Roger Federer znowu w Melbourne. Szwajcar wciąż zachwyca na korcie
Ostatni raz legendarny Szwajcar wystąpił w Melbourne sześć lat temu. W półfinale przegrał wtedy z Novakiem Dźokoviciem i od tego czasu nie pojawił się w stolicy stanu Wiktoria. W tym roku jednak powrócił do Australii, aby wziąć udział w oficjalnej ceremonii otwarcia Australian Open, a przy okazji rozegrał dziś trening z byłym wiceliderem światowego rankingu.
Sześciokrotny triumfator australijskiego szlema zaszczycił w tym roku swoją obecnością w Melbourne. Kibice zgromadzeni na trybunach kortu centralnego – Rod Laver Areny – zapełnili dziś trybuny, aby obejrzeć sesję treningową pomiędzy Rogerem Federerem a Casperem Ruudem. W jej ramach panowie rozegrali niezwykle interesujący pojedynek tie-breakowy, którego zakończenia chyba niewielu by się spodziewało.
Była to prawdziwa uczta dla fanów 20-krotnego mistrza imprez wielkoszlemowych, którzy mogli obserwować jak ich ulubieniec ponownie pokazuje na korcie swoje piękne techniczne zagrania. Zarówno bekhend, jak i serwis funkcjonowały w starciu z Norwegiem na światowym poziomie i momentami trudno było uwierzyć, że od ponad trzech lat Federer przebywa na sportowej emeryturze.
Szwajcar popisał się kilkoma efektownymi uderzeniami, takimi jak na przykład bekhendowy winner z returnu po linii, po którym publiczność wręcz szalała z zachwytu. Udało mu się nawet zaserwować asa serwisowego i całkowicie zasłużenie wygrał całego tie-breaka wynikiem 7:2.
Federer o turnieju
Wcześniej też Roger Federer spotkał się z dziennikarzami, którzy podczas konferencji prasowej pytali go między innymi o tegoroczną edycję Australian Open.
– Za naszych czasów, kiedy ktoś mówił: „chcę wygrać Australian Open”, to wiecie było tyle innych legend, że czasami miałem wrażenie, iż media nie pozwalały im mówić tego głośno. A ja uważam, że każdy zawodnik w drabince powinien móc przyjechać tutaj i powiedzieć: Chcę wygrać Australian Open. To powinno być całkowicie akceptowalne.
Oczywiście są faworyci, ale gdy tylko zostają wylosowane turniejowe drabinki, każdy zawodnik skupia się już wyłącznie na tym jednym rywalu i na niczym więcej. Wchodzisz w swój tryb, w swoją strefę: masz te trzy, cztery dni, ile akurat zostało do startu i nagle pierwsza runda zaczyna wyraźnie nabierać znaczenia. Cała uwaga przesuwa się w jej stronę, a potem liczy się już tylko mentalność grania punkt za punktem. Tak to właśnie jest.” – mówił Federer, wyraźnie dając do zrozumienia, że mimo naturalnych wskazań na Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera, inni tenisiści nie powinni tracić wiary w siebie i skupiać się na grze mecz po meczu, nie wybiegając zbyt daleko w przyszłość, bo właśnie to jest kluczem do zwycięstwa w całym turnieju.



