Forbet

Australian Open. Pech Majchrzaka. Polak był bliski sprawienia sensacji

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Kamil Majchrzak był o krok od życiowego sukcesu. Polak wygrał dwa sety z Keiem Nishikorim, ale niestety przegrał ze zdrowiem. W decydującej odsłonie, przy stanie 0:3, piotrkowianin poddał mecz i to Japończyk awansował do drugiej rundy turnieju.

Kamil Majchrzak wywalczył miejsce w drabince głównej Australian Open 2019, przechodząc eliminacje. Tym samym nasz reprezentant zadebiutował w turnieju Wielkiego Szlema. Los nie był jednak łaskawy i Polakowi przyszło się mierzyć z rywalem z najwyższej tenisowej półki – Keiem Nishikorim.

Przed tym starciem Japończyk był oczywistym faworytem. Zwycięstwo Polaka pozostawało w sferze marzeń, jednak polscy kibice po cichu oczekiwali, że Majchrzak pokrzyżuje plany łatwego zwycięstwa finaliście US Open 2014.

Pierwsze piłki były nerwowe w wykonaniu Polaka. Jednak trema nie trwała długo i piotrkowianin przeszedł do realizowania założonej taktyki. Majchrzak grał, jakby nie miał nic do stracenia, ofensywnie wchodził w kort i starał się wywierać presję na przeciwniku. To przyniosło efekty w postaci przełamania na 4:2. Tej przewagi „Szumi” nie wypuścił już do końca partii otwarcia.

Japończyk był zaskoczony taką grą Polaka, nie mniej niż kibice oglądający spotkanie. Majchrzak nie zamierzał jednak zwalniać tempa. Był zdecydowany w konstruowaniu akcji, nie grał piłek pasywnych, cały czas myślał o tym, żeby były to uderzenia atakujące. Szczególnie dobrze funkcjonował backhand 23-latka z Piotrkowa Trybunalskiego.

Nishikori z kolei nie mógł znaleźć rytmu gry, pojawiało się u niego więcej błędów niż uderzeń kończących. Tenisista rozstawiony z „ósemką” nie wykorzystywał też szans na przełamanie. Majchrzak obronił łącznie pięć break pointów, a w siódmym gemie to on odebrał rywalowi serwis. Przy stanie 5:4 podawał, by wyjść na prowadzenie 2:0 w setach, ale wtedy nie wytrzymał presji i dał się odłamać. Końcówka partii była niezwykle nerwowa, a kulminacja tej atmosfery miała miejsce w tie-breaku. W nim szczęście dopisywało raz jednemu, raz drugiemu. Tenisiści przeplatali niewymuszone błędy z winnerami. Ostatecznie to Polak lepiej sobie poradził i brakowało mu już tylko seta do sprawienia wielkiej niespodzianki.

I wtedy stało się najgorsze. U naszego reprezentanta pojawiły się problemy mięśniowe. Posłuszeństwa odmawiały zarówno dłonie, jak i nogi. Majchrzakowi trudno było się poruszać, ale też i odbijać. Przegrał dziesięć gemów z rzędu. W czwartym secie ugrał dwa gemy.

Wydawało się, że stan fizyczny polepszył się nieco w piątej odsłonie. Ale była to tylko pozorna poprawa. Nishikori zdobył pierwsze trzy gemy. Wtedy Polak podjął decyzję o rezygnacji i nie dokończył meczu. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 3:6, 6:7 (6), 6:0, 6:2, 3:0 po prawie trzech godzinach gry.

Majchrzak może mówić o wyjątkowym pechu. Do momentu pojawienia się problemów zdrowotnych, sytuacja na korcie układała się dla niego rewelacyjnie, a co ważniejsze zawdzięczał to swojej świetnej, ofensywnej grze.

Ze względu na okoliczności, Majchrzak zapewne nie zaliczy debiutu w Wielkim Szlemie do udanych, jednak może on być zadowolony z poziomu tenisa, jaki zaprezentował przeciwko dziewiątemu tenisiście na świecie. Sensacja była blisko, ale tym razem zdrowie nie poszło w parze z chęciami i możliwościami. 


Wyniki

Pierwsza runda singla:

Kei Nishikori (Japonia, 8) – Kamil Majchrzak (Polska, Q) 3:6, 6:7 (6), 6:0, 6:2, 3:0 i krecz

Wilson