Byłam czwartą tenisistką w Polsce, a praktycznie nie istniałam

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: Bella Cup

Katarzyna Kawa wyrasta na pierwszoplanową postać turnieju WTA w Jurmale. W środę awansowała do ćwierćfinału gry pojedynczej (mimo że zaczynała od eliminacji), a w czwartek osiągnęła tę samą fazę rywalizacji w deblu. Na dodatek, w niesamowitych okolicznościach. Razem z Ankitą obroniły cztery piłki meczowe z rzędu!

Szymon Adamski: Pamięta pani, kiedy po raz ostatni obroniła cztery meczbole?

Katarzyna Kawa: Pamiętam, bo to nie był tak dawno. W tym roku udała nam się ta sztuka z Kasią Piter. To był turniej z pulą nagród 25 tysięcy dolarów. Tamto starcie też ostatecznie wygrałyśmy.

– Nie uwierzę, że w ten sam sposób – wolejem po taśmie. 

– Nie, nie, aż tak nie. Dzisiaj miałyśmy dużo szczęścia.

– A kiedy się pani dowiedziała, że będzie możliwość gry w deblu? Początkowo nie było was w drabince? 

– Nie było nas w drabince, ale cały czas byłyśmy pierwszymi oczekującymi. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałyśmy się, że się dostaniemy. Nie słyszałyśmy o kontuzjach, albo o tym, że któraś z zawodniczek miałaby się wycofać. Wczoraj, kiedy jechałam akurat na mecz singlowy, dostałam sms-a od partnerki, że jednak gramy.

– Jak pani zareagowała?

– Cieszyłam się. Z drugiej strony to dodatkowy mecz, a co za tym idzie dodatkowy wysiłek. Przed turniejem bardzo bym się cieszyła z występu w turnieju deblowym, ale teraz, kiedy mi idzie tak dobrze w singlu… Miałam mieszane uczucia, ale mam nadzieję, że dam radę.

– Wytrzymała pani fizycznie kolejny prawie dwugodzinny pojedynek. Co prawda w deblu, ale to chyba też swego rodzaju potwierdzenie, że forma fizyczna jest dobra. 

– Fizycznie czuję się bardzo dobrze. Natomiast nie ukrywam, że brakuje troszkę wolnego czasu, zwłaszcza tak jak wczoraj, kiedy w zasadzie grałam w nocy. Mam nadzieję, że dzisiaj wieczorem będę miała więcej czasu dla siebie i jutro będę się czuła lepiej.

– O której udało się wczoraj zasnąć?

– Wpół do drugiej.

– Wróćmy może do tego spotkania z Fett, bo chyba nie ma co porównywać sukcesów w singlu z sukcesami w deblu.

– No nie, w końcu dochodząc do ćwierćfinału singla musiałam wygrać cztery mecze.

– Patrząc na wynik: łatwo poszło. Mam jednak wrażenie, że to nie do końca tak było.

– Tak, to był ciężki mecz. Bardzo długo na niego czekałam, a kiedy się już doczekałam, to grałyśmy w nocy. Przeciwniczka bardzo dobrze serwowała, więc musiałam cały czas być skoncentrowana i trzymać odpowiedni poziom. Inaczej mecz mógłby pójść w zupełnie innym kierunku.

– Od stanu 3:3 wygrała pani dziewięć gemów z rzędu. Co o tym zadecydowało?

– W następnym gemie przełamałam serwis przeciwniczki. To przełamanie było decydujące dla losów pierwszego seta. Natomiast kolejną partię rozpoczęłam od kilku dobrych uderzeń. Mi one pozwoliły uwierzyć w siebie, a na rywalkę zadziałały wręcz przeciwnie. Później poszło szybko, ale nie było tak łatwo, jak mogłoby się wydawać.

– Z jakim nastawieniem podchodzi pani do ćwierćfinału? Nie ma nic do stracenia, czy kuć żelazo póki gorące?

– Na pewno kuć żelazo póki gorące. Póki co wygrywam mecze, więc czuje się pewnie. Miałam się mierzyć z Caroline Garcią…

– … i nie żałuje pani, że to jednak nie ona?

– Nie żałuję, bo wygrała lepsza. Jeśli sama będę grała dobrze, to prędzej czy później mierzyć się też będę z zawodniczkami topowymi.

– Na koniec chciałem poruszyć dwa wątki z Twittera. Pierwszy to kwestia wspierania niżej notowanych tenisistek i moment, kiedy to wsparcie ze strony kibiców i zainteresowanie ze strony mediów się pojawia. Zdaniem pani przyszło za późno?

– Nie wiedziałam nawet o takiej dyskusji, bo nie mam Twittera (śmiech). Dla mnie zawsze było trudne to, że byłam czwartą tenisistką w Polsce, a praktycznie nie istniałam. Nie mamy aż tak dużo zawodniczek w Polsce, więc powinniśmy doceniać te co są. Nie przejmuje się tym jednak, bo nauczyłam się, że trzeba liczyć przede wszystkim na siebie i na osoby, którym się ufa. Fajnie, że dzieje się, to co dzieje się w tym momencie.

– Zauważyła pani wzrost popularności w ostatnim czasie?

– Zdecydowanie tak. Zwłaszcza po wczorajszym meczu, który był pokazany na stronie TVP Sport. Bardzo dużo ludzi się odezwało do mnie, więc naprawdę fajnie.

– Z kolei Joanna Sakowicz-Kostecka napisała ,,A gdzie Kasia Kawa tam… zabawa”. W tenisowym gronie jest pani duszą towarzystwa?

– (śmiech). Nie, nie. Myślę, że tu chodziło tylko o rym.

Z Jurmały Szymon Adamski