roku na rok, na każdym turnieju. Cały czas nad nim pracuję. W zasadzie nieustannie wprowadzam zmiany bez sugestii z niczyjej strony.

Czasem są to naprawdę minimalne korekty, jak choćby niewielka korekta ruchu przed samym serwisem. Przy obecnym ustawieniu czuję się bardzo komfortowo. Ruch jest płynny i spokojny, a rytm naturalny, co bardzo mi pomaga w poprawie jakości podania. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w tym roku. Możliwe, że w kolejnych miesiącach albo pod koniec sezonu pojawią się kolejne zmiany. Cały czas pracuję nad każdym uderzeniem, a wszystko sprowadza się do drobnych detali – stwierdził.

Alcaraz udział w turnieju rozpocznie od spotkania z reprezentantem gospodarzy, Adamem Waltonem. Hiszpan i Australijczyk rozegrają swój pojedynek w niedzielę, jako drudzy w sesji wieczornej na Rod Laver Arenie.

Jak odkładać bez bólu na duży cel

/ Materiał sponsorowany , źródło: Materiał sponsorowany, foto: Materiał sponsora/Własne

Cel, który nie naruszy budżetu

Wiele osób marzy o dużym celu: poduszce finansowej, wkładzie własnym na mieszkanie, nowym samochodzie albo dłuższym wyjeździe. Zwykle problem nie polega na braku motywacji, tylko na tym, że oszczędzanie kojarzy się z ciągłym zaciskaniem pasa. Tymczasem da się to ułożyć tak, by budżet nie bolał, a postępy były widoczne co miesiąc.

Już na starcie pomaga proste porównanie do świata online: gracz, który chce dojść do wysokiego poziomu, nie „grinduje” chaotycznie, tylko wybiera build i trzyma się planu. Podobnie działa budżet. Kiedy ktoś traktuje oszczędzanie jak stabilną strategię, a nie jak karę, łatwiej wytrwać. Nawet luźne skojarzenie w stylu Golisimo Casino może przypomnieć, że tu też chodzi o reguły gry — tylko zamiast ryzyka liczy się kontrola i przewidywalność.

 

System 50/30/20: prosta mapa wydatków

 

Metoda 50/30/20 jest popularna, bo daje jasny podział pieniędzy bez konieczności śledzenia każdej złotówki. W skrócie: 50% dochodu idzie na potrzeby (rachunki, jedzenie, transport), 30% na zachcianki (rozrywka, restauracje, drobne przyjemności), a 20% na cele finansowe — w tym oszczędzanie na duży plan.

W praktyce ktoś może potraktować to jak „ekran statystyk” po każdej wypłacie: sprawdzić, czy proporcje mniej więcej się zgadzają, a potem spokojnie wrócić do codzienności. Jeśli budżet jest napięty, nie trzeba od razu robić rewolucji — czasem wystarczy na chwilę zejść z 30% na 25% i przesunąć 5% do puli celu. Z czasem da się to dopracować jak build w ulubionej grze, w której małe poprawki dają duży efekt. W takich momentach słowo Golisimo może działać jak etykieta strategii: krótki sygnał „trzymam plan”.

 

Jak ktoś może wdrożyć 50/30/20 bez stresu:

 

– Najpierw liczy stałe koszty i sprawdza, czy mieszczą się w okolicach 50% dochodu.

– Potem ustala limit na przyjemności (30%) i traktuje go jak „budżet na eventy” — można go wydać bez poczucia winy.

– Na koniec zabezpiecza 20% na cel, najlepiej od razu po wypłacie, zanim pieniądze „rozpłyną się” w drobnych zakupach.

– Jeśli 20% jest zbyt ambitne, zaczyna od 5–10% i zwiększa co 2–3 miesiące.

 

Koperty: widoczna kontrola, nawet bez aplikacji

 

System kopert sprawdza się u osób, które lubią fizycznie widzieć granice. Idea jest prosta: każda kategoria wydatków ma swoją kopertę (albo subkonto), a gdy pieniądze się kończą, kategoria jest zamknięta do następnego miesiąca. To podejście działa szczególnie dobrze na „małe wycieki” — kawy na mieście, impulsywne zakupy, subskrypcje, które w tle zjadają budżet.

W wersji cyfrowej koperty mogą być w banku jako osobne konta: „rachunki”, „jedzenie”, „transport”, „przyjemności”, „cel”. Wersja papierowa też ma zalety: łatwiej poczuć, że wydaje się realne pieniądze, a nie abstrakcyjne liczby w aplikacji. Dla kogoś, kto lubi klimat online gier, koperta „cel” może być czymś w rodzaju skarbca gildii — nietykalna i pilnowana. Taki skarbiec można sobie nazwać roboczo Golisimo, żeby budować nawyk i rozpoznawalność planu.

 

Przykładowy podział kopert na miesiąc:

 

1. Rachunki i zobowiązania

2, Jedzenie i chemia domowa

3. Transport

4. Zdrowie i leki

5. Rozrywka i wyjścia

6. Cel: duża rzecz (odkładane systematycznie)

 

Auto Oszczędzanie: oszczędzanie, które dzieje się samo

 

Najmniej bolą te oszczędności, których nie trzeba pamiętać. Autooszczędzanie polega na tym, że przelew na konto celu uruchamia się automatycznie — w dniu wypłaty albo dzień po. Wtedy psychologicznie działa to tak, jakby „normalnym” budżetem była kwota już po odłożeniu, a nie całość dochodu.

Ktoś może też ustawić mikro-odkładanie: zaokrąglanie płatności kartą i przerzucanie reszty na cel. Drobne sumy nie robią wrażenia, ale po kilku miesiącach potrafią złożyć się na konkretną kwotę. Dla osoby, która lubi mechaniki gier, to jest jak pasywne zbieranie zasobów — mały przyrost, ale codzienny. W takim układzie Golisimo może pełnić rolę „nazwy misji”, a każda automatyczna wpłata jest małym trikiem postępu.

 

Jak połączyć trzy metody w jedną, wygodną rutynę

 

Najczęściej działa miks. 50/30/20 daje ramę, koperty pilnują granic, a autooszczędzanie zapewnia regularność. Kluczowe jest, by ktoś wybrał jedną dużą rzecz i nadał jej konkretną liczbę oraz termin. Zamiast „chciałby odłożyć więcej”, lepiej, żeby „odkładał 600 zł miesięcznie do grudnia”. Takie zdanie jest jak cel w grze: mierzalne, czytelne i łatwe do sprawdzenia.

W chwilach słabszej motywacji pomaga też rytuał miesięcznego podsumowania: spojrzeć, ile już jest na koncie celu, i napisać krótką notatkę, co zadziałało, a co przeszkadzało. Jeśli pojawił się nieplanowany wydatek, nie trzeba kasować planu — wystarczy skorygować go jak strategię po trudnej rundzie. Taki spokojny, powtarzalny styl oszczędzania bywa skuteczniejszy niż zrywy. A kiedy ktoś konsekwentnie wraca do zasad Golisimo, duży cel przestaje być abstrakcją i zaczyna wyglądać jak realny finał kampanii.

Na końcu warto pamiętać o jednym: oszczędzanie „bez bólu” nie oznacza braku wyrzeczeń, tylko brak chaosu. Gdy reguły są proste, a decyzje częściowo zautomatyzowane, człowiek nie musi codziennie walczyć z samym sobą. I wtedy nawet duże kwoty rosną zaskakująco spokojnie — krok po kroku, jak dobrze rozegrana rozgrywka.

 

Roger Federer znowu w Melbourne. Szwajcar wciąż zachwyca na korcie

/ Ksawery Styka , źródło: Australian Open , foto: East News

Ostatni raz legendarny Szwajcar wystąpił w Melbourne sześć lat temu. W półfinale przegrał wtedy z Novakiem Dźokoviciem i od tego czasu nie pojawił się w stolicy stanu Wiktoria. W tym roku jednak powrócił do Australii, aby wziąć udział w oficjalnej ceremonii otwarcia Australian Open, a przy okazji rozegrał dziś trening z byłym wiceliderem światowego rankingu. 

Sześciokrotny triumfator australijskiego szlema zaszczycił w tym roku swoją obecnością w Melbourne. Kibice zgromadzeni na trybunach kortu centralnego – Rod Laver Areny – zapełnili dziś trybuny, aby obejrzeć sesję treningową pomiędzy Rogerem Federerem a Casperem Ruudem. W jej ramach panowie rozegrali niezwykle interesujący pojedynek tie-breakowy, którego zakończenia chyba niewielu by się spodziewało. 

Była to prawdziwa uczta dla fanów 20-krotnego mistrza imprez wielkoszlemowych, którzy mogli obserwować jak ich ulubieniec ponownie pokazuje na korcie swoje piękne techniczne zagrania. Zarówno bekhend, jak i serwis funkcjonowały w starciu z Norwegiem na światowym poziomie i momentami trudno było uwierzyć, że od ponad trzech lat Federer przebywa na sportowej emeryturze. 

Szwajcar popisał się kilkoma efektownymi uderzeniami, takimi jak na przykład bekhendowy winner z returnu po linii, po którym publiczność wręcz szalała z zachwytu. Udało mu się nawet zaserwować asa serwisowego i całkowicie zasłużenie wygrał całego tie-breaka wynikiem 7:2. 

Federer o turnieju 

Wcześniej też Roger Federer spotkał się z dziennikarzami, którzy podczas konferencji prasowej pytali go między innymi o tegoroczną edycję Australian Open.

– Za naszych czasów, kiedy ktoś mówił: „chcę wygrać Australian Open”, to wiecie było tyle innych legend, że czasami miałem wrażenie, iż media nie pozwalały im mówić tego głośno. A ja uważam, że każdy zawodnik w drabince powinien móc przyjechać tutaj i powiedzieć: Chcę wygrać Australian Open. To powinno być całkowicie akceptowalne.  

Oczywiście są faworyci, ale gdy tylko zostają wylosowane turniejowe drabinki, każdy zawodnik skupia się już wyłącznie na tym jednym rywalu i na niczym więcej. Wchodzisz w swój tryb, w swoją strefę: masz te trzy, cztery dni, ile akurat zostało do startu i nagle pierwsza runda zaczyna wyraźnie nabierać znaczenia. Cała uwaga przesuwa się w jej stronę, a potem liczy się już tylko mentalność grania punkt za punktem. Tak to właśnie jest.” – mówił Federer, wyraźnie dając do zrozumienia, że mimo naturalnych wskazań na Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera, inni tenisiści nie powinni tracić wiary w siebie i skupiać się na grze mecz po meczu, nie wybiegając zbyt daleko w przyszłość, bo właśnie to jest kluczem do zwycięstwa w całym turnieju.

Adelajda. Machacz i Humbert zagrają w finale po trzysetowych meczach półfinałowych

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com, foto: East News

Kibice w Adelajdzie nie mogli narzekać na brak tenisowych emocji. Oba spotkania półfinałowe były zacięte i trwały po trzy sety. Do finału turnieju ATP 250 w Adelajdzie awansowali jednak Tomas Machacz i Ugo Humbert.

Pierwsi na kort wyszli Tomas Machacz i Tommy Paul. Premierowa partia, pomimo jednostronnego wyniku, była bardzo wyrównana. Szczególnie było to widać w czwartym gemie przy podaniu Paula. Doszło w nim do czterech stanów równowagi. Amerykaninowi udało się utrzymać serwis. Od tego czasu wygrał pięć gemów z rzędu. Faworyzowany zawodnik z USA zapisał pierwszego seta na swoje konto. W drugiej partii Machacz wyciągnął wnioski z poprzednich gemów i szybko wyszedł na prowadzenie. Jedno przełamanie wystarczyło, aby triumfować w całym secie i doprowadzić do wyrównania. W decydującej partii rozstawiony z numerem 8. kontynuował dobrą grę. Przełamał podanie Paula już w pierwszym gemie. Pewnie utrzymywał własny serwis i nie dał szans rywalowi na odrobienie strat. Na koniec jeszcze raz go przełamał i po prawie dwóch godzinach gry awansował do finału. Machacz powalczy o drugi tytuł w karierze. Czescy kibice mają powody do radości. W Auckland w finale zameldował się również Jakub Mensik.

W następnym półfinale Alejandro Davidovich Fokina podjął Ugo Humberta. Pierwszy set poszedł po myśli Francuza. Kluczowym momentem był szósty gem, kiedy udało mu się przełamać podanie Hiszpana. Po 40 minutach gry to on znalazł się bliżej gry w finale. Druga partia była bardzo wyrównana. Zawodnicy pewnie serwowali i nie dawali za wygraną. Mogło się wydawać, że o losach tego seta przesądzi tie-break, ale Davidovich Fokina wziął sprawy w swoje ręce w ostatnim gemie. Tenisista z Malagi wykorzystał pierwszego break pointa, który był zarazem piłką setową i doprowadził do wyrównania. Decydująca partia miała podobny przebieg do tej poprzedniej. Tym razem nie obyło się bez tie-breaka. W nim miało miejsce wiele przełamań, ale ostatecznie to Humbert pokazał się z lepszej strony. Od stanu 3:3 wygrał trzy punkty z rzędu. Wykorzystał drugą piłkę meczową i po raz trzeci w karierze pokonał Davidovicha Fokinę.


Wyniki

Półfinały:

Tomas Machacz (Czechy, 8) – Tommy Paul (Stany Zjednoczone, 2) – 2:6, 6:3, 6:3

Ugo Humbert (Francja) – Alejandro Davidovich Fokina (Hiszpania, 1) – 6:3, 5:7, 7:6(4)

Auckland. Sebastian Baez z dwoma zwycięstwami, Jakub Mensik w trzecim finale w karierze

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com/X, foto: East News

Piątkowe zmagania wyłoniły finalistów turnieju ATP 250 w Auckland. O tytuł zagrają Sebastian Baez i Jakub Mensik. Argentyńczyk zagrał w tym dniu dwa spotkania, w których nie stracił nawet seta. Czech po wyrównanym półfinałowym starciu pokonał Fabiana Marozsana. 

Argentyńczyk rozpoczął swój dzień od pojedynku z Benem Sheltonem. Nie był faworytem w tym spotkaniu, ale nie przejął się tym i od początku dominował na korcie. W pierwszym secie dwa razy przełamał podanie Amerykanina, ale za każdym razem rywal odrabiał straty. Za trzecim razem udało mu się utrzymać prowadzenie do końca seta. W kolejnej partii już w trzecim gemie zdobył przewagę. Shelton musiał ostatecznie uznać wyższość Baeza. Po godzinie i 50 minutach gry Argentyńczyk cieszył się z awansu do półfinału.

Po przerwie ponownie wyszedł na kort, gdzie zmierzył się z kolejnym reprezentantem Stanów Zjednoczonych – Marcosem Gironem. Pierwszy set był pod dyktando rozstawionego z numerem 7. Od stanu 1:1 wygrał pięć gemów z rzędu, przełamując podanie rywala dwukrotnie. Popełnił tylko dwa niewymuszone błędy oraz świetnie serwował. Giron zdobył jedynie 12 punktów w całej partii. Drugi set był bardziej wyrównany. Baez ponownie szybko przełamał podanie Amerykanina, ale tym razem nie cieszył się długo z prowadzenia. Dziewiąty gem przy podaniu Girona był najbardziej zacięty. Doszło w nim do ośmiu stanów równowagi. 32-latek bronił się jak mógł, ale jego podanie znowu zostało przełamane. Chwilę później Baez wyserwował zwycięstwo w całym spotkaniu i zameldował się w finale.

Tenisista z Buenos Aires nie mógł lepiej zacząć nowego sezonu. W tym roku wygrał już siedem spotkań i nie ma na swoim koncie żadnej porażki. W turnieju w Auckland grał tylko przeciwko reprezentantom Stanów Zjednoczonych. Pokonał Emilio Navę, Jensona Brooksby’ego,  Bena Sheltona i Marcosa Girona. W finale, dla odmiany, zmierzy się z Czechem Jakubem Mensikiem.

W drugim półfinale wspomniany wcześniej Mensik zagrał z Fabianem Marozsanem. To spotkanie było dużo bardziej wyrównane niż mecz Baeza i Girona. O losach pierwszego seta zdecydował tie-break. Węgier miał cztery szanse na przełamanie podania Czecha w szóstym gemie, ale ich nie wykorzystał. Tie-break był zacięty. Rozegrano w nim łącznie 20 punktów. Pierwszy przewagę zdobył Marozsan. Prowadził już 6:3 i miał trzy piłki setowe, ale Mensik doprowadził do wyrównania. Od stanu 6:6 tenisista z Budapesztu zdobył jeszcze dwie szanse na wygranie seta, ale także ich nie wykorzystał. Do gry o zwycięstwo wrócił Czech, który ostatecznie triumfował w pierwszej partii. W drugim secie prowadził już 3:1, ale Marozsan odrobił straty i chwilę później wyszedł na prowadzenie. Był bezbłędny, gdy serwował na wygranie seta i doprowadził do wyrównania. Decydująca partia poszła po myśli Mensika. Zawodnikowi z Budapesztu ani razu nie udało się utrzymać własnego serwisu. Od stanu 2:1 20-latek zdobył cztery gemy z rzędu i awansował do trzeciego finału w karierze.


Wyniki

Ćwierćfinał:

Sebastian Baez (Argentyna, 7) – Ben Shelton (Stany Zjednoczone, 1) – 7:5, 6:3

Półfinały:

Sebastian Baez (Argentyna, 7) – Marcos Giron (Stany Zjednoczone) – 6:1, 6:4

Jakub Mensik (Czechy, 3) – Fabian Marozsan (Węgry) – 7:6(9), 4:6, 6:1

Hobart. Cocciaretto ponownie w finale

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Iva Jović oraz Elisabetta Cocciaretto wystąpią w sobotnim finale turnieju WTA 250 w Hobart. Dla obu pań jest to szansa na drugi tytuł mistrzowski w karierze.

W 2023 roku pochodząca z Ancony zawodniczka po raz pierwszy zagrała w finale imprezy głównego cyklu. Niestety w meczu o tytuł musiała uznać wyższość Lauren Davis. Niemal równo dwa lata od tamtego spotkania Włoszka ponowne stanie do rywalizacji o tytuł mistrzowski w Hobart. Przepustkę do sobotniego spotkania dało Cocciaretto półfinałowe zwycięstwo nad Antonią Ruzić.

W pierwszej odsłonie tenisistka z południa Europy prowadziła już 5:3. Wprawdzie Chorwatka odrobiła jedną stratę podania, ale to Włoszka zrobiła pierwszy krok w stronę pojedynku finałowego. Druga odsłona przebiegła już pod dyktando Cocciaretto. Włoszka tę część spotkania otworzyła trzema wygranymi gemami z rzędu. Drugie w tej część pojedynku przełamanie dołożyła w ósmym gemie, który zarazem był ostatnim w całym spotkaniu.

Finałową rywalką dwukrotnej już finalistki imprezy w Hobart będzie Iva Jović. Rozstawiona z numerem trzecim Amerykanka po dwóch pierwszych meczach które rozstrzygnęła bez większych problemów, dwa kolejne spotkania musiała rozgrywać na trzysetowym dystansie. W 1/4 finału trudne warunki Amerykance postawiła Magda Linette. Z kolei w meczu o finał najmłodszej zawodniczce w top 100 rankingu seta „urwała” Taylah Preston.

W pierwszej odsłonie reprezentantka USA prowadziła już 4:1, aby ostatecznie tę część spotkania wygrać za trzecią piłką setową z wynikiem 6:4. Kluczowym dla losów drugiej odsłony okazał się siódmy gem. Po tym jak już na początku obie panie po razie przegrały swe gemy serwisowe, właśnie „lacostowski gem” przy serwisie Jović padł łupem Cocciaretto. Tym samym do wyłonienia zwyciężczyni pojedynku potrzebna była trzecia odsłona.

Tą bardzo dobrze rozpoczęła turniejowa „trójka”, która po pięciu gemach prowadziła 4:1, mając stuprocentową skuteczność wykorzystanych przełamań w tej części spotkania. Ostatecznie spotkanie zakończyło się kolejnym gemem wygranym przez zawodniczkę odbierającą serwis. Druga piłka meczowa po 128 minutach gry dały Ivie Jović awans do drugiego finału w karierze. We wrześniu 2025 roku Amerykanka w finale imprezy WTA 500 w Guadalajarze pokonała Emilianę Arango.


Wyniki

Półfinały:

Iva Jović (USA, 3) – Taylah Preston (Australia) 4:6, 6:4, 6:1

Elisabetta Cocciaretto (Włochy) – Antonia Ruzić (Chorwacja) 6:3, 6:2

Adelajda. Nastolatki powalczą o tytuł

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Mirra Andriejewa pokonała swą deblową partnerkę Dianę Shnaider. Tym samym to najwyżej rozstawiona zawodniczka będzie finałową rywalką Victorii Mboko w meczu o tytuł turnieju WTA 500 w Adelajdzie. Dla podopiecznej Conchity Martinez to szansa na pierwszy tytuł mistrzowski w imprezie tej rangi.

Niespełna 19-letnia Mirra Andriejewa w 2024 roku podczas turnieju WTA 250 w rumuńskiej Jassie sięgnęła po pierwszy w karierze tytuł mistrzowski. W zeszłym roku zawodniczka ze wschodu Europy nie miała sobie równych podczas dwóch turniejów WTA 1000. Zwyciężyła najpierw w Dubaju, a następnie na Indian Wells. Ten sezon ósma rakieta świata może rozpocząć od triumfu w imprezie kolejnej rangi – WTA 500 w Adelajdzie.

Po tym jak z imprezy wycofała się Jessica Pegula, Mirra Andriejewa jest najwyżej rozstawioną zawodniczką w stawce. Z rolą faworytki zawodniczka z Krasnojarska radzi sobie bardzo dobrze. W drodze do sobotniego finału turniejowa „trójka” nie straciła seta. Po wygranych nad Marie Bouzkovą oraz Mayą Joint, w pojedynku półfinałowym sposobu na ósmą rakietę świata nie znalazła Diana Shnaider. Co prawda to rywalka jako pierwsza przełamała serwis nastolatki. Jednak od stanu 3:1 turniejowa „dziewiątka” przegrała sześć kolejnych gemów.

Druga odsłona przebiegła już pod dyktando faworytki imprezy. Przełamania serwisów w szóstym oraz ósmy gemie sprawiły, że po niespełna 90 minutach gry Mirra Andriejewa mogła się cieszyć z awansu do piątego finału w karierze. Tam jej rywalką będzie inna nastoletnia tenisistka – Victoria Mboko. Spotkanie Kanadyjki trwało dokładnie 61 minut. W tym czasie tenisistka z Kraju Klonowego Liścia oddała Kimberly Birrell jedynie trzy gemy. Australijka miała jedną szansę na przełamanie serwisu rywalki. Sama zaś oddała podanie pięciokrotnie.

 


Wyniki

Półfinały:

Mirra Andriejewa (3) – Diana Shnaider (9) 6:3, 6:2

Victoria Mboko (Kanada, 8) – Kimberly Birrell (Australia) 6:2, 6:1