Czy plebiscyty mają sens?

/ Redakcja , źródło: Materiał partnera, foto: Piotr Kucza/NEWSPIX.PL

Pierwsza połowa stycznia to w kalendarzu każdego kibica przeważnie czarna dziura. Niewiele dzieje się na ligowych stadionach czy wewnątrz sportowych hal. Początek roku to zawsze czas podsumowań i wszelkiego rodzaju konkursów dla fanów. W Polsce najpopularniejszym z nich jest Plebiscyt Przeglądu Sportowego i kilka dni temu poznaliśmy jego wyniki.

Przede wszystkim jasno należy powiedzieć, że konkurs najpoczytniejszej polskiej gazety sportowej to w zasadzie jedyne tego rodzaju wydarzenie w naszym kraju. W tym roku odbywało się one po raz 86, a o jego popularności niech świadczy, iż najwięksi bukmacherzy zdecydowali się wprowadzić wyniki do swojej oferty zakładów sportowych. Co więcej, przygotowano liczne oferty specjalne lub zachęcano do wykorzystania KOD PROMOCYJNY STS 2021. Czyli wszystko na podobnych zasadach jak piłkarski mecz czy konkurs skoków narciarskich.

Jednak gdy w zmaganiach sportowych liczy się szczęście, umiejętności, talent czy pot wylany na treningu, tak tu najważniejsza jest sympatia kibiców. Można więc zdobyć najwyższy laur w swojej dziedzinie i nigdy nie wygrać w plebiscycie. Może też dojść do odwrotnej sytuacji. Zawodnik może zakończyć sezon bez trofeum, ale jeśli zakręci się wokół ligowej czołówki i będzie uprawiał dyscyplinę popularną – to wtedy tytuł sportowca roku może otrzymać. Czy to jest więc sprawiedliwe? Nie do końca, tym bardziej, że w obecnej formule głosować można poprzez internet, wysyłając sms. A to już może rodzić nadużycia. Wystarczy bowiem na portalu społecznościowym  skrzyknąć znajomych i poprosić o wsparcie grupy sympatyków, a zwycięstwo jest już bardzo możliwe.

Do tego, co by nie powiedzieć, to popularność sportowców kreują także media. To one zalewają (lub nie) kibiców informacjami na temat danej dyscypliny, zawodnika, jego rodziny, życia prywatnego. Nawet osoby niespecjalnie interesujące się sportem są w stanie bezbłędnie rozpoznać znanego piłkarza czy nawet jego małżonkę, podczas gdy kompletnie nie będą wiedzieli nic na temat mistrza dyscypliny niszowej. Czy to jest więc plebiscyt na sportowca, czy może już celebrytę? Jakby tego było mało, termin zbierania głosów także ma znaczenie. Ciężko jest bowiem zostać w pamięci kibiców zdobywając tytuł w styczniu czy marcu, a bardzo łatwo w listopadzie lub grudniu.

W tym roku sytuacja była bardzo ciekawa. Od początku wiadomo było, że tytuł rozstrzygnie się między Igą Świątek a Robertem Lewandowskim. Nasz piłkarz wygrał wszystko ze swoim niemieckim zespołem, ale już z reprezentacją Polski nie za wiele. Kibicom przyszło więc zważyć dwa sukcesy. Jeden to efekt wielu lat treningów, sportowego trybu życia i współpracy międzynarodowego zespołu. Drugi to nieoczekiwany, acz zasłużony trumf w dyscyplinie indywidualnej, na który nikt nie liczył i który Iga Świątek musiała wyrwać sobie sama. Co więc jest bardziej cenne? Czy Polak w niemieckim zespole zbierający wszelkie laury, czy jeden niebywały i historyczny sukces młodej Polki, na którą nikt nie stawiał?