Australian Open: dramat na koniec dnia

/ Michał Jaśniewicz, źródło: australianopen.com/własne, foto: AFP

W czwartej rundzie Australian Open Li Na zagra z Kim Clijsters i tym samym dojdzie do powtórki zeszłorocznego finału z Melbourne. Niestety dzisiejszy mecz Chinki z Anabel Mediną Garrigues zakończył się już po trzech gemach. W pozostałych dzisiejszych spotkaniach kobiet również nie było zbyt dużo emocji, gdyż tylko jedno z ośmiu rozegranych pojedynków rozstrzygnęło się w trzech setach.

Po znakomitym pierwszym spotkaniu sesji wieczornej na Rod Laver Arena pomiędzy Bernardem Tomiciem a Oleksandrem Dołgopołowem, zwieńczeniem piątkowych zmagań miał być pojedynek Li Na z Anabel Mediną Garrigues. Mecz zaczął się kilka minut przed północą, a pierwsze dwa gemy zapowiadały bardzo ciekawą rywalizację. Niestety w trzecim gemie doszło do dramatu. Hiszpanka nienaturalnie zgięła prawą kostkę i z krzykiem upadła na kort. Szybko pojawiły się łzy u tenisistki i wszystko wskazywało na to, że jest po meczu.

Pomoc medyczna i opatrunek na kostkę sprawiły, że Medina Garrigues postanowiła spróbować dalszej rywalizacji. Niestety okazało się to bezcelowe. Przy stanie 0:3 Hiszpanka zrezygnowała z gry i płacząc zeszła z kortu.

W czwartej rundzie finalistka sprzed roku zagra z obrończynią tytułu – Kim Clijsters. Belgijka wciąż nie straciła jeszcze w Melbourne seta. Dziś pokonała rozstawioną z „dwudziestką” Danielę Hantuchovą 6:3, 6:2. Clijsters zaprezentował w tym spotkaniu kilka imponujących „winnerów” (łącznie miała ich 27 w meczu), kończąc pojedynek efektownym bekhendem po linii.

Chcę się poprawiać każdego dnia – przyznała 28-letnia Belgijka. – Jest to jeden z powodów dlaczego zdecydowałam się ponownie wziąć na pokład trenera Carla Maesa. Chcę się uczyć od niego i poprawiać. Czuję, że zrobiłam postępy w wielu elementach, między innymi emocjonalnych, taktycznych, fizycznych i jeśli chodzi o pewność siebie.

Pewnie trzecie spotkanie w Melbourne wygrała również Caroline Wozniacki. Liderka rankingu pokonała Monicę Niculescu 6:2, 6:2.

Szczerze mówiąc po prostu grałam swoje – krótko skomentowała swój występ Wozniacki. – Staram się dawać z siebie wszystko. Cokolwiek się wydarzy, to się wydarzy. Dla mnie najważniejsze jest, by cały czas się poprawiać. Jeśli mnie się będzie to udawać wiem, że mogę grać na bardzo wysokim poziomie.


Pierwszym poważnym egzaminem dla Dunki wydaje się być kolejny mecz. W czwartej rundzie Caroline Wozniacki zagra bowiem z Jeleną Janković (nr 13), która dziś rozbiła utalentowaną Amerykankę Christinę McHale 6:2, 6:0.
 
Mona Barthel przystąpiła do spotkania z Wiktorią Azarenką mając na koncie dziesięć wygranych spotkań z rzędu (w tym osiem w Hobart – dwa w eliminacjach i sześć w turnieju głównym). Trzecia w rankingu Białorusinka zakończyła jednak passę Niemki, wygrywając 6:2, 6:4. Azarenka znakomicie w dzisiejszym spotkaniu serwowała, miała 70 procent trafionego pierwszego podania i obroniła wszystkie trzy break pointy.

Cieszę się, że dzisiaj byłam nieco lepsza – stwierdziła na pomeczowej konferencji Azarenka, która o awans do ćwierćfinału zagra z Ivetną Benesovą. – Mona potrafi grać naprawdę dobrze. Nie mogę narzekać. Ogólnie był to bardzo dobry mecz, ale jestem nieco rozczarowana, że straciłam trochę koncentracji w drugim secie. Nie można jednak cały czas grać na najwyższym poziomie.
 


Wyniki

Trzecia runda singla:
Caroline Wozniacki (Dania, 1) – Monica Niculescu (Rumunia, 31) 6:2, 6:2
Jelena Janković (Serbia, 13) – Christina McHale (USA) 6:2, 6:0
Kim Clijsters (Belgia, 11) – Daniela Hantuchova (Słowacja, 20) 6:3, 6:2
Na Li (Chiny, 5) – Anabel Medina Garrigues (Hiszpania, 26)
Wiktoria Azarenka (Białoruś, 3) – Mona Barthel (Niemcy) 6:2, 6:4
Iveta Benesova (Czechy) – Nina Bratczikowa (Rosja) 6:1, 6:3