Podsumowanie sezonu w rozgrywkach ATP: Część pierwsza. Australijska dominacja Sinnera i niezapomniany paryski finał 

Artur Kobryn , foto: Peter Figura

Artur Kobryn

Rok 2025 w męskim tenisie przyniósł przede wszystkim potwierdzenie dominacji Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera. Hiszpan z Włochem podzielili między sobą wszystkie najważniejsze trofea i tylko nielicznym udało się zasmakować zwycięstwa nad jednym bądź drugim tenisistą. W naszym podsumowaniu minionego sezonu omówimy jego kluczowe momenty, ale nie zapomnimy również o bohaterach mniejszych tenisowych aren. 

Już pierwsze dni rozgrywek dostarczyły sporego kalibru niespodzianki. Turniej w Hongkongu padł bowiem łupem nieodnoszącego do tej pory sukcesów na tym szczeblu Alexandre’a Mullera. Francuz dokonał tego na dodatek w wyjątkowych okolicznościach, gdyż we wszystkich pojedynkach odrabiał stratę po przegranej pierwszej partii. W tym samym czasie panowie rywalizowali także w Brisbane. Tam sezon inaugurował Novak Dźoković, lecz zaliczył falstart, przegrywając w ćwierćfinale z Reillym Opelką. Amerykanin dotarł potem do finału, ale problemy zdrowotne niestety bardzo szybko zmusiły go do poddania meczu. Skorzystał na tym Jirzi Leheczka, który po zeszłorocznym triumfie w Adelajdzie, zdobył swój drugi tytuł w Australii.

Kolejnych interesujących rozstrzygnięć nie zabrakło jeszcze przed rozpoczęciem Australian Open. W Auckland chwilę chwały ponownie przeżywał Gael Monfils. Francuski weteran był na skraju wypadnięcia z imprezy już w pierwszym spotkaniu, ale przetrwał trudne chwile i także w następnych potyczkach nie znalazł pogromcy. Tym samym zdobył tytuł ATP blisko 20 lat po swoim debiutanckiej wygranej na kortach w Sopocie. W Adelajdzie z kolei z całą konkurencją rozprawił się Felix Auger-Aliassime, co jak się później potwierdziło, było prognostykiem udanego sezonu.

To co najważniejsze w styczniu działo się jednak jak zwykle w Melbourne. W pierwszym tygodniu imprezy szum wokół siebie wytworzyli nastolatkowie, którzy miesiąc wcześniej zagrali o tytuł w NextGen Finals. Triumfator z Dżeddy, Joao Fonseca pokonał Andrieja Rublowa, zaś Learner Tien zeszłorocznego finalistę, Daniiła Miedwiediewa. W decydujących fazach zawodów walka toczyła się już jednak wyłącznie między faworytami.

Jednym z wydarzeń turnieju był z pewnością ćwierćfinał Novaka Dźokovicia z Carlosem Alcarazem. Serb, tak jak w finale Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, znalazł sposób na Hiszpana i raz jeszcze pokazał, że ciągle potrafi utrzeć nosa znacznie młodszym konkurentom. Na więcej nie było już go jednak stać fizycznie i w półfinale z Alexandrem Zverevem zszedł z placu gry po pierwszym secie. W drugiej połówce drabinki „swoje” robił Jannik Sinner, któremu drugi triumf w tych zmaganiach przyszedł łatwiej niż poprzedni. Żaden z oponentów nie postawił go pod ścianą, a finał ze Zverevem – rozczarowujący dla niezaangażowanych kibiców – był popisem jego siły na kortach twardych.

Niedługo później jego radość nieco zmąciła decyzja o trzymiesięcznym zawieszeniu za wykrycie niedozwolonego clostebolu w poprzednim sezonie. W gruncie rzeczy nie była to jednak dotkliwa kara, gdyż nie odebrała mu możliwości startu w żadnej z najważniejszych dla niego imprez. Pod nieobecność Włocha, w Rotterdamie swój pierwszy halowy tytuł w karierze zdobył Alcaraz. W Dallas z kolei, w świetnym stylu, po zwycięstwo sięgnął Denis Shapovalov, a w Marsylii miano specjalisty od gry pod dachem ponownie potwierdził Ugo Humbert.

W Ameryce Południowej tradycyjnie zaś nastąpiło przywitanie z czerwoną mączką. Miejscowym fanom w Buenos Aires na nosie zagrał Joao Fonseca, który po drodze do swojego debiutanckiego tytuł w rozgrywkach pokonał aż czterech Argentyńczyków. Kilka dni później młody Brazylijczyk nie udźwignął jednak ciężaru gry przed rodakami i w Rio de Janeiro nie wygrał ani jednego pojedynku. W ramach „rewanżu” po końcowe zwycięstwo, już po raz drugi z rzędu, sięgnął urodzony w argentyńskiej stolicy Sebastian Baez.

Na Bliskim Wschodzie przypomnieli o sobie Andriej Rublow oraz Stefanos Tsitsipas. Rosjanin po pięciu latach przerwy ponownie okazał się najlepszy w Dosze, zaś Grek rozegrał w Dubaju zdecydowanie najlepsze zawody całego sezonu i za trzecim podejściem wyszedł zwycięsko z finałowej potyczki. W tym okresie do grona mistrzów turniejowych dołączył także Tomasz Machacz, który okazał się najlepszy w Acapulco.

Marzec w tenisowym kalendarzu jest nieodłącznie związany ze słoneczną scenerią Indian Wells oraz w Miami. Kalifornijska impreza rozpoczęła się od trzęsień ziemi w postaci błyskawicznych porażek Novaka Dźokovicia oraz Alexandra Zvereva. Zwieńczenie tej blisko dwutygodniowej rywalizacji także można było uznać za mało spodziewane. Będący faworytem do trzeciej wygranej z rzędu Carlos Alcaraz przegrał w półfinale z Jackiem Draperem. Brytyjczyk poszedł później za ciosem i już łatwo rozprawił się z Holgerem Rune, osiągając dzięki temu największy sukces w karierze.

Kosztował go on jednak tak wiele, że występ w Miami zakończył już po pierwszym spotkaniu. W tej samej fazie zakończyła się też przygoda Alcaraza, co w połączeniu z nieobecnością Sinnera mocno otworzyło turniejową drabinkę. Długo wydawało się skorzysta na tym Novak Dźoković i wzbogaci swój dorobek o jeszcze jedno znaczące trofeum. Niespodziewanie jednak w finale szyki pokrzyżował mu Jakub Mensik. Ciągle nastoletni wówczas Czech zaimponował przede wszystkim świetnym serwisem oraz odpornością mentalną. Pokonał Serba po dwóch tie-breakach i zdobywanie tytułów na najwyższym szczeblu rozgrywek rozpoczął od pucharu z naprawdę wysokiej półki.

Kwiecień miłym dla nas akcentem rozpoczął Kamil Majchrzak, który w Marrakeszu dotarł do półfinału. Równolegle w Houston niesamowitych rzeczy dokonywał Jenson Brooksby. Również odbudowujący swoją pozycję w rankingu po powrocie z zawieszenia Amerykanin, bronił piłek meczowych w kilku spotkaniach, począwszy już od pierwszej rundy eliminacji. Z każdych tarapatów wyszedł obronną ręką i został kolejnym graczem, który mógł cieszyć się z pierwszego tytułu.

Prawdziwa, europejska inauguracja zmagań na kortach ziemnych nastąpiła zwyczajowo w Monte Carlo. Porażki w swoich pierwszych meczach znów zanotowali Dźoković oraz Zverev i tym razem Alcaraz nikomu nie dał się zaskoczyć. W co może trudno uwierzyć, dopiero w tym sezonie wygrał on w księstwie swój pierwszy pojedynek. Po nim przyszła już cała seria zwycięstw, zakończona finałem z Lorenzo Musettim. Hiszpan miał następnie apetyt na trzeci tytuł w Barcelonie, ale w ostatniej potyczce imprezy uległ Holgerowi Rune. Do porażki przyczyniła się kontuzja, która wyeliminowała go z gry przed madrycką publicznością. Jeszcze przed udaniem się do hiszpańskiej stolicy swoiste przełamanie zaliczył Alexander Zverev, który po kilku nieudanych występach, zatriumfował na oczach rodaków w Monachium.

Nie był to trwały przełom Niemca, gdyż w Madrycie znów zanotował stosunkowo wczesną porażkę. Trzeci kolejny mecz bez wygranej zanotował też Dźoković i reszta stawki ponownie stanęła przed szansą wstawienia do gabloty ważnego trofeum. Najlepiej wykorzystał ją specjalizujący się w grze na mączce Casper Ruud, który po raz pierwszy zwyciężył w zawodach rangi Masters 1000. Turniej w Rzymie miał już nieporównywalnie wyższą temperaturę, gdyż właśnie wtedy do gry wrócił Jannik Sinner. Na starcie pojawił się też Alcaraz i panowie zapoczątkowali serię wspólnych finałów. Lepszy okazał się Hiszpan, który w ten sposób skompletował wygrane we wszystkich najważniejszych ceglanych imprezach. W ostatnich dniach przed Rolandem Garrosem nieco odbudował się Novak Dźoković, który w Genewie, po zaciętym finale z Hubertem Hurkaczem, zdobył setny tytuł w karierze.

Impreza w Paryżu początkowo miała wymiar nostalgiczny. Pierwszego dnia doszło do oficjalnego pożegnania 14-krotnego mistrza, Rafaela Nadala, a kilka dni później swój ostatni profesjonalny mecz rozegrał Richard Gasquet. Gdy przyszedł czas na ostateczne rozstrzygnięcia wszystko układało się zgodnie z przewidywaniami. Alcaraz co prawda regularnie gubił sety z niżej notowanymi oponentami, ale mimo to żadnemu z nich nie dał się zaskoczyć w większym wymiarze. Jak walec parł do przodu za to Jannik Sinner, który eliminował rywali – w tym Dźokovicia w fazie półfinałowej – bez straty seta.

Decydująca rozgrywka sprostała oczekiwaniom nawet najbardziej wymagającym kibicom. Początkowo stroną przeważającą był Sinner, który objął prowadzenie 2:0 w setach. W czwartym secie doczekał się też piłek meczowych, ale Alcaraz wyszedł i z tej opresji. Końcówka meczu stała na niebotycznym poziomie. Hiszpan zademonstrował w niej najlepszą możliwą do wyobrażenia grę i po ponad pięciu godzinach walki, zwieńczonej w super tie-breaku piątej odsłony, obronił paryskie trofeum.