Argentyński tenisista okradziony tuż po meczu w… szatni

/ Szymon Frąckiewicz, źródło: własne, foto: AFP

Andrea Collarini podzielił się na Twitterze historią, jaka przydarzyła mu się podczas challengera w Sarasocie. Argentyńczyk został okradziony tuż po meczu z Bjornem Fratangelo. Zdarzenie miało miejsce w szatni. Argentyński tenisista prosi internautów o pomoc w znalezieniu złodzieja i zarzuca organizatorom nieodpowiedzialność w kwestii zapewnienia zawodnikom ochrony.

Plasujący się aktualnie na 304. miejscu w rankingu ATP Andrea Collarini grał w ubiegłym tygodniu w Challengerze w Sarasocie. Dotarł tam do półfinału, co jest jego najlepszym wynikiem w sezonie. Zmagań na Florydzie nie będzie jednak dobrze wspominał. Tuż po zakończeniu meczu trzeciej rundy z Bjornem Fratangelo (6:4, 1:6, 6:3) został bowiem okradziony. Sytuację opisał na Twitterze.

Po zwycięstwie w meczu 3. rundy w ramach challengera w Sarasocie w USA, poszedłem do szatni wziąć prysznic. Wyszedłem na 2 minuty, by dopytać o spotkanie z fizjoterapeutą. Kiedy wróciłem, zobaczyłem mężczyznę (około 50-letniego, ciemne krótkie włosy, czapka z daszkiem i biała koszulka) zabierającego ubrania z mojej torby. Będąc w szoku, próbowałem go zatrzymać, dzięki czemu zwrócił to, co akurat wyjmował (dwie brudne skarpetki i kilka frotek). Zorientowałem się, że moja torba jest cała w nieładzie, a on w międzyczasie uciekł – relacjonował Collarini. 

– Próbowałem go dogonić, niestety wyjście na parking było zaraz obok i prawdopodobnie dotarł już do samochodu. (Wszystko to działo się na prywatnym osiedlu.) Osoba, która mnie okradła, miała turniejowy identyfikator, jednak nikt jej nie znał. Niektórzy zawodnicy powiedzieli mi, że prosił ich o zdjęcia i miał portugalski akcent – dodał zawodnik.

Collarini sporządził całą listę skradzionych rzeczy. Dołączył ją do swojego wpisu na Twitterze. Znajdują się na niej trzy rakiety, dwie koszulki meczowe, dwie pary meczowych szortów, dwie pary skarpet, torba z 25 frotkami, którą zawsze ma ze sobą na treningach i w trakcie meczów. 

Poszedłem poprosić o pomoc organizatorów turnieju, jednak jedyne środki jakie podjęli, to przeszukanie kortów, jakby w ten sposób mieli znaleźć złodzieja. Poprosiłem, by zamknęli wejście do klubu i sprawdzali, co mają przy sobie opuszczający obiekty, jednak nikt nic nie zrobił. Dodatkowo złożyłem zeznania na policji. Szatnie nie miały ochrony i w związku z tym każdy, kto był na terenie klubu mógł tam wejść. Na zewnątrz były kamery ochrony, które mogłyby pomóc zidentyfikować złodzieja, jednak były wyłączone… Nikt z organizatorów nie wziął odpowiedzialności za to, co się wydarzyło, choć to ich zadaniem jest zapewnienie ochrony zawodnikom, w szczególności zapewnienie bezpiecznej, monitorowanej szatni. Oprócz bagażu emocjonalnego, spowodowanego przez konieczność gry w niebezpiecznym miejscu, pozostały mi tylko dwie rakiety, co przeszkodziło w treningach i w trakcie spotkań, a wpływ tej sytuacji pozostanie we mnie na resztę sezonu – napisał Collarini

To haniebne, że takie rzeczy dzieją się na profesjonalnych zawodach, choć można by ich uniknąć przez stosowanie się do zasad dotyczących ochrony jakie obowiązują według regulaminu ATP – podsumował Argentyńczyk. Collarini podzielił się również screenami z transmisji meczu z Fratangelo, na których rozpoznał złodzieja. Poprosił przy tym o pomoc każdego, kto rozpoznaje mężczyznę.