Dźoković i Musetti podsumowali ćwierćfinałową rywalizację

/ Artur Kobryn , źródło: atptour.com, x.com, foto: East News

Novak Dźoković w nietypowych i bardzo szczęśliwych dla siebie okolicznościach awansował do półfinału tegorocznej edycji Australian Open. Serb skorzystał na niedyspozycji Lorenzo Musettiego, który z powodu kontuzji musiał zrezygnować z gry w trzecim secie ich pojedynku. Obaj panowie skomentowali swoją potyczkę na konferencji prasowej.

Reprezentant Włoch znajdował się na dobrej drodze do debiutanckiego awansu do półfinału imprezy w Melbourne i pokonania Dźokovicia po raz pierwszy w Wielkim Szlemie. Po wygranej w dwóch pierwszych partiach, w piątym gemie trzeciej odsłony, uraz mięśnia zmusił go jednak do poddania meczu. 23-latek z Carrary opisał później całą sytuację ze swojej perspektywy.

Poczułem to na początku drugiego seta. Miałem wrażenie, że coś jest nie tak z moją prawą nogą. Kontynuowałem rywalizację, bo grałem naprawdę bardzo dobrze, ale czułem, że ból się nasila i problem nie znika. Pod koniec, gdy skorzystałem z przerwy medyczną, usiadłem na te trzy minuty i kiedy wróciłem do gry, ból był jeszcze silniejszy i ciągle narastał. To było trochę za wysoko na nodze, więc nie dało się tego zabandażować. Znam swoje ciało i jestem niemal pewny, że doszło do naderwania mięśnia – oznajmił.

Musetti został również zapytany, czy była to najtrudniejsza sytuacja związana z urazem w jego karierze. – Zdecydowanie tak. Szczerze mówiąc, nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę prowadził z Novakiem 2:0 w setach i grał w taki sposób. Mieć taką przewagę w meczu i być zmuszonym do skreczowania to coś, czego bym sobie nie wyobraził. To naprawdę bardzo bolesne – odpowiedział.

Dźoković już podczas pomeczowego wywiadu na korcie współczuł swojemu przeciwnikowi i podkreślił, iż to on zasłużył na zwycięstwo. W sali konferencyjnej był z kolei pytany m.in. o przerwę medyczną na jego życzenie. – Miałem odcisk, który należało ponownie zabezpieczyć. Tak samo było w poprzednim spotkaniu. Szczerze mówiąc, to jest mój największy kłopot. Nie mam żadnych innych poważnych dolegliwości. Oczywiście zawsze pojawiają się jakieś drobne problemy z ciałem – przynajmniej w moim przypadku – ale nie są one poważne. Na szczęście nie stanowi to dla mnie przeszkody w tym, żebym mógł grać i poruszać się na korcie w sposób jaki chcę – powiedział.

Jeden z dziennikarzy zirytował też nieco Serba pytaniem, czy czuje, iż w walce o trofea wielkoszlemowe musi gonić teraz Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera, tak jak na początku swojej kariery starał się dorównać Rogerowi Federerowi i Rafaelowi Nadalowi. – Uważam, że to trochę brak szacunku, gdy pomija się to, co wydarzyło się pomiędzy okresem, kiedy goniłem Rogera i Rafę, a obecnym momentem, gdy rzekomo gonię Carlosa i Jannika. Pomiędzy tymi etapami było mniej więcej 15 lat, w których dominowałem w turniejach wielkoszlemowych. Warto spojrzeć na to z odpowiedniej perspektywy. Szczerze mówiąc, nie czuję, żebym kogokolwiek gonił. Tworzę własną historię.

– Chcę docierać do meczu o tytuł w każdym turnieju, szczególnie w Wielkich Szlemach. To one są jednym z głównych powodów, dla których wciąż gram w tenisa. Czy Carlos i Jannik są teraz lepsi ode mnie i reszty zawodników? Tak, są. Poziom ich gry jest niesamowity, ale czy oznacza to, że mam wywiesić od razu białą flagę? Nie, zamierzam walczyć do ostatniej piłki i dać z siebie wszystko, aby rzucić im wyzwanie.

Roger i Rafa na zawsze pozostaną moimi największymi rywalami. Mam ogromny szacunek do tego, co Jannik i Carlos robią teraz i co będą zapewne robić przez kolejne 10, 15, czy nawet 20 lat. To naturalny cykl w sporcie. Pojawiają się dwie kolejne supergwiazdy, być może dołączy do nich jeszcze trzeci zawodnik, któremu będę kibicował, bo na początku kariery to ja byłem tym „trzecim”. To dobre dla naszej dyscypliny. Takie rywalizacje oraz kontrast osobowości i stylów gry są korzystne dla tenisa – podsumował.