Australia ma swój finał

/ Michał Jaśniewicz, źródło: własne, foto: AFP

Dla wielu dzisiejszy dzień w Melbourne Park zakończył się po spotkaniu Roger Federera z Jo-Wilfriedem Tsongą. Tymczasem po tym pojedynku doszło na korcie centralnym do meczu półfinałowego debla, który ku uciesze całej Australii, zakończył się zwycięstwem Ashleigh Barty oraz Casey Dellacqua.

Turnieje deblowe zawsze odbywają się w cieniu rywalizacji singlowej, często ze stratą zarówno dla kibiców, jaki i zawodników. Dla samych Australijczyków sytuacja wygląda jednak nieco inaczej, ich przedstawiciel w grze pojedynczej odpadli stosunkowo wcześnie (nikomu nie udało się osiągnąć czwartej rundy), ale w grze podwójnej zachwycają Barty oraz Dellacqua.

Historia dwójki Australijek jest wyjątkowo ciekawa i opiera się na przeciwieństwach. Z jednej strony blisko 28-letnia Casey Dellacqua (11 lutego obchodzić będzie urodziny), która w Australian Open swoje pięć minut już miała (w 2008 roku osiągnęła czwartą rundę singla, pokonując m.in. rozstawione Patty Schnyder i Amelie Mauresmo); z drugiej zaś strony niespełna 17-letnia Ashleigh Barty, która w Australian Open zadebiutowała w ubiegły roku, zaś tegoroczne mecze deblowe są jej pierwszymi wygranymi spotkaniami w Melbourne Park.

""
(Casey Dellacqua, źródło: AFP)

Wspólnie Australijki grają ze sobą po raz trzeci, a dwa pierwsze starty również kończyły dobrymi rezultatami (w styczniu 2012 roku osiągnęły półfinał w Brisbane, a w listopadzie wygrały zawody ITF w Tokio).

To co dzieje się jednak podczas tegorocznego Australian Open przechodzi czyjekolwiek oczekiwania. Barty oraz Dellacqua osiągnęły finał turnieju bez straty seta, eliminując m.in. rozstawione z numerem trzy Marię Kirilenko i Lisę Raymond, grające z „czternastką” Natalię Grandin oraz Vladirmię Uhlirovą, a w dzisiejszym półfinale rozbiły Varvarę Lepchenko oraz Saisai Zheng.

Mecz rozgrywany na Rod Laver Arena trwał 69 minut. Gorąco dopingowane ulubienice publiczności wygrały 6:2, 6:4.

Czuję się fantastycznie. To jeszcze do mnie nie dociera – mówiła po meczu rozentuzjazmowana Dellacqua, która pięć lat temu osiągnęła finał debla we French Open (w parze z Francescą Schiavone). – Trochę czasu zajmie zanim adrenalina opadnie i to do mnie dotrze. Na szczęście mamy jutro dzień wolny na przygotowanie do finału. Oczywiście mamy jeszcze jeden mecz do zagrania, żeby zakończyć turniej. W tej chwili czuję się jednak niesamowicie.

Jestem taka napompowana. To wspaniałe, że zostało nam to w taki sposób wynagrodzone. Po dobrym początku sezonu, to jest jak wisienka na torcie – wtórowała swojej starszej rodaczce Barty.

W finale Australijki czeka najtrudniejsza z dotychczasowych prób. Ich rywalkami będą bowiem rozstawione z „jedynką” Sara Errani i Roberta Vinci. Włoszki chociaż grają z numerem jeden to ich obecność w finale można uznać ze pewną niespodziankę. W ćwierćfinale pokonały bowiem siostry Serenę i Venus Williams 3:6, 7:6(1), 7:5.

""
(po meczu Errani i Vinci z siostrami Williams, źródło: AFP)

W półfinale Włoszki nie miały natomiast większych problemów z wyeliminowaniem Rosjanek – Jekatariny Makarowej oraz Jeleny Wiesniny (6:2, 6:4).

Faworytki w finale są więc oczywiste, ale … no właśnie w tenisie zawsze jest to „ale”.

Forbet