Tie-break Tenisklubu #70. Historyczny sukces Polaków, imponująca forma Sabalenki

Artur Kobryn , foto: East News; East News; Paweł Rychter/Kozerki Open

Artur Kobryn

Wraz z początkiem nowego sezonu wracamy z cyklem naszych podsumowań tygodnia. Nowinką będzie fakt występowania w każdym odcinku wymiennie występujących kategorii, według których omówimy najważniejsze wydarzenia. Zaczniemy naturalnie od zwycięstwa „biało-czerwonych” w United Cup, ale wspomnimy też o triumfatorach turniejów ATP oraz WTA i zajrzymy na najniższy szczebel rozgrywek.

 

Historia tygodnia

Rok 2026 w polskim tenisie rozpoczął się od najlepszej informacji z możliwych. Nasi reprezentanci w czwartej edycji United Cup i trzecim występie w finale w końcu dopięli swego, sięgając po tytuł. Mimo iż Iga Świątek przegrała w Sydney dwa singlowe mecze, czyli tyle ile we wszystkich poprzednich startach w tej imprezie, to o szczęśliwe zakończenie każdego starcia zadbała reszta drużyny. Nadspodziewanie wysoką formą w powrocie po kontuzji zaskoczył Hubert Hurkacz, ogrywając dwóch zawodników z najlepszej dziesiątki rankingu ATP. Niezawodny okazał się mikst Katarzyna Kawa i Jan Zieliński, który wygrał wszystkie pięć potyczek, w tym trzy decydujące o losach całych spotkań. Po pokonaniu Szwajcarów w finale powiedzenie o szampańskich nastrojach można było więc rozumieć dosłownie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez United Cup (@unitedcuptennis)

 

Smutek tygodnia

Pozostajemy jeszcze przy United Cup, aby poświęcić kilka odrębnych słów pokonanym przez Polaków Szwajcarom. Choć Belindy Bencic i Stana Wawrinki nie trzeba nikomu przedstawiać, to ich postawa i wyniki w całym turnieju okazała się niespodzianką. Zachwycająca była przede wszystkim gra 28-latki z Flawil, która zwyciężyła we wszystkich meczach singlowych, a do tego czterech mikstowych wraz z Jakubem Paulem. Przegrali jednak ten decydujący z Kawą i Zielińskim, po którym Bencic nie mogła powstrzymać łez. Na uznanie zasłużył też rozpoczynający właśnie ostatni sezon w karierze 40-letni Wawrinka. Szwajcar wygrał co prawda tylko jeden mecz, lecz w żadnym wyżej notowani rywale nie mieli z nim łatwo, a kibice ponownie mogli zachwycać się jego jednoręcznym bekhendem.

 

Występ tygodnia

W Brisbane z kolei toczyła się walka o singlowe laury. Po raz drugi z rzędu bezkonkurencyjna okazała się tam Aryna Sabalenka. Białorusinka całkowicie zdominowała konkurencje, nie oddając żadnej z pięciu przeciwniczek seta, a w całym meczu więcej niż siedmiu gemów. 27-latka z Mińska mierzyła się też z niebyle kim, bo m.in. z mistrzynią Australian Open Madison Keys, mająca na nią ostatnio patent Karoliną Muchovą, czy znakomicie dysponowaną w tej imprezie Martą Kostiuk. Wszystko to osiągnęła demonstrując, że ciągle rozwija się jako tenisistka i coraz bardziej urozmaica swoją grę.

 

Ciekawostki rankingowe

Jedną z aren pojedynków o tytuł i rankingowe punkty wśród panów był Hongkong. Tam Aleksander Bublik pokazał, że po życiowym poprzednim sezonie nie spoczął na laurach i w dalszym ciągu ma apetyt na kolejne sukcesy. Na przestrzeni ostatnich siedmiu miesięcy wywalczył już swój piąty tytuł, co jednocześnie poskutkowało debiutem w pierwszej dziesiątce rankingu. Co ciekawe, Kazach zdradził iż był to jego jedyny cel na ten rok, więc bardzo szybko może wyznaczyć sobie nowy. Jego finałowy rywal, Lorenzo Musetti, też zanotował życiowe osiągnięcie, awansując na piątą pozycję. Może to być dla niego jednak jedynie pocieszenie po tym jak przegrał już siódmy z rzędu finał turnieju ATP.

 

Bohater drugiego planu

W drużynie na United Cup nie mogli pomieścić się wszyscy nasi czołowi gracze, więc Kamil Majchrzak stanął do rywalizacji w Brisbane. Początkowo nic nie zwiastowało udanego tygodnia piotrkowianina, gdyż przegrał w drugiej rundzie eliminacji z Quentinem Halysem. Niedługo potem los jednak się do niego uśmiechnął i znalazł się w drabince głównej jako „szczęśliwy przegrany”. Drugą szansę wykorzystał znakomicie. Najpierw pokonał Daniela Altmaiera, a potem wygrał wojnę nerwów z Reillym Opelką. Polak przetrwał ostrzał Amerykanina i aż 44 posłane przez niego asy serwisowe oraz obronił trzy piłki meczowe. W ćwierćfinale, choć rywalizował z „jedynką”, Daniłem Miedwiediewem, to postawił Rosjaninowi niemały opór, odbierając mu seta po świetnej grze w tie-breaku.

 

Statystyka tygodnia

Pogromca Majchrzaka wcześniejsze i późniejsze spotkania wygrywał pewnie, dzięki czemu dołączył do listy triumfatorów zmagań w Brisbane. Tym samym kontynuuje nietypową serię, bowiem swój 22. tytuł w karierze zdobył w 22. kolejnym mieście. Moskwianin nie zaznał jeszcze smaku obrony jakiegokolwiek trofeum, czy dwóch zwycięstw w tej samej imprezie. Najważniejsze na ten moment dla niego musi być jednak to, że pod skrzydłami nowych opiekunów wraca do stabilnej, wysokiej formy. Po, w większości nieudanym roku 2025 i katastrofalnych występach w Wielkich Szlemach, znajduje się na dobrej drodze do powrotu do pierwszej dziesiątki rankingu. Jest też świadomy wyjątkowości swojej passy i w żartobliwy sposób wyraził „zaniepokojenie” zmniejszającą się liczbą turniejów, które pozostały mu do wygrania.

 

Na zapleczu

Na koniec przenosimy się do Nairobi i rozgrywanego tam turnieju rangi ITF, który w ubiegłym tygodniu niespodziewanie wzbudził duże zainteresowanie. Wszystko za sprawą Hajar Abdelkader, która otrzymała od organizatorów „dziką kartę”. O jej istnieniu my, jak i z całą pewnością wy, drodzy czytelnicy, dowiedzieliśmy się po tym jak została „gwiazdą” mediów społecznościowych po opublikowaniu fragmentów spotkania z jej udziałem. Na ich podstawie można z dużym przekonaniem stwierdzić, że Egipcjanka nie miała wcześniej kontaktu z tenisem. Organizatorzy wytłumaczyli, iż zaproszenie jej do gry wyniknęło „z braku innych chętnych” i chęcią uzupełnienia drabinki po wycofaniu się innej zawodniczki. Szybko jednak pożałowali tej decyzji, wyrządzając wizerunkową szkodę całym rozgrywkom ITF, których prawdziwe oblicze jest zdecydowanie inne.