Australian Open. Wypowiedzi Igi Świątek po porażce z Jeleną Rybakiną

/ Mikołaj Zachciał , źródło: , foto: East News

Po przegranym ćwierćfinale Australian Open Iga Świątek podczas konferencji prasowej udzieliła kilku odpowiedzi na tematy nurtujące dziennikarzy oraz samych kibiców.

Na samym starcie Polka przyznała, że po turnieju chce skupić się na poprawie tych samych elementów gry co przed jego rozpoczęciem. Nic szczególnego nie ulegnie zmianie, jeśli chodzi o plany treningowe. Jako jedną z przyczyn porażki tenisistka wskazała serwis, który teoretycznie działał na normalnym poziomie, jednak w paru momentach spotkania mógłby pomóc odrobinę mocniej. W pierwszej partii o zwycięstwie decydowało parę punktów i to właśnie serwis mógłby pomóc w ich zdobyciu.

Chwilę później warszawianka odniosła się znowu do podania – tym razem Kazaszki. Na pytanie, czy była zaskoczona jego mocą, oraz jak reagowała w głowie, wiedząc, że niewiele można z tym zrobić, odpowiedziała: Taki jest jej styl gry, nie byłam zaskoczona. Przeżywałam już podobne emocje w meczach przeciwko niej. Jedyne, co można zrobić w takich momentach, to skupić się na własnym podaniu, jednak ono nie pomagało, więc trudno było utrzymać dobry dla mnie wynik – dodała.

Pojawił się również temat startów w turniejach WTA 1000. Polka przyznała, że w tym roku zamierza zmienić podejście i opuścić niektóre ważne turnieje. Nigdy tego nie robiła, ale to niezbędne, jeśli chce poprawić swoją grę w wielu aspektach. Możemy się więc spodziewać kilku wycofań Świątek z ważniejszych imprez w kalendarzu.

Tenisistka miała także okazję wypowiedzieć się na temat przeskoku z sesji nocnych na dzienną oraz wiążących się z tym trudności i zmian w harmonogramie dnia. Wiceliderka rankingu mówiła, że lubi warunki panujące na kortach w sesji dziennej. Mimo wszystko rytm dnia jest zupełnie inny dla obu sesji, a więc organizacja czasu przed spotkaniem wymagała paru zmian. Zawodniczka przyznała jednak, że nie był to spory problem, a sama ma sposoby, jak radzić sobie z drastyczną zmianą godzin rozgrywanych meczów.

Końcówka konferencji to ciekawe pytanie dotyczące edycji z lat 2025 i 2026 australijskiego szlema. Zawodniczka myśli, że przed rokiem zagrała odrobinę lepiej. Trudno jednak według niej porównywać ze sobą obie edycje. W zeszłym roku podczas turnieju zaczynała się dopiero współpraca z Wimem Fissettem. W związku z tym nastąpiło dużo zmian w samej grze Polki. W tym roku było odrobinę inaczej. Świątek nie zdążyła zmienić wszystkich rzeczy, które chciała usprawnić przed sezonem, dlatego pracowała nad nimi jeszcze tutaj (w Australii). To wszystko nie ma jednak dużego znaczenia. Jak mówi Iga, turnieje należy rozpatrywać w kategorii tych udanych. W uzupełnieniu wypowiedzi dodała, że wygrywanie szlemów to najtrudniejsze wyzwanie w tej dyscyplinie. Mimo wszystko spróbuje poprawić swoje wyniki w Australian Open, wracając do Melbourne w przyszłym roku.

Warto odnotować jeszcze jedno pytanie, tym razem na temat ciągłej obecności mediów wokół graczy. Problem podniosła już wcześniej Coco Gauff, a Iga Świątek w dzisiejszej rozmowie przyznała jej rację. – Pytanie, czy jesteśmy zawodniczkami, czy może zwierzętami w zoo? – w ten sposób wypowiedź zaczęła Polka. – Dobrze byłoby mieć nieco prywatności i nie być ciągle obserwowanym. Potrzeba miejsca, w którym da się poprawiać umiejętności techniczne bez udziału osób trzecich. Na Roland Garros jest to możliwe, ale ciągle jest wiele lokalizacji, gdzie można o tym tylko pomarzyć – mówi Świątek.