Być jak Maradona. Diego Schwartzman opowiada o najlepszym sezonie w karierze i wspomina rodaka

/ Maria Kuźniar , źródło: La Nacion, własne, foto: AFP

Imię zobowiązuje. Diego Schwartzman imię dostał po swoim słynnym rodaku i w 2020 roku w końcu osiągał spektakularne sukcesy. Czy na miarę Maradony, trudno ocenić. Schwartzman w rozmowie z argentyńskim La Nacion Magazine podsumowuje swój najlepszy dotychczas sezon, ale i opowiada o bliskiej relacji z Maradoną. – To mnie zabiło. Byłem fanem Diego, ale nie piłkarza, a człowieka – przyznaje.

Diego Schwartzman ma za sobą najlepszy sezon w karierze. Półfinał turnieju Rolanda Garrosa, finał w Rzymie, kwalifikacja do Nitto ATP Finals. Od lat przełamywał bariery, niektórzy skreślali go jeszcze przed rozpoczęciem zawodowej kariery, przede wszystkim ze względu na wzrost. 170 cm w świecie tenisa to naprawdę niewiele. Jako junior często słyszał od przeciwników, że grają z krasnalem. Kiedy przegrywał, słyszał że powinien napić się mleka, to może urośnie. Może i za dużo nie urósł, za to sukcesy ma coraz większe. Ostatnio okraszone zwycięstwem nad Rafą Nadalem.

– Wygrywając z Nadalem przełamałem granicę. Mogę zakończyć karierę mówiąc, że go pokonałem. Teraz moim celem będzie pokonanie Rogera i Nole, a następnie zdobycie kolejnych tytułów – zapowiada Diego.

Argentyński tenisista nie kryje przy tym podziwu dla wielkiej trójki.

– Mam za sobą bardzo dobre lata, rok 2020 był najlepszy, jak to możliwe, że ci faceci odkąd skończyli 18 lat mają sezony tysiąc razy lepsze niż moje i co roku je powtarzają. Przy tym mają taką samą pokorę. Robią wrażenie – podkreśla Schwartzman. – Tenis bez nich będzie trudny. Ale jeśli świat piłki nożnej przeżył śmierć Maradony, widać że każdy sport potrafi zapełnić pustkę.

Argentyńczyk sam wskazuje, że rok 2020 był dla niego, jako tenisisty najlepszy. Pod innymi względami – już niekoniecznie. Śmierć Diego Maradony, po którym zresztą dostał imię, była dla niego ciosem.

– Włączyłem telefon, patrzyłem i nie mogłem zrozumieć, spadałem… To mnie zabiło. Byłem fanem Diego, ale nie piłkarza, bo nie widziałem go w akcji na żywo, ale człowieka – opowiada tenisista.

Byli w bliskich relacjach, Schwartzman przyznaje, że miał w Maradonie wsparcie. Mógł na niego liczyć, zwłaszcza w trudnych momentach, po przegranych spotkaniach.

– Napisał mi kiedyś, że rzuty karne chybiają ci, którzy kopią. Finały przegrywają ci, którzy mają odwagę przyjść i w nich zagrać. Kiedy przegrałem z Nadalem na Roland Garros w 2018 roku, powiedział mi: „Kopiuj wszystko, co możesz, z najlepszych, ale nigdy ich nie naśladuj. Każdy człowiek jest wyjątkowy”. On był wyjątkowy – wspomina Schwartzman.