Podsumowanie sezonu w rozgrywkach ATP: część druga. Zamiana ról Alcaraza i Sinnera, historyczny wyczyn Vacherota

Artur Kobryn , foto: East News

Artur Kobryn

W drugiej połowie tegorocznych zmagań panów Carlos Alcaraz i Jannik Sinner tylko powiększali swoją przewagę nad resztą stawki. Ich rywalizacja nie przyniosła już może takich fajerwerków jak w Paryżu, lecz obydwaj zdetronizowali się nawzajem – najpierw w Londynie, a następnie w Nowym Jorku. W tych zdominowanych przez tę dwójkę rozgrywkach znalazło się jednak również miejsce na wielką niespodziankę, do której doszło w Szanghaju.  

 

Początek okresu gry na kortach trawiastych przyniósł niestety ostatni występ Huberta Hurkacza w 2025 roku. Polak pojawił się w turnieju w s’Hertogenbosch, ale po wygranej w pierwszej rundzie, kłopoty z plecami zmusiły go do rezygnacji z przystąpienia do kolejnego pojedynku. Co gorsza, w następnych tygodniach znów o sobie dało znać operowane rok wcześniej kolano i w efekcie wrocławianin zapowiedział powrót do gry dopiero w nowym sezonie.

 

W Holandii furorę zrobił za to ponad dwumetrowy Kanadyjczyk, Gabriel Diallo, który sięgnął po swój pierwszy tytuł w imprezie ATP. Równolegle w Stuttgarcie udany sezon gry na trawie zainaugurował Taylor Fritz, który zdobył mistrzowskie trofeum bez straty seta. W kolejnym tygodniu do rywalizacji wrócili Carlos Alcaraz i Jannik Sinner. Z lepszy skutkiem uczynił to Hiszpan, który po rocznej przerwie znów zwyciężył w londyńskim Queen’s Clubie. Sinner bronił tytułu w Halle, lecz tam – już w drugiej rundzie – pokonał go rozpędzający się Aleksander Bublik. Świetnie czujący się na trawiastym podłożu Kazach poradził sobie też z następnymi rywalami i już po raz drugi cieszył się z sukcesu na niemieckich kortach. Tuż przed Wimbledonem miano króla Eastbourne potwierdził Taylor Fritz. Amerykanin wyśrubował rekord zwycięstw w tych zawodach, wygrywając w nich już po raz czwarty. Z Majorki do Londynu najszczęśliwszy wylatywał zaś Tallon Griekspoor.

 

Turniej w brytyjskiej stolicy już na samym początku dostarczył mnóstwa wrażeń. W pierwszym meczu na arenie głównej, przystępujący do obrony tytułu Carlos Alcaraz, stoczył niespodziewaną pięciosetówkę z włoskim weteranem, Fabio Fogninim. Jak później ogłosił reprezentant Italii, było to ostatnie spotkanie w jego karierze. W przeciwieństwie do „Carlitosa”, do drugiej rundy nie zdołało awansować kilku renomowanych graczy, jak Alexander Zverev, Daniił Miedwiediew, Lorenzo Musetti, Holger Rune, czy Aleksander Bublik. Z niewiele lepszym dorobkiem, bo jednym wygranym meczem, wimbledońską przygodę zakończyła największa nadzieja gospodarzy, Jack Draper.

 

Pod nieobecność Huberta Hurkacza o dawkę pozytywnych emocji dla polskich kibiców zadbał Kamil Majchrzak. Piotrkowianin zaczął imprezę od wyeliminowana byłego finalisty, Matteo Berrettiniego. Następnie pokonał jeszcze dwóch rywali, co przyniosło mu życiowy rezultat w Wielkim Szlemie. Ta piękna przygoda dobiegła końca podczas walki o ćwierćfinał, gdy zbyt mocny okazał się Karen Chaczanow. W tej samej fazie zmagań chwile wielkiego niepokoju, ale też słodko-gorzkiego uśmiechu od losu, spotkały Jannika Sinnera. Włoch przegrywał już bowiem 0:2 w setach z Grigorem Dimitrowem, lecz rewelacyjnie dysponowany Bułgar został zmuszony do przerwania gry z powodu kontuzji.

 

Później tenisista z San Candido takich problemów już nie miał. Ponownie bardzo pewnie poradził sobie z Novakiem Dźokoviciem i osiągnął debiutancki finał w Londynie. Znów też dołączył do niego Alcaraz, który tak jak w Paryżu nie uniknął straty kilku partii, ale w kluczowych momentach zachowywał zimną krew.

 

Wszyscy oczekujący pojedynku na podobnym, poziomie jak miesiąc wcześniej w Paryżu, musieli pozostać z poczuciem sporego niedosytu. Mimo zwycięstwa w pierwszej odsłonie, Hiszpan nie nawiązał do najlepszej gry z tamtego dnia. Sinner pokazał za to, że zapomniał o tamtej porażce i nie zachwiała ona jego wiarą w siebie. Tym razem to on był skuteczniejszy i zdetronizował rywala, zostając pierwszym Włochem, który zatriumfował na wimbledońskich trawnikach.

 

Krótki powrót na czerwoną mączkę wykreował dwóch bohaterów. Jednym z nich był Aleksander Bublik, który po londyńskiej wpadce wrócił do seryjnego wygrywania i zdobył „alpejski” dublet, zwyciężając kolejno w Gstaad oraz Kitzbuhel. W tym samym czasie, tylko że w Bastad i Umagu, identyczną passą popisał się Luciano Darderi. Północnoamerykańskie granie na kortach twardych rozpoczęło się w Los Cabos, gdzie kolejny wystrzał formy zaprezentował Denis Shapovalov. Więcej uznanych nazwisk pojawiło się w Waszyngtonie. Tam po najcenniejszy tytuł w karierze sięgnął Alex de Minaur, dla którego było to też jubileuszowe, dziesiąte trofeum w rozgrywkach ATP.

 

Następnie nadszedł czas debiutu turniejów Masters 1000 w Kanadzie i Cincinnati w powiększonym wymiarze. Impreza w Toronto jeszcze przed startem otrzymała kilka poważnych ciosów, gdyż z występu zrezygnowali Alcaraz, Sinner oraz Dźoković. Z większej otwartości drabinki najlepszy użytek zrobił Ben Shelton, który wywalczył debiutancki triumf w zawodach tej rangi. Dwaj dominatorzy wrócili do gry w Cincinnati, pokazując całej reszcie graczy ich miejsce w szeregu. Znów zmierzyli się ze sobą w pojedynku finałowym, lecz tym razem kibiców spotkało olbrzymie rozczarowanie. Włoch wyszedł bowiem na tę potyczkę kompletnie niedysponowany zdrowotnie i poddał ją po przegraniu pierwszych pięciu gemów.

 

Ostatni turniej wielkoszlemowy sezonu w dużej mierze był podobny do poprzednich. Trzecią z rzędu porażkę w pierwszej rundzie poniósł Daniił Miedwiediew, co przyczyniło się do rozstania z wieloletnim opiekunem, Gillesem Cervarą. Z dobrej strony pokazał się za to ponownie Kamil Majchrzak. Polak wziął rewanż na Chaczanowie za wimbledońską porażkę i zrobił to w niezapomnianych okolicznościach. Odrobił stratę ze stanu 0:2 w setach, a w decydującej partii obronił pięć piłek meczowych i zapewnił sobie zwycięstwo w super tie-breaku. Niestety okupił wygraną urazem żeber i kolejnego spotkania z Leandro Riedim już nie dokończył.

 

Końcowa faza turnieju przyniosła znany schemat. Dźoković ograł w ćwierćfinale nieznacznie wyżej notowanego Taylora Fritza, ale w półfinale – tym razem z Alcarazem – miał już niewiele do powiedzenia. W drugiej połówce drabinki dość komfortowo radził sobie Sinner i doszło do kolejnej odsłony ich rywalizacji. Hiszpan w Nowym Jorku prezentował się wyśmienicie. Grał z wielką pewnością i stabilnie, po raz pierwszy osiągając finał w Wielkim Szlemie bez straty seta. W najważniejszym meczu także nie zawiódł swoich sympatyków. Zdominował Włocha i odebrał mu zdobyty przed rokiem tytuł.

 

W drugiej połowie września panowie tradycyjnie przenieśli się do Azji. Życiową formę podtrzymywał tam Aleksander Bublik, który w Hangzhou sięgnął po czwarty tytuł w całym sezonie. W Chengdu z kolei, odrodzenie po nieudanych miesiącach przeżył Alejandro Tabilo. Alcaraz oraz Sinner także i w tym okresie okazali swoją wyższość nad przeciwnikami. W przeciwieństwie do poprzedniego roku wybrali jednak różne imprezy. Hiszpan porzucił obronę trofeum w Pekinie na rzecz występu w Tokio, gdzie nie miał większych problemów z odniesieniem zwycięstwa. W Chinach pozostał za to Włoch, który po rocznej przerwie znów celebrował tam końcowy sukces.

 

Zwieńczenie azjatyckiego „swingu” dostarczyło zaś największej niespodzianki od wielu lat. Do gry nie przystąpił kontuzjowany Alcaraz, a i Sinnera w początkowej fazie zmagań dopadły kłopoty zdrowotne. Wydawało się, że skorzystają na tym Dźoković i Miedwiediew, lecz znaleźli oni swoich pogromców w półfinale w osobach Valentina Vacherota i Arthura Rinderknecha. Byli to gracze, dla których decydujące fazy największych turniejów pozostawały wcześniej nieosiągalne, a wyjątkowość całej historii dodawał fakt, że panowie są kuzynami. Wygranym finałowego starcia został Monakijczyk, który będąc klasyfikowanym na 204. miejscu w rankingu, został najniżej notowanym mistrzem imprezy rangi Masters 1000.

 

W październikowych turniejach halowych przełamania doczekał się Daniił Miedwiediew. Triumfując w Ałmatach, już pod wodzą nowych trenerów, Rosjanin przerwał 2,5-roczną posuchę w zdobywaniu tytułów. Do dramatycznych zdarzeń doszło w Sztokholmie, gdzie ciężkiej kontuzji zerwania ścięgna Achillesa doznał Holger Rune. Najlepszy okazał się tam Casper Ruud, który po raz pierwszy wywalczył mistrzowskie trofeum w hali. Już siódmy taki tytuł zdobył zaś na kortach w Brukseli Felix Auger-Aliassime.

 

Po rocznej przerwie do Wiednia powrócił Jannik Sinner i jak można było się spodziewać, wizyta ta zakończyła się jego ponowną wygraną. Większa niewiadoma występowała za to w Bazylei. Tam życiowy sukces w swojej ciągle bardzo krótkiej karierze odniósł Joao Fonseca. W finale pokonał on Alejandro Davidovicha Fokinę, dla którego była to już czwarta w całym sezonie porażka w meczu decydującym o tytule. Rozgrywany w kolejnym tygodniu turniej w Paryżu miał wymiar historyczny, bo po raz pierwszy odbywał się w La Defense Arenie. Zupełnie nie powiodło się tam Carlosowi Alcarazowi, który już na inaugurację przegrał z Cameronem Norrie’em. Cały turniej bez większego trudu wygrał Sinner, nie tracąc w nim ani jednego seta.

 

Po paryskich zawodach ciągle nie była znana ósemka graczy z prawem udziału w Finałach ATP w Turynie. Do ostatniej chwili zaciekle o przepustkę walczył Lorenzo Musetti, który udał się w tym celu do Aten. Przegrał tam w finale z Dźokoviciem, który jednak ponownie zrezygnował z gry we Włoszech, co dało mu możliwość prestiżowego występu przed własną publicznością. Nieco w cieniu po raz ostatni odbył się też turniej w Metzu, gdzie konto z mistrzowskimi tytułami otworzył Learner Tien.

 

Turyńskie Finały ATP znów zaś ułożyły się po myśli gospodarzy. Najlepsze dotychczas zawody w hali rozegrał co prawda Carlos Alcaraz, ale wystarczyło mu to „tylko” do osiągnięcia finału. Sinner w tych warunkach okazał się dla niego jeszcze nieosiągalny. Także tutaj nie stracił żadnej partii i do 31 przedłużył serię zwycięskich spotkań pod dachem. Włoch (podobnie jak Musetti) nie wystąpił już w turnieju finałowym Pucharu Davisa rozgrywanym w Bolonii, lecz nie okazało się to przeszkodą, by jego rodacy po raz trzeci z rzędu odnieśli triumf w tych zmaganiach. Ostatnim akcentem sezonu były zawody Next Gen Finals, gdzie zeszłoroczną porażkę w meczu o tytuł powetował sobie Learner Tien.