Tie-break Tenisklubu #69. Radosny weekend w Gorzowie Wielkopolskim, Sinner ponownie królem Turynu

Artur Kobryn , foto: PZT/Olga Pietrzak, East News

Artur Kobryn

Tenisowy rok 2025 jest już na finiszu. Reprezentantki Polski z Igą Świątek na czele zakończyły go w świetnym stylu, odnosząc w Gorzowie Wielkopolskim dwa pewne zwycięstwa w barażach rozgrywek Pucharu Billie Jean King. Wśród panów, z drugiego triumfu w finałach ATP przed własnymi kibicami, mógł cieszyć się Jannik Sinner. 

Spacerek „biało-czerwonych”

W obliczu występu Igi Świątek oraz potencjału przeciwniczek, turniej barażowy Pucharu Billie Jean King w Gorzowie Wielkopolskim zapowiadał się dla Polek jako formalność. Na nasze szczęście taki też był. Drobną niepewność mogliśmy odczuwać jedynie w pierwszych minutach meczu Katarzyny Kawy z Vivian Yang. Polka szybko opanowała jednak sytuację i zwyciężyła bez straty seta. Po niej Iga Świątek zdemolowała Elyse Tse, oddając jej tylko jednego gema, co rozstrzygnęło już potyczkę z Nowozelandkami. Piątkowe zmagania, deblową wygraną, zakończyły Linda Klimovicova z Martyną Kubką.

Po dniu przerwy nasze panie jeszcze szybciej poradziły sobie z Rumunkami. Wymarzony singlowy debiut w reprezentacji zanotowała Klimovicova, gładko pokonując Elenę Ruxandrę Berteę. Triumf w turnieju przypieczętowała Świątek wygrywając z Gabrielą Lee. Ostatni punkt Polkom przyniósł duet Kawy z Kubką i nasze tenisistki mogły w znakomitych humorach rozjechać się na wakacje. Nagrodą i następnym wyzwaniem będą kwietniowe kwalifikacje do imprezy finałowej całych rozgrywek.

Weekend w Gorzowie Wielkopolskim był też ogromnym sukcesem frekwencyjnym. Między meczami najbardziej oblegana była naturalnie Iga Świątek, do której kolejki po autograf sięgały kilkuset metrów. Nie będzie pewnie nadużyciem stwierdzenie, że raszynianka przez te trzy dni spędziła z kibicami więcej czasu niż podczas pojedynków na korcie. Miejmy nadzieję, że takie obrazki przyjdzie nam oglądać jeszcze nie raz.

Szczęśliwa siódemka

Oprócz Polek, jeszcze sześć innych reprezentacji zagwarantowało sobie prawo gry o awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup w Shenzhen. Z Meksyku zwycięstwo przywiozły Kanadyjki prowadzone przez nową gwiazdę tego kraju, Victorię Mboko. W Cordobie najlepsze okazały się z kolei Szwajcarki, które w pokonanym polu obok gospodyń zostawiły również ubiegłoroczne finalistki, Słowaczki. W Chorwacji, na kortach w Varazdinie, swoją reprezentację do wygranej poprowadziła zaś czeska „jedynka”, Linda Noskova.

Swoich kibiców uszczęśliwiły Australijki, które w Hobart uporały się z Brazylijkami oraz Portugalkami. W zupełnie innych nastrojach turniej w Ismaning kończyły za to Niemki, których zabraknie w elicie po raz pierwszy od 2014 roku. Tenisistki naszych zachodnich sąsiadów przegrały oba swoje pojedynki, a zwycięsko z całej rywalizacji wyszły Belgijki. Komplet triumfatorek zawodów barażowych uzupełniły Słowenki, które okazały się lepsze od rywalek w dalekich Indiach.

Twierdza Sinnera

Panowie singlowy sezon kończyli Finałami ATP w Turynie. Ich przebieg i zakończenie znów nie okazały się trudne do przewidzenia. Jannik Sinner oraz Carlos Alcaraz potwierdzili swoją dominację i zademonstrowali, że także w warunkach halowych zdecydowanie przewyższają znajdującą się za ich plecami konkurencję. Obydwaj bez porażki dotarli do meczu o tytuł, dzięki czemu kibice na całym świecie otrzymali kolejny już w tym roku „finał marzeń”.

W nim Włoch pokazał, że korty twarde pod dachem to ciągle przede wszystkim jego królestwo. Rozstrzygnął na swoją korzyść zacięte końcówki obydwu rozegranych partii i po raz drugi z rzędu świętował wygraną w Turynie. Alcarazowi walkę utrudniał nieco uraz prawego uda, ale gorycz porażki mógł osłodzić mu fakt, że to on został numerem jeden rankingu ATP na koniec sezonu. Sinner może zaś pochwalić się innymi wyjątkowymi statystykami. W samych Finałach ATP ma już wygrane 20 kolejnych setów. Do 15 wydłużyła się zaś jego passa ostatnio zwycięskich meczów, a w potyczkach w hali jest niepokonany od 31 spotkań.

Nowi mistrzowie

Obok singlistów, w Finałach ATP tradycyjnie rywalizowało również osiem najlepszych par deblowych całego sezonu. Tegoroczne zmagania zostały zdominowane przez Brytyjczyków. W fazie półfinałowej wystąpiło bowiem aż pięciu tenisistów tej nacji. Triumf odniosła jednak para „mieszana”, Harri Heliovaara i Henry Patten. W decydującym o tytule spotkaniu pokonali Joe Salisbury’ego oraz Kena Skupskiego. Zrewanżowali im się dzięki temu za porażkę poniesioną kilka dni wcześniej w fazie grupowej. Wiąże się z tym też ciekawy wyczyn, gdyż Fin i Brytyjczyk mimo jednego przegranego meczu w całym turnieju ani razu nie zostali przełamani. Był to ich pierwszy sukces w tych zawodach.

Panowie w wymarzony sposób zakończyli więc sezon 2025, ponieważ przed przylotem do Turynu zwyciężyli również w zmaganiach Masters 1000 w Paryżu. Patten z kolei ma jeszcze jeden powód, aby zapamiętać tegoroczną wizytę we Włoszech do końca życia. Dzień przed swoim pierwszym meczem oświadczył się bowiem swojej wieloletniej partnerce Ellie Stone na malowniczym wzgórzu Superga. 29-latek z Colchester usłyszał od niej „tak”, więc tym bardziej nie dziwi jego znakomity występ w całej imprezie.

Australijska inauguracja

Tegoroczny sezon został zakończony przez nasze tenisistki turniejem drużynowym i też podobnego typu zmaganiami rozpocznie się kolejny. Będzie to oczywiście australijski United Cup, w którym to zarówno panie, jak i panowie zagrają już po raz czwarty. Po dwóch przegranych finałach najbliższy start reprezentacji Polski jawi się jako spora niewiadoma. Będzie to bowiem pierwszy oficjalny występ Huberta Hurkacza po półrocznej przerwie. Oprócz wrocławianina naszą drużynę będą tworzyć Iga Świątek, Katarzyna Kawa, Katarzyna Piter, Daniel Michalski i Jan Zieliński.

Polacy rozlosowani zostali do grupy z Niemcami oraz Holendrami, której pojedynki odbędą się w Sydney. Dojdzie więc m.in. do potyczek Świątek z Evą Lys oraz Suzan Lamens, a także Hurkacza z Alexandrem Zverevem i Tallonem Griekspoorem. Ponownie bardzo silną drużynę wystawią broniący tytułu Amerykanie, których tak jak w 2025 roku poprowadzą Coco Gauff i Taylor Fritz. Uwagę przykuwać będą też mający za sobą udaną końcówkę sezonu reprezentanci Kanady, Victoria Mboko oraz Felix Auger-Aliassime. Oczekiwania gospodarzy spoczną z kolei przede wszystkim na barkach Mayi Joint i Alexa de Minaura.

Novak 2028?

Choć Novak Dźoković zrezygnował ze startu w Finałach ATP, to w ostatnich dniach nie pozwolił o sobie całkowicie zapomnieć. Wszystko za sprawą wywiadu udzielonego znanemu brytyjskiemu dziennikarzowi, Piersowi Morganowi. Dodatkowym smaczkiem ich spotkania był fakt, iż Morgan na początku 2022 roku głośno krytykował nieprzyjęcie przez Serba szczepionki na Covid-19. Już na samym początku rozmowy go za to przeprosił, a następnie panowie poruszyli kilka tematów, które poniosły się po światowych mediach. Novak określił chociażby punkt, do którego chciałby kontynuować swoją karierę. Mają być nim Igrzyska Olimpijskie w 2028 roku w Los Angeles, w których broniłby złotego medalu wywalczonego w Paryżu.

Dowiedzieliśmy się także, że okres od początku 2015 do połowy 2016 roku Dźoković uważa za najlepszy w swojej karierze pod względem poziomu gry. Mimo posiadania rekordowej liczby tytułów wielkoszlemowych nie postawił się jednak w roli największego tenisisty w historii, chcąc w ten sposób okazać szacunek zarówno swoim największym rywalom, jak innym legendom dyscypliny. Po raz kolejny uznał też aktualną wyższość Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera, którzy powstrzymywali go w trzech ostatnich Wielkich Szlemach. 38-latek ciągle jednak mocno wierzy w swoje umiejętności, więc o ile pozwoli mu na to zdrowie, możemy być spokojni, że nie złoży broni w walce o kolejne trofea.

Okiem szefa

Impreza w Turynie była też okazją do spotkania z mediami przewodniczącego ATP, Andrei Gaudenziego. Włoch szeroko wypowiedział się m.in. na temat kalendarza rozgrywek. Z jego słów nie mogą być zadowoleni dyrektorzy mniejszych zawodów, bowiem zgodnie z przyjętą strategią i nowym turniejem Masters 1000 w Arabii Saudyjskiej od 2028 roku, liczba imprez ATP 250 będzie sukcesywnie ulegać zmniejszeniu. 52-latek odniósł się także do krytyki 12-dniowego formatu większości „tysięczników” której podsumowaniem były jednak twarde liczby znacznie wyższych wypłat dla zawodników.

To właśnie te turnieje mają być produktem premium całych rozgrywek ATP i ich rozwój jest dla Gaudenziego priorytetem. Pewną niewiadomą pozostaje za to miejsce rozgrywania Finałów ATP. Choć to Włochy mają być ich gospodarzem do 2030 roku, to nie zapadła jeszcze decyzja, czy wszystkie najbliższe edycje także odbędą się w Turynie.