Australian Open: ostatnia niewiadoma

/ Mateusz Grabarczyk, źródło: własne/australianopen.org, foto: AFP

W kobiecym tenisie trudno cokolwiek przepowiadać. W jakiej dyspozycji wyjdą jutro na kort Wiktoria Azarenka i Na Li też pozostaje wielką niewiadomą. Oby tylko nie było powtórki sprzed roku.

Obecność Wiktorii Azarenki w finale Australian Open nie powinien zaskakiwać, ale do pewnego momentu nie postawiłbym złotówki na to, że Białorusinka dostanie szansę obrony tytułu. Dokładnie do momentu odpadnięcia z rywalizacji Sereny Williams. Gdyby wygrała ze Sloane Stephens, byłaby rywalką Azarenki w półfinale i śmiem twierdzić, że z łatwością by wygrała. Wszystko potoczyło się jednak inaczej. Białorusince ubyła najgroźniejsza rywalka i liderka rankingu bez większych przeszkód znalazła się w finale. Gra solidnie, formę ma ustabilizowaną i będzie faworytką.

Maria Szarapowa niczym Godzilla taranowała po drodze wszystkie rywalki, aż sama została staranowana. W półfinale z Na Li nie miała nic do powiedzenia. Chinka już z Agnieszką Radwańską zademonstrowała dobrą formę, potem ją potwierdziła, więc może w finale uda jej się postawić kropkę nad i. Jeśli, oczywiście, jej forhendy i bekhendy będą lądowały w korcie a nie w siatce bądź poza liniami. U Li nigdy nie wiadomo, jak to będzie wyglądało.

Z całą pewnością będzie to finał, w którym będziemy świadkami potężnych strzałów z głębi kortu, długich wymian i głośnych krzyków Azarenki. Obie zawodniczki lubią też biegać do siatki, więc dzięki temu elementowi mogą nam urozmaicić widowisko. Zabraknie pewnie tenisa eleganckiego i subtelnego, który w dobie gry siłowej jest bardzo rzadko prezentowany na korcie. Jedyną tenisistką z czołówki, która często stosuje finezyjny tenis, jest, oczywiście, Agnieszka Radwańska. Miejmy nadzieję, że jutrzejszy finał nie będzie powtórką sprzed roku, kiedy Wiktoria Azarenka w trymiga rozniosła Marię Szarapową i obie tenisistki zrobią wszystko, aby zaprzeczyć pojawiającym się coraz częściej stwierdzeniom, że poziom kobiecego tenisa notuje tendencję spadkową.
 

Recman