ATP Finals. Jannik Sinner niepokonany w Turynie

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com/X, foto: East News

Jannik Sinner nie mógł wymarzyć sobie lepszej końcówki sezonu. Włoch nie przegrał spotkania od ponad miesiąca. W finale Nitto ATP Finals pokonał drugi raz z rzędu Carlosa Alcaraza 7:6(4), 7:5 i obronił tytuł sprzed roku. 

Zarówno Alcaraz, jak i Sinner pewnie weszli w to spotkanie. Nie mieli problemów z wygrywaniem swoich gemów serwisowych.

Pierwsza równowaga wydarzyła się przy podaniu Włocha. Wtedy właśnie nastąpiła kilkunastominutowa przerwa w meczu ze względu na problemy zdrowotnego jednego z widzów na trybunach. Po wznowieniu gry Sinner natychmiast wygrał tego gema. Spotkanie ponownie nabrało wyrównanego charakteru. W przerwie przy stanie 5:4 w gemach dla Hiszpana poprosił on o pomoc fizjoteraupeuty. Miał problem z prawym udem. Alcaraz wrócił do gry i dalej dawał z siebie wszystko. W dwunastym gemie po raz pierwszy pojawiła się okazja na przełamania podania. Miał ją lider rankingu, dla którego była to również piłka setowa. Sinner szybko ją obronił i doprowadził do tie-breaka.

W nim lepiej zaprezentował się reprezentant gospodarzy, który szybko zdobył przewagę i nie oddał jej do końca. Stracił w nim łącznie cztery punkty. Tym samym znalazł się w dogodniejszej pozycji, żeby obronić tytuł sprzed roku.

W kolejnej partii Alcaraz nie załamał się z powodu przegranego tie-breaka i dalej próbował odwrócić losy spotkania na swoją korzyść. Przełamał Włocha w pierwszym gemie i wyszedł na prowadzenie. Nie potrwało ono jednak długo. Pięć gemów później Sinner odrobił straty i wrócił do gry. Hiszpan miał nawet szansę, aby ponownie zdobyć przewagę, ale jej nie wykorzystał. Mecz dalej był zacięty i żaden z zawodników nie dawał za wygraną. Końcówka seta należała do nerwowych. Kibice szykowali się na kolejny tie-break, ale Sinner postanowił zakończyć mecz wcześniej. W dwunastym gemie wykorzystał pierwszą piłkę meczową i wygrał całe spotkanie.

W całym tygodniu reprezentant gospodarzy nie stracił nawet seta w żadnym meczu. Pomimo zwycięstwa, nie wyprzedzi Alcaraza w rankingu i zakończy sezon na drugiej pozycji.


Wyniki

Finał gry pojedynczej:

Jannik Sinner (Włochy, 2) – Carlos Alcaraz (Hiszpania, 1) – 7:6(4), 7:5

BJKCup. Gorzów Szybko, miło i przyjemnie – Polska wygrywa grupę!

/ Adam Romer , źródło: Korespondencja z Gorzowa Wlkp., foto: PZT/Olga Pietrzak

Adam Romer, korespondencja z Gorzowa

Zaskakująco gładko zwyciężyła reprezentacja Polski w niedzielnym meczu z Rumunią. Polska w kwietniu zagra w meczu kwalifikacyjnym do turnieju finałowego Billy Jean King Cup w chińskim Shenzen.

 

Oba niedzielne mecze singlowe trwały niespełna dwie godziny. Wyglądało to trochę, jakby zarówno Linda Klimovicova, jak i Iga Świątek ścigały się, która z nich spędzi na korcie w Gorzowie mniej czasu.

Najpierw Klimovicova, po kilkunastominutowej wyrównanej grze z Eleną Barteą, wrzuciła drugi bieg i od stanu 2:2 oddała Rumunce zaledwie jednego gema. To było dość zaskakujące, bo dla niektórych nominowanie młodej zawodniczki z Bielska było sporą niespodzianką. Jednak 20-latka udowodniła, że reprezentacja Polski będzie miała z niej sporo pożytku w przyszłości.

W komfortowej sytuacji i przy burzy braw na kort wychodziła pierwsza rakieta Polski – Iga Świątek. Od dawna wiadomo było, że to właśnie dla niej do Gorzowa zjechali kibice z całej Polski, a hala Arena Gorzów pękała w szwach.

Iga rozegrała 81 mecz singlowy w tym sezonie i ani przez moment nie było po niej widać zmęczenia trudnym sezonem.

Rywalka – Gabiela Lee, doświadczona 30-letnia zawodniczka rozegrała bardzo dobry mecz. Biegała, grała przepiękny jednoręczny bekhend i broiła się slajsami, jednak na wiceliderkę rankingu WTA to było zdecydowanie za mało.

W takim meczu widać było, jaką przewagę fizyczności i przygotowania ogólnorozwojowego ma Polka nad większością rywalek. Jeśłi nie ma się potężnego serwisu jak Sabalenka, Rybakina czy Anisimova czy też potężnych kończących uderzeń w ich stylu, to właściwie nie ma jak zrobić „krzywdy” Świątek.

Polka pozwoliła sobie na kilka drobnych błędów, nawet utratę jednego gema serwisowego, ale całościowo mecz z Lee wyglądał trochę jak sparing na koniec sezonu. Im bliżej końca tym bardziej Iga przyspieszała i dociskała swoją przeciwniczkę, a w ostatniej piłce meczu popisała się niezwykle trudnym technicznie półwolejem z bekhendu. Oczywiście wygranym.

– To był sezon z wygranym Wimbledonem, więc takie sezony biorę w ciemno. W tym roku wygrywałam tam, gdzie wcześniej mi się to nie udawało, więc taki sezon zawsze będzie pozytywny – powiedziała Iga Świątek na pomeczowej konferencji prasowej, na którą dziennikarze musieli cierpliwie poczekać dobre pół godziny, które Iga przeznaczyła na rozdawanie autografów.


Wyniki

Polska – Rumunia 2:0

Linda Klimovicova – Elena Bartea 6:2, 6:1;

Iga Świątek – Gabriela Lee 6:2, 6:0.

Martyna Kubka, Katarzyna Kawa – Mara Gae, Monica Niculescu 6:3, 6:4.

ITF. Olaf Pieczkowski przegrał finał w Manamie po raz drugi z rzędu

/ Hanna Pałuska , źródło: własne, foto: Paweł Rychter/Kozerki Open

Reprezentant Polski od kilkunastu dni przebywa w dalekim Bahrajnie, gdzie walczy w turniejach rangi ITF. W ubiegłym tygodniu dotarł do finału imprezy ITF M15 w Manamie, gdzie musiał uznać wyższość niemieckiego rywala. Tym razem ponownie nie wywalczył tytułu w turnieju ITF M25 w stolicy Bahrajnu.

Spotkanie finałowe nie mogło zacząć się lepiej dla Pieczkowskiego, który wygrał cztery gemy z rzędu i dwa razy przełamał rywala. Dobra passa zakończyła się chwilę później, kiedy rywalowi udało się znaleźć sposób na serwis reprezentanta Polski. Był to jednak pierwszy i ostatni gem wygrany przez Fomina w tej partii. Po ponad pół godziny gry Pieczkowski wykorzystał trzecią piłkę setową i mógł cieszyć się z prowadzenia w setach.

Druga partia rozpoczęła się podobnie jak poprzednia. Polak wygrał cztery pierwsze gemy i prowadził 4:0. Mogło się wydawać, że mecz za chwilę się zakończy, jednak tak się nie stało. Nagle rywal wygrał sześć gemów z rzędu i doprowadził do wyrównania w setach. Pieczkowski był bezradny i nie spodziewał się takiego obrotu spraw.

Ostatni set był najbardziej wyrównany. Nie zaczął się on dobrze dla reprezentanta Polski, który musiał bronić trzech break pointów w drugim gemie. Zarówno Pieczkowski, jak i Fomin mieli swoje szanse, jednak żaden z nich nie mógł wyjść na prowadzenie. Sytuacja zmieniła się przy stanie 4:3 dla reprezentanta Uzbekistanu. Wtedy właśnie przełamał podanie Polaka i znalazł się w idealnej pozycji, aby wygrać całe spotkanie. Serwował na mecz i nie pomylił się. Wykorzystał drugą piłkę meczową i to on stał się triumfatorem bahrajskiego turnieju.


Wyniki

Finał gry pojedynczej:

Sergey Fomin (Uzbekistan, 4) – Olaf Pieczkowski (Polska, 5) – 1:6, 6:4, 6:3