Carlos Alcaraz zabrał głos po sensacyjnej porażce w Szanghaju
Carlos Alcaraz niespodziewanie zakończył wczoraj swoją serię siedmiu zwycięstw z rzędu, przegrywając w trzeciej rundzie tysięcznika w Szanghaju z Zizou Bergsem 5:7, 6:7(4). 23-letni Hiszpan, który zaledwie tydzień wcześniej triumfował w Tokio, po porażce nie krył głębokiej frustracji, narzekając zarówno na własną dyspozycję, jak i na sprzęt oraz specyfikę kortu.
Już w trakcie trwania spotkania widać było, że Alcaraz zupełnie nie może odnaleźć się w tych warunkach. W kierunku swojego boksu krzyczał z bezradnością: „Nie da się tak grać!”.
Podczas pomeczowej konferencji prasowej trzeci tenisista świata rozwinął ten wątek, zaznaczając, że w ciągu zaledwie dwóch dni odczucia z kortu drastycznie się zmieniły, a sprzęt zachowywał się nieprzewidywalnie.
– Raz piłka odskakuje bardzo wysoko, by za chwilę niebezpiecznie prześlizgnąć się tuż nad ziemią. Nie szukam wymówek, ale kort wydawał się znacznie wolniejszy niż w pierwszej rundzie i na treningach. Piłki robiły się coraz większe i cięższe, a ja po prostu nie potrafiłem się do tego przystosować – tłumaczył sfrustrowany Alcaraz.
Hiszpan przyznał jednak, że sam ma sobie wiele do zarzucenia:
– Rozegrałem dziś bardzo słabe spotkanie. Prawdę mówiąc, zaprezentowałem się fatalnie, podczas gdy on pokazał świetny tenis. (…) W kluczowych momentach nie grałem tego, co potrafię najlepiej. Trzeba też przyznać, że kilka razy uśmiechnęło się do niego szczęście. Zdarzało się, że ratował się uderzeniami ramą, które jakimś cudem wpadały w kort, ale trzeba mu oddać, że potrafił te momenty bezlitośnie wykorzystać.
Dla Alcaraza, który od czasu powrotu po kontuzji nadgarstka wygrał 11 z 13 meczów, ta porażka to spory cios. Jak sam przyznał, na gorąco nie potrafi znaleźć żadnych pozytywów, a w jego głowie kłębią się obecnie wyłącznie czarne myśli.
Bergs odpowiada na zarzuty i świętuje życiowy sukces
Zizou Bergs, zajmujący 39. miejsce w rankingu, odniósł się do narzekań rywala z dużym dystansem. Belg, dla którego to największe zwycięstwo w karierze, kategorycznie odrzucił teorię o problemach ze sprzętem.
– Gramy dokładnie takimi samymi piłkami jak na poprzednim turnieju, więc to raczej nie jest ich wina – skwitował Bergs, nawiązując do imprezy w Japonii, którą Alcaraz przecież wygrał. – Podczas rozgrzewki faktycznie zauważyłem, że nawierzchnia bywa zdradliwa. Może przy jednym na dziesięć czy dwadzieścia zagrań piłka potrafi źle odskoczyć, ale ogólnie uważam, że zarówno korty, jak i piłki są tutaj naprawdę świetnej jakości.
Belgijski tenisista po wykorzystaniu piłki meczowej podszedł do obiektywu kamery i napisał na nim: „Co tu się właśnie wydarzyło?”.
– Carlos to wielka marka, a gra z takimi zawodnikami zawsze była dla mnie barierą mentalną. Oglądasz tych facetów w telewizji (…), w końcu stajesz przed szansą zagrania z nimi, ale na koniec dnia musisz wyjść na kort z wiarą, że możesz ich pokonać – opowiadał Bergs. – Zawsze podchodziłem do nich ze zbyt dużym respektem. Dlatego po ostatniej piłce byłem w tak głębokim szoku, że nie miałem nawet siły na jakąś szaloną radość. Przez głowę przeszło mi tylko: „O co tu w ogóle chodzi?”.



