Tie-break Tenisklubu #71. Czeski dublet i piłka za milion dolarów

Artur Kobryn , foto: East News, East News, Olimpia Dudek

Artur Kobryn

W tygodniu poprzedzającym rozpoczęcie Australian Open rywalizację w rozgrywkach panów zdominowali czescy tenisiści. O nasze powody do radości zadbała z kolei Katarzyna Piter, która triumfowała w turnieju deblowym w Hobart. Ponadto, kilka słów poświęcimy też nieoczywistym bohaterom ostatnich dni.

 

Historia tygodnia

 

Najszczęśliwszą tenisową nacją drugiego tygodnia sezonu byli bez wątpienia Czesi. W odstępie zaledwie kilku godzin mogli bowiem cieszyć się najpierw z turniejowego zwycięstwa Jakuba Mensika, a następnie Tomasza Machacza. Pierwszy z nich na kortach w nowozelandzkim Auckland posłał aż 64 asy serwisowe, a w pojedynku finałowym zatrzymał rewelacyjnego na starcie sezonu Sebastiana Baeza. Drugi zaś nawiązał do wyczynu z 2024 roku innego rodaka, Jirziego Leheczki, i po pokonaniu w decydującym spotkaniu Ugo Humberta, wywalczył tytuł w Adelajdzie. Dla obydwu był to drugi triumf w całej karierze. Taki czeski dublet był powtórką z 1982 roku, gdy jednego dnia swoje sukcesy odnieśli Ivan Lendl oraz Tomas Smid.

 

Zawodniczka tygodnia

 

W zmaganiach pań największe wrażenie mogło wywołać zwycięstwo Mirry Andriejewej w Adelajdzie. Rosjanka, po nieudanej drugiej połowie ubiegłego sezonu, ponownie zademonstrowała gotowość do walki o najwyższe cele. 18-latka wręcz zdemolowała całą konkurencję, tracąc w czterech rozegranych pojedynkach zaledwie 15 gemów. W nastoletnim finale, który niewykluczone iż był początkiem wielkiej rywalizacji na tenisowych szczytach, okazała się lepsza od rok starszej Victorii Mboko. Tym samym wywalczyła czwarty tytuł w swojej karierze i ma już w swoim dorobku zwycięstwa rangi WTA 250, 500 oraz 1000.

 

Niespodzianka tygodnia

 

Druga z kobiecych imprez przyniosła z kolei znaczniej mniej przewidywalne rozstrzygnięcie. Końcowy sukces w Hobart celebrowała Elisabetta Cocciaretto, która udział w turnieju rozpoczynała od kwalifikacji. Po ich pewnym przejściu, w wielkich opałach znalazła się w drugiej rundzie, przegrywając w pewnym momencie z Ann Li już 1:6, 3:5. Włoszka wyszła jednak z tej opresji i wyraźnie ją to wzmocniło. Kolejne rywalki odprawiła już po wyraźnych zwycięstwach. W finale uporała się z faworyzowaną Ivą Jovic, czym powetowała sobie porażkę z Lauren Davis w decydującym meczu tego samego turnieju przed trzema laty.

 

Polski akcent

 

Zostajemy jeszcze w Hobart, gdyż mamy powód, aby wspomnieć także o rywalizacji deblistek. W niej najlepsze okazały się bowiem Katarzyna Piter oraz Janice Tjen. Polka, która kilka dni wcześniej cieszyła się z triumfu w United Cup jako rezerwowa, znów miała więc powody do świętowania. Po dwóch pierwszy meczach zakończonych po super tie-breakach, w kolejnych panie nie straciły już seta i zdobyły tytuł mistrzowski. Poznanianka po raz drugi stworzyła parę deblową z Indonezyjką i ich duet utrzymał 100-procentową skuteczność. Poprzednio triumfowały podczas październikowego turnieju w Kantonie, dzięki czemu mogły poszczycić się imponującą serią, ośmiu wygranych potyczek z rzędu.

 

Liczba tygodnia

 

Na cztery dni przed rozpoczęciem turnieju głównego w Melbourne prawdziwą furorę zrobiła impreza One Point Slam. Druga edycja rywalizacji, w której mecze składały się z zaledwie jednego punktu, odbyła się z dużym rozmachem na Rod Laver Arenie. Na starcie pojawiło się wiele zawodniczek oraz zawodników ze światowej czołówki, ale też tenisiści mający status amatorów. I to właśnie jeden z nich, Jordan Smith, będący obecnie trenerem, został sensacyjnym triumfatorem całych zmagań, wygrywając okrągły 1 000 000 dolarów australijskich. Na drodze do zwycięstwa „uporał się” chociażby z Jannikiem Sinnerem, który popełnił błąd przy serwisie. W całej imprezie świetnie spisywały się panie i to z jedną z nich, notowaną na 117. miejscu w rankingu WTA, Joanną Garland, Australijczyk zmierzył się w finale. Wyszedł z niego zwycięsko, czym zyskał wielką sławę. Pytanie, na ile ta wygrana zmieni jego życie.

 

Przegrany tygodnia

 

Na to niechlubne miano zasłużył Sebastian Ofner. Austriak rywalizował w kwalifikacjach do turnieju głównego Australian Open i w osobliwy sposób zakończył swoją przygodę z zawodami w Melbourne. W drugiej rundzie mierzył się Amerykaninem Nisheshem Basavareddym i w super tie-breaku decydującej partii prowadził już 7:1. Przy tym wyniku przedwcześnie jednak ucieszył ze zwycięstwa, zapominając, iż rozgrywka toczy się w dłuższym formacie. Cała sytuacja wpłynęła na niego bardzo negatywnie, ponieważ szybko roztrwonił całą przewagę. Doczekał się jeszcze co prawda dwóch piłek meczowych, ale żadnej z nich nie wykorzystał. Jego młodszy przeciwnik zamienił z kolei na punkt swojego drugiego „meczbola”, przez co zapewnił Ofnerowi wyjątkowo podły nastrój na co najmniej kilka dni.

 

Poza kortem

 

Pierwsze dni 2026 roku przyniosły również informację o zakończeniu kariery przez Milosa Raonica. Decyzja Kanadyjczyka nie może być zaskoczeniem, bowiem po raz ostatni można było zobaczyć go w oficjalnym spotkaniu podczas Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Ostatnie lata urodzonego w Czarnogórze 35-latka były pasmem ciągłej walki z licznymi kontuzjami. Wcześniej jednak, dzięki swojej grze opartej na potężnym serwisie oraz forhendzie, osiągał rezultaty, które pozwalają go określać jako najwybitniejszego tenisistę reprezentującego Kanadę. Raonic w 2016 roku dotarł do finału Wimbledonu oraz na trzecie miejsce w rankingu ATP. W swoim dorobku zgromadził osiem tytułów.