Amanda awansuje, Iga wraca do domu

/ Adam Romer , źródło: Korespondencja z Rijadu, foto: Adam Romer

Adam Romer, korespondencja z Rijadu

 

Po stojącym na niezwykle wysokim poziomie pojedynku Amanda Anisimova pokonała Igę Świątek i w piątek zagra w półfinale WTA Finals w Rijadzie. Polka, podobnie, jak w ubiegłym roku odpada po fazie grupowej.

 

To był mecz pojedynczych szans, które trzeba było wykorzystywać. Polka w pierwszym secie nie miała ani jednej szansy na przełamanie rywalki, podczas gdy Anisimova takich możliwości miała aż cztery. Nie miało to jednak wielkiego znaczenia, bo wszystko rozstrzygnął tiebreak, który lepiej rozegrała Iga. Po 65 minutach było więc 1-0 dla Polki.

Gdy zaczął się set drugi, gdy przy stanie 1:1 Iga miała trzy szanse na przełamanie Amerykanki wydawało się, że to jest moment, gdy losy meczu przechylą się na stronę Polki. Tymczasem wtedy Anisimova pokazała klasę i to, że jej obecna pozycja w światowym rankingu nie jest przypadkowa. Obroniła wszystkie breakpointy i gema wygrała.

Kolejne minuty to była wymiana ciosów i kolejne wygrane gemy przez serwującą. Aż do 10 gema, gdy serwowała Polka. Miała dwie piłki gemowe, ale znów w tych kluczowych chwilach Amanda grała wyśmienicie. Jej bekhend siał spustoszenie, atakowała nawet pierwsze podanie Polki. W efekcie pojawiła się pierwsza szansa na przełamanie (w drugiej partii) i od razu z tej szansy Amerykanka skorzystała. Po prawie dwóch godzinach gry było 1-1.

 

Zdecydował trzeci set, który od początku zdawał się toczyć po myśli będącej na fali Anisomovej. Przy pierwszej okazji Amerykanka nie wykorzystała trzech szans na przełamanie, Iga wybroniła się jeszcze w sposób koncertowy, ale już w kolejnym swoim gemie, przegrywając 0:40 nie dała rady. Wybroniła dwie szanse, a przy trzeci breakpoincie zrobiła podwójny błąd serwisowy.

Od tej chwili Amerykanka grała bardzo spokojnie koncentrując się głównie na utrzymaniu swojego podania, a nie walcząc zbyt zaciekle przy serwisie Igi.

Polka doczekała się wprawdzie jeszcze jednej szansy (przy stanie 2:4), ale znów sprawę załatwił serwis i tego dnia niemal bezbłędny forhend Amandy.

Gdy przyszło do serwowania przy wyniku 5:2, Amerykanka przycisnęła, doprowadziła do równowagi i po chwili wykorzystała pierwszą piłkę meczową.

 

– Oczywiście nie jestem zadowolona z rezultatu, ale nie mam sobie wiele do zarzucenia. Amanda zagrała doskonały mecz, a ja będę go jeszcze analizować – mówiła Polka w mixed zonie zaraz po spotkaniu.

Przyznała też, że dwie porażki w grupie nie spowodowały, że na korcie szczególnie się denerwowała. – Trzymałam się do końca – stwierdziła.

 

Porażka z Anisimovą była wyjątkowo bolesna, bo Amerykanka na przestrzeni dwóch godzin i 35 minut wygrała zaledwie o cztery piłki więcej niż Polka. Panie rozegrały łącznie 208 punktów.

 

Na pytanie reportera Canal+ o liczbę meczów (79 w sezonie 2025) odpowiedziała: „Jeszcze zagram w Gorzowie w Billy Jean King Cup. A na przyszłość może zastanowię się czy nie powinnam grać mniej meczów, a więcej trenować w trakcie sezonu”.

Porażka Polki nie ma dla niej wielkich konsekwencji rankingowych, natomiast w grze są ciągle dwie tenisistki będące w rankingu WTA za nią: Anisimova i Jelena Rybakina. Czy któraś z nich awansuje do finału w Rijadzie dowiemy się w piątek, gdy zaplanowane są mecze półfinałowe.

 

Partnerem relacji medialnych na portalu Tenisklub.pl z WTA Finals w Rijadzie jest:

#eFortuna

 


Wyniki

Mecze grupy „Serena Williams”:

Jelena Rybakina (Kazachstan, 6) – Jekaterina Aleksandrowa (10) 6:3, 6:4; Amanda Anisimova (USA, 4) – Iga Świątek (Polska, 2) (3)6:7, 6:4, 6:2.

Helsinki. Szymon Walków bez awansu, Filip Pieczonka i Szymon Kielan dalej w grze

/ Hanna Pałuska , źródło: własne, foto: Paweł Rychter/Kozerki Open

Mecz pierwszej rundy debla nie poszedł po myśli Szymona Walkówa. Chorwaccy tenisiści pokonali Polaka i Hindusa Vijaya-Sundara Prashantha. Do ćwierćfinału gry podwójnej turnieju ATP 125 Challenger w Helsinkach awansowali natomiast Szymon Kielan i Filip Pieczonka, którzy wygrali z reprezentantami gospodarzy. 

Pierwszy na kort wyszedł Szymon Walków. Razem z Vijayem-Sundarem Prashanthem dobrze weszli w swoje spotkanie. W pierwszym secie prowadzili już 4:1 w gemach, ale przeciwnicy odrobili straty. W dziesiątym gemie rozstawieni z numerem 4. mieli trzy piłki setowe. Tie-break należał do wyrównanych aż do stanu 5:5. Potem na prowadzenie wyszli Chorwaci, którzy potrzebowali jednego set pointa, aby wygrać partię. Drugi set był pod dyktando rywali. Chociaż w trzecim gemie Polak i Hindus mieli trzy okazje na odrobienie strat to jednak chorwacka para wyszła z opresji. Ostatecznie rozstawionym z numerem 4. udało się zdobyć tylko jednego gema i pożegnali się z turniejem w pierwszej rundzie.

Lepiej poradzili sobie Szymon Kielan i Filip Pieczonka, którzy udanie rozpoczęli swój występ w Helsinkach. W pierwszej rundzie podejmowali Finów grających z dziką kartą. Pierwszy set ułożył się pomyślnie dla Polaków, którzy potrzebowali tylko jednego przełamania, aby triumfować w całej partii. Wydarzyło się to w ósmym gemie, po czym bezbłędnie utrzymali swoje podanie i zbliżyli się do wygranej. Drugi set do stanu 3:3 należał do wyrównanych i obie pary miały szansę na zwycięstwo. Wtedy właśnie Kielan i Pieczonka przełamali Finów, co znacznie ułatwiło im drogę do końcowego triumfu. Pewny serwis zapewnił im wygraną. Po 53 minutach gry zameldowali się w ćwierćfinale. W nim podejmą najwyżej rozstawioną parę Jakob Schnaitter/Mark Wallner.


Wyniki

Pierwsza runda gry podwójnej:

Matej Dodig, Luka Mikrut (Chorwacja, Chorwacja) – Vijay-Sundar Prashanth, Szymon Walków (Indie, Polska, 4) – 7:6(5), 6:1

Szymon Kielan, Filip Pieczonka (Polska, Polska) – Patrick Kaukovalta, Eero Vasa (Finlandia, Finlandia) – 6:3, 6:4

Lima. Karol Drzewiecki i Piotr Matuszewski bez awansu do ćwierćfinału gry podwójnej

/ Hanna Pałuska , źródło: własne, foto: PZT

Po kilkutygodniowej przerwie Karol Drzewiecki wrócił do gry i razem z Piotrem Matuszewskim ponownie stworzyli parę deblową. Na pierwsze zwycięstwo będą musieli jednak poczekać. W meczu pierwszej rundy w turnieju ATP 75 Challenger w Limie przegrali z duetem Boris Arias/Johannes Ingildsen 5:7, 6:1, 10:6. 

Pierwszy set obfitował w wiele przełamań. Pierwsi prowadzenie zdobyli Polacy, jednak chwilę później rywale odrobili straty. Trzy gemy później parze z Boliwii i Danii ponownie udało się przełamać podanie reprezentantów Polski. Ich prowadzenie nie potrwało długo i znowu doszło do wyrównania. Lepiej jednak w tej sytuacji poradzili sobie Drzewiecki i Matuszewski. Skuteczny return po stronie Polaków przy stanie równowagi dał im przełamanie i prowadzenie. Serwis Karola Drzewieckiego był bezbłędny i tym samym rozstawieni z numerem 3. wygrali pierwszego seta.

Druga partia była przeciwieństwem tej poprzedniej. Nie zaczęła się dobrze dla reprezentantów Polski, którzy zostali szybko przełamani. Rywale pewnie serwowali i powiększali swoje prowadzenie, co dało im zwycięstwo w drugim secie. Ich pierwsze podanie stało na bardzo dobrym poziomie. Turniejowym ,,trójkom” udało się wygrać zaledwie jednego gema.

O tym która para znajdzie się w kolejnej rundzie zadecydował super tie-break. Przeciwnicy kontynuowali dobrą grę z drugiej partii, świetnie returnowali i zdobyli przewagę już na początku. Polacy walczyli do samego końca i obronili cztery piłki meczowe, jednak to nie wystarczyło. Musieli uznać wyższość rywali i pożegnali się z turniejem w Limie.


Wyniki

Pierwsza runda gry podwójnej:

Boris Arias, Johannes Ingildsen (Boliwia, Dania) – Karol Drzewiecki, Piotr Matuszewski (Polska, Polska, 3) – 5:7, 6:1, 10:6

WTA Finals. Jelena Rybakina lepsza od Jekateriny Aleksandrowej

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Jelena Rybakina pokonała Jekaterinę Aleksandrową w ostatnim swym meczu fazy grupowej WTA Finals. Tym samym Kazaszka z kompletem zwycięstw awansowała do piątkowych półfinałów.

Mistrzyni Wimbledonu 2022 do ostatnich chwili rywalizowała o rankingowe punkty, które dały jej ostatecznie awans do kończącej sezon imprezy w Rijadzie. W związku z taką „gonitwą” Jeleny Rybakiny tuż przed imprezą w Rijadzie, wielu się zastanawiało czy do Arabii Saudyjskiej tenisistka pochodząca z Moskwy nie przyjedzie bez siły.

Jednak jak pokazują wydarzenia ostatnich dni, obawy kibiców Kazaszki były niepotrzebne. W ciągu pięciu dni szósta rakieta świata pokonała trzy rywalki i z kompletem zwycięstw zakończyła zmagania fazy grupowej. Ostatnie zwycięstwo turniejowa „szóstka” odniosła nad Jekateriną Aleksandrową, która jako rezerwowa weszła w miejsce Madison Keys.

O losach pierwszego seta zdecydował dziewiąty gem. W nim przełamanie zanotowała Jelena Rybakina, aby po zmianie stron zrobić pierwszy krok w stronę zakończenia rywalizacji grupowej z kompletem zwycięstw. W drugiej odsłonie Kazaszka postarała się o dwa przełamania. Wprawdzie Aleksandrowa jedną stratę zdołała odrobić, ale ostatecznie to mistrzyni Wimbledonu 2022 zeszła z kortu jako zwyciężczyni.

Tym samym Jelena Rybakina już czeka na rywalkę w 1/2 finału. Wyłonią ją czwartkowe mecze grupy Steffi Graf.


Wyniki

Grupa Sereny Williams:

Jelena Rybakina (Kazachstan, 6) – Jekaterina Aleksandrowa (10) 6:4, 6:4

 

WTA Finals. Zmiana w pierwszym środowym meczu

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Jekaterina Aleksandrowa zamiast Madison Keys wyjdzie na kort w meczu przeciwko Jelenie Rybakinie. Mistrzyni Australian Open 2025 wycofała się z imprezy z powodu choroby.

Piątego dnia WTA Finals w Rijadzie dojdzie do rozstrzygnięcia kto obok Jeleny Rybakiny wyjdzie z grupy Sereny Williams do półfinałów. O drugie miejsce premiowane awansem powalczą Iga Świątek i Amanda Anisimova. Jednak nim dojdzie do meczu Polki z Amerykanką, miało zostać rozegrane spotkanie między Jelenę Rybakiną oraz Madison Keys.

Ostatecznie reprezentantki USA już nie zobaczymy w tym roku na korcie w Rijadzie. Jej miejsce zajmie Jekaterina Aleksandrowa. Dla obu pań spotkanie będzie bez większego znaczenia. Bowiem Jelena Rybakina już wcześniej zapewniła sobie udział w dalszej rywalizacji, a wchodząca jako rezerwowa zawodniczka z Czelabińska przejmuje wyniki Keys, która przegrała zarówno z Igą Świątek jak i z Amandą Anisimovą.

ATP Finals. Novak Dźoković niepewny udziału w Turynie

/ Hanna Pałuska , źródło: X/własne, foto: Peter Figura

Finały ATP odbędą się już za kilka dni. Serbski tenisista Novak Dźoković dalej nie podjął ostatecznej decyzji odnośnie swojego występu we Włoszech.

Obecnie Serb znajduje się w Grecji, gdzie rozgrywa turniej ATP 250 w Atenach. W drugiej rundzie pewnie pokonał Alejandro Tabilo 7:6(3), 6:1 i zameldował się w ćwierćfinale. To było pierwsze zwycięstwo Dźokovicia nad reprezentantem Chile, wcześniej przegrał z nim dwukrotnie.

Niedawno prezes Włoskiej Federacji Tenisowej Angelo Binaghi potwierdził udział serbskiego tenisisty w tegorocznych Finałach ATP. Dźoković zakwalifikował się do turnieju już kilka tygodni temu. Mimo wszystko dalej nie wie na 100% czy pojawi się w Turynie. Rozstrzygającą decyzję podejmie w następnych dniach, gdy turniej w Atenach dobiegnie końca. Nie był również zadowolony z tego, że Włoch wypowiedział się na ten temat.

Nie wiem skąd on (Angelo Binaghi) dostał taką informację. Na pewno nie ode mnie ani mojej drużyny. Zdecyduję po zakończeniu turnieju w Atenach – powiedział Dźoković.

Turniej ATP Finals odbędzie się w dniach 9-16 listopada. Dokładny pełny skład nie jest jeszcze znany. O ostatnie miejsce walczą Lorenzo Musetti, który również gra w Atenach i Felix Auger-Aliassime. Kanadyjczyk doszedł do finału ATP Masters 1000 w Paryżu i wycofał się z następnego turnieju w Metz.

Aryna Sabalenka zmierzy się z Nickiem Kyrgiosem

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Aryna Sabalenka i Nick Kyrgios spotkają się w pojedynku na korcie. Mecz liderki światowego rankingu z australijskim tenisistą nazwany „Battle of the Sexes” zostanie rozegrany pod koniec roku w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Najlepsza tenisistka świata przebywa obecnie Arabii Saudyjskiej, gdzie rywalizuje w turnieju WTA Finals. W czwartek światowa jedynka powalczy o awans do 1/2 finału. Za niespełna dwa miesiące tenisistka z Mińska powróci w te rejony świata, aby 28 grudnia w dubajskiej Coca-Cola Arenie skrzyżować rakietę z Nickiem Kyrgiosem. Były trzynasty tenisista świata występował w tym sezonie niewiele. Jednak spotkanie takich dwóch postaci niewątpliwie wzbudzi zainteresowani kibiców na całym świecie.

Nie będzie to pierwszy pojedynek nazywany „Bitwą płci” w tenisowej historii. Najsłynniejsze takie spotkanie miało miejsce w 1973 roku, a spotkali się Billie Jean King oraz Bobby Riggs. O, której uczestniczka nadchodzącego meczu wspomniała komentując czekający ją pojedynek.

– Mam ogromny szacunek dla Billie Jean King i tego, co zrobiła dla kobiecego tenisa. Jestem dumna, że mogę reprezentować kobiecy tenis i być częścią nowoczesnej wersji legendarnego meczu „Battle of the Sexes” – skomentowała czekające ją wyzwanie światowa jedynka kobiecego tenisa.

Ekscytacji czekającym spotkaniem nie kryje także Nick Kyrgios. – Kiedy światowa numer jeden rzuca ci wyzwanie, nie możesz odmówić. Mam ogromny szacunek dla Aryny – jest potężna, to prawdziwa mistrzyni. Ale nigdy nie cofałem się przed wyzwaniem. Nie przyjeżdżam tu tylko zagrać – przyjeżdżam, żeby dać show. To właśnie dla takich chwil żyję – zabrał głos tenisista z Antypodów.

Pedro Cachin zakończył karierę tenisisty

/ Łukasz Duraj , źródło: Instagram P. Cachina, foto: East News

Koniec sezonu to czas podsumowań. Właśnie w tym okresie zawodnicy często podejmują decyzję o rozstaniu z profesjonalnym sportem.

Na taki krok zdecydował się niedawno Pedro Cachín. Reprezentant Argentyny pożegnał się z kibicami w emocjonalnym wpisie na Instagramie:

-Czterdziesty ósmy na świecie. Wygląda to na łatwe, ale nie jest. Dla mnie ten numer to godziny treningów, podróży, zawodów, potu i doświadczeń. Cała droga była zwyczajnie niezapomniana, pełna cennych lekcji i skoncentrowana na konkretnym celu. Wielu uznawali go za daleki lub nieosiągalny, ale się udało. Sądzę, że mi się powiodło, bo była ze mną moja ekipa. Tenis to sport indywidualny, ale działa dzięki ludziom, którzy są wokół i inwestują w ciebie swój czas i razem z tobą realizują twoje zamierzenia.

Miałem szczęście rywalizować z najlepszymi na największych kortach, ale pamiętam też czasy Futuresów, w których warunki były naprawdę trudne. Wygrałem turniej ATP i grałem w Pucharze Davisa i to wszystko sprawia, że odchodzę z podniesioną i spokojną głową. Dałem z siebie wszystko, ale nie znaczy to, że całkowicie odcinam się od tenisa. Wciąż mam pasję dla dyscypliny i czuje ją każdego dnia.

Dziękuję każdemu za okazany szacunek i pomoc w mojej drodze. Jestem wdzięczny mojej rodzinie, dziewczynie i przyjaciołom, którzy byli, są i będą przy mnie. Mówię to z głębi serca. Dziękuję też tenisowi za wszystkie lekcje i doświadczenia – Pedro.

Największym sukcesem Pedro Cachína był triumf w Gstaad w 2023 roku. Gracz zdobył również sześć turniejów rangi ATP Challenger Tour.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Pedro Cachin (@pecachin)

Ateny/Metz. Dźoković znalazł sposób na Tabilo, porażka Moutet

/ Marek Golba , źródło: opr. własne, foto: East News

Tenisowy sezon zbliża się do końca. Trwają dwa ostatnie turnieje rangi ATP 250 w Atenach i Metz. Kibiców w Grecji ucieszył Novak Dźoković, który wreszcie pokonał Alejandro Tabilo. Tymczasem we Francji zawiódł Corentin Moutet.

W Atenach, tuż przed ATP Finals, gra Novak Dźoković. Serb rozpoczął rywalizację od drugiej rundy i zagrał z Alejandro Tabilo, z którym nigdy nie wygrał seta. Mecz miał z początku wyrównany przebieg. O wyniku pierwszego seta zadecydował tie-break, w którym po dwóch mini breakach lepszy okazał się Dźoković. Kolejna partia to pewna wygrana 24-krotnego mistrza Wielkich Szlemów, który od stanu 1:1 wygrał ostatnie pięć gemów. Serb jako pierwszy zapewnił sobie awans do ćwierćfinału. Do tej pory dwukrotnie okazał się gorszy od Chilijczyka (w Monte Carlo i rok temu w Rzymie). Jego kolejnym rywalem będzie Nuno Borges, który pokonał Eliota Spizzirriego.

W Metz dobrego dnia nie mieli gospodarze. Z czterech Francuzów zwycięstwo odniósł tylko Kyrian Jacquet. Corentin Moutet miał dwie piłki meczowe w trzecim secie, aby pokonać Aleksandara Vukica. Nie wykorzystał żadnej z nich i przegrał 6:3, 6:7(6), 6:7(8).

Arthur Cazaux był dwie piłki od wygrania z wyżej notowanym Cameronem Norriem. Niestety przegrał drugiego seta po tie-breaku i później nie nawiązał walki, przegrywając 7:6(1), 6:7(7), 2:6. Największą niespodzianką we Francji było jednak zwycięstwo Lorenzo Sonego. We włoskim pojedynku starszy z zawodników pokonał rozstawionego z numerem czwartym Flavio Cobolliego 2:6, 6:3, 7:5.


Wyniki

Ateny – pierwsza runda:

Tomas Martin Etcheverry (Argentyna) – Mackenzie McDonald (USA, Q) – 6:7(5), 7:6(3), 6:3

Yannick Hanfmann (Niemcy, Q) – Ivan Ivanov (Bułgaria, WC) – 6:4, 6:2

Marcos Giron (USA) – Pedro Martinez (Hiszpania) – 6:2, 6:1

Ateny – druga runda:

Novak Dźoković (Serbia, 1) – Alejandro Tabilo (Chile, Q) – 7:6(3), 6:3

Nuno Borges (Portugalia, 6) – Eliot Spizzirri (USA) – 5:7, 6:3, 6:4

Sebastian Korda (USA) – Damir Dżumhur (Bośnia i Hercegowina) – 4:6, 6:3, 6:3

Metz – pierwsza runda: 

Daniel Altmaier (Niemcy) – Arthur Rinderknech (Francja, 6) – 6:4, 6:4

Aleksandar Vukic (Australia) – Corentin Moutet (Francja, 8) – 3:6, 7:6(6), 7:6(8)

Alexander Blockx (Belgia, NG) – Francesco Passaro (Włochy, Q) – 3:6, 6:3, 6:4

Kyrian Jacquet (Francja, LL) – Luca van Assche (Francja, Q) – 4:6, 6:3, 6:4

Metz – druga runda:

Lorenzo Sonego (Włochy) – Flavio Cobolli (Włochy, 4) – 2:6, 6:3, 7:5

Cameron Norrie (Wielka Brytania, 7) – Arthur Cazaux (Francja, WC) – 6:7(1), 7:6(7), 6:2