ATP Finals. Co powiedzieli po finale Jannik Sinner i Carlos Alcaraz?

/ Marcin Dąbrowski , źródło: Własne/ATP, foto: East News

Jannik Sinner po raz drugi z rzędu triumfował w Nitto ATP Finals, pokonując Carlosa Alcaraza w finale pełnym intensywności, jakości i wzajemnego szacunku. Obaj tenisiści podzielili się po meczu refleksjami, które doskonale oddają wyjątkowość ich rywalizacji.

Hiszpan nie ukrywał, że mimo porażki czuje satysfakcję z poziomu swojej gry. Wypowiadał się z niezwykłą dojrzałością i zrozumieniem, które do niedawna były domeną wielkich mistrzów pokroju Federera i Dźokovicia.

– Na początku meczu myślałem, że mogę go pokonać, że mogę z nim tu rywalizować. To była kwestia samego tenisa. Jestem naprawdę zadowolony z poziomu, jaki dziś pokazałem.  

Alcaraz podkreślił, jak trudne jest granie z Włochem w hali. Sinner ma na tym podłożu serię 31. zwycięstw z rzędu.

– Czułem, jak Jannik się poprawił. To zawodnik, który zawsze wraca silniejszy po porażkach.

Hiszpan mówił również o chwilowym problemie z mięśniem dwugłowym uda, który pojawił się w pierwszym secie, ale uczciwie przyznał, że nie odegrało to większej roli.

 – Mogłem dobrze biegać, mogłem dochodzić do piłek. To nie miało większego wpływu. Zawsze staram się grać agresywnie, ale przeciwko Jannikowi szczególnie. Jestem zadowolony z poziomu, który dziś pokazałem. To działało, bo prowadziłem z przełamaniem. Dobrze serwowałem. W tym gemie, przy 3:2, byłem na prowadzeniu. Popełniłem kilka błędów, których nie powinienem był popełnić. Ogólnie uważam, że plan, jaki dziś miałem, był świetny. Dlatego jestem naprawdę zadowolony z poziomu i występu, jaki dziś pokazałem, bo nie zrobiłem wielu rzeczy źle. To świetne uczucie.

Włoch niesiony serenadą kibiców w Turynie, przyznał po meczu, że końcówka sezonu była dla niego wyjątkowa. Zdobył drugi z rzędu tytuł ATP Finals, nie tracąc ani jednego seta.

– Czuję, że jestem lepszym zawodnikiem niż rok temu — i to jest najważniejsze. To był niesamowity sezon… Jeśli pracujesz i starasz się być lepszym graczem, wyniki same przyjdą. Niesamowite uczucie kończyć sezon tutaj w Turynie, przed własną publicznością. To ostatni mecz sezonu. To niesamowite uczucie. Bardzo emocjonalny moment, widząc mój cały sztab. Jestem naprawdę, naprawdę szczęśliwy.

Sinner mówił też o relacjach w tourze oraz rosnącej więzi z Hiszpanem — mimo że na korcie obaj potrafią być bezlitośni.

– Mam również innych zawodników, z którymi czuję się bardzo blisko: Jacka Drapera, Reilly’ego Opelkę — to takie przyjaźnie. Czuję, że są szczere, dobrze się dogadujemy. Ale z Carlosem to trochę inna relacja, z powodów związanych z rywalizacją na korcie. Mamy bardzo dobrą relację — rywalizacyjną, ale zdrową. Czuję, że możemy rozmawiać o wszystkim. To świetne. Jesteśmy dobrymi kumplami poza kortem. Szanujemy się w bardzo zdrowy sposób. A nasze teamy również świetnie się dogadują. Jest dobra harmonia.

To rzadki obrazek w świecie tenisowej rywalizacji, ale jednocześnie zapowiedź relacji, która może przejąć pałeczkę po wielkich rywalizacjach Federer–Nadal.

Tenis i studia na poważnie – jak naprawdę łączyć uniwersytet z zawodowym tournee

/ Materiał sponsorowany , źródło: Materiał sponsorowany, foto: Materiał sponsora/Własne

Decyzja o wejściu do profesjonalnego tenisa zwykle kojarzy się z porzuceniem normalnej ścieżki edukacyjnej. Tymczasem coraz więcej przykładów pokazuje, że systematyczna gra w tourze i studia na uczelni mogą istnieć obok siebie, jeśli projekt zostanie zaplanowany równie konkretnie jak sezon startowy.

Podejście do kariery akademicko-sportowej przypomina analizę portfela w stylu spinfin: zamiast liczyć na przypadek, tworzony jest model, w którym ryzyko, czas i szanse rozkładają się rozsądnie. Uczelnia nie jest wtedy awaryjnym planem B, lecz równoległym filarem, który wzmacnia mentalnie i finansowo, a tour nie traci tempa przez chaos organizacyjny.

 

Realne ścieżki zamiast motywacyjnych sloganów

 

W praktyce istnieją trzy dominujące modele. Pierwszy to klasyczna droga przez uczelnie w USA z grą w NCAA i stopniowym wchodzeniem w turnieje ITF/Challenger. Drugi polega na studiowaniu w systemie indywidualnej organizacji studiów w kraju lub online przy równoczesnym pełnym kalendarzu startowym. Trzeci to hybryda: kilka sezonów intensywnej gry, przerwa lub redukcja startów w celu ukończenia kluczowych etapów studiów, a następnie powrót do touru z inną perspektywą.

Przykłady zawodników, którzy wyszli z uczelni amerykańskich na wysoki poziom, przestały być wyjątkiem. Ścieżka uniwersytecka daje setki meczów o realną stawkę, zaplecze fizyczne, trenerskie i medyczne, a równocześnie dyplom, który nie znika po jednej kontuzji. Podobny trend widać w Europie w formie bardziej elastycznych programów dla sportowców wyczynowych.

 

Co działa w modelu uczelnia + tour

 

Przy dobrze ustawionym planie studia nie są ciężarem, tylko strukturą. Regularność zajęć zmusza do dyscypliny, uczy zarządzania energią i czasu. Tour z kolei wymusza priorytetyzację i sprawia, że każdy semestr jest filtrowany przez pytanie: co naprawdę przyda się po zakończeniu kariery.

 

Kluczowe elementy udanego łączenia tenisa i studiów

 

– wybór uczelni i kierunku, które oferują realne wsparcie dla sportowców, a nie tylko marketingowy slogan

– elastyczny plan zajęć dopasowany do kalendarza turniejów i obciążeń treningowych

– jasny podział ról: trener, opiekun naukowy, fizjoterapeuta, koordynator wyjazdów

– strategiczny dobór turniejów, zamiast gonitwy za każdym startem w promieniu tysiąca kilometrów

– gotowość do wydłużenia czasu studiowania, aby nie poświęcać wszystkiego na rzecz jednego egzaminu

 

Ten model wymaga rezygnacji z części „ego” po obu stronach: bez złudzenia, że da się zagrać każdy turniej i zaliczyć wszystko w pierwszym terminie.

 

Studium przypadków bez nazwisk, ale z faktami

 

Historie zawodników, którzy łączyli tour z uczelnią, mają kilka wspólnych cech. Najlepsze efekty pojawiają się tam, gdzie decyzja zapadła wcześnie, a otoczenie zaakceptowało, że ścieżka nie będzie identyczna jak w tradycyjnym, pełnoetatowym tourze.

W jednym scenariuszu zawodnik rozpoczyna studia w USA, gra w NCAA, zdobywa tytuły konferencyjne, a w przerwach startuje w Futures i turniejach rangi Challenger. Po ukończeniu studiów wchodzi na tour z gotową bazą fizyczną, ograniem w meczach pod presją i kontaktem z trenerami, którzy rozumieją realia zawodowego grania.

W innym scenariuszu student kierunku ekonomicznego w kraju wykorzystuje indywidualny tok studiów, planując sesje egzaminacyjne między seriami startów ITF. Kluczowa jest komunikacja z uczelnią i ograniczenie kalendarza do startów, które realnie służą rankingowi, zamiast rozdrabniać się na przypadkowe imprezy.

 

Uczelnia jako przewaga, nie obciążenie

 

Środowisko tenisowe długo traktowało studia jako dowód braku pełnej wiary w własny talent. Obecnie widać zmianę optyki. Dyplom nie odbiera agresji na korcie, za to redukuje lęk przed przyszłością. Mniej lęku to często więcej jakości w kluczowych punktach, bo kariera nie jawi się jako wszystko-albo-nic.

Dodatkowo część kierunków przekłada się bezpośrednio na praktykę sportową: zarządzanie, psychologia, fizjoterapia, analiza danych, marketing. W tourze, który coraz bardziej przypomina mobilną firmę, umiejętność czytania kontraktów, planowania budżetu czy sensownego zarządzania własnym wizerunkiem staje się konkretnym atutem.

 

Typowe pułapki łączenia touru i studiów

 

Nie każda próba kończy się sukcesem. Główne problemy wynikają z braku spójnego planu: pełny kalendarz startowy, brak snu, zaliczanie zajęć „po drodze”, brak komunikacji z kadrą uczelni. W takiej wersji studia stają się chaosem, a tenis traci na jakości.

 

Najczęstsze błędy, których lepiej unikać

 

– wybór uczelni bez realnego wsparcia dla sportowców wyczynowych

– brak harmonogramu sezonu dostosowanego do terminów egzaminów i podróży

– traktowanie nauki jako dodatku, którym zajmuje się dopiero po kryzysie wyników

– brak jasnej hierarchii celów: sezon bez priorytetów i studia bez struktury

– przepracowanie, prowadzące do kontuzji i wypalenia znacznie przed szczytem kariery

 

Wspólny mianownik tych sytuacji to iluzja, że „jakoś się ułoży”. Zawodowy tenis nie premiuje spontaniczności w logistyce.

 

Kiedy łączenie ma sens, a kiedy lepiej wybrać jedną drogę

 

Projekt edukacyjno-sportowy ma sens, gdy istnieje dyscyplina, wsparcie systemu i świadomość własnego poziomu. Talent z realnym potencjałem top 50 może na pewnym etapie postawić wszystko na tour, ale nawet wtedy część wybiera studia modułowe lub online. Z kolei solidny zawodnik z okolic setki czy dwusetki rankingowej, bez gigantycznego wsparcia sponsorskiego, często zyskuje, traktując uczelnię jako równoprawny filar.

Najważniejsze pozostaje to, aby decyzja nie wynikała z mody, lecz z uczciwej analizy. Tak samo jak na korcie, tu też działa prosty schemat: plan, konsekwencja, korekty po danych, nie po emocjach. Realne przykłady pokazują, że da się ukończyć studia i wejść na profesjonalny poziom, o ile projekt od początku traktuje się poważnie, a nie jako serię przypadkowych prób pogodzenia dwóch pełnych etatów.

Nowe reguły kosztów składu – dlaczego kluby hodują talenty dla sprawozdawczości

/ Materiał sponsorowany , źródło: Materiał sponsorowany, foto: Materiał sponsora/Własne

Reguły finansowe powiązane z kosztem składu zmieniły myślenie o transferach. W centrum uwagi znalazła się struktura płac, amortyzacja kart i księgowe efekty sprzedaży własnych wychowanków. Kluby uczą się, że wynik na papierze bywa równie ważny jak tabela ligowa, dlatego programy akademii zyskują podwójną wartość.

W tej logice pojawia się porównanie do uporządkowanych usług, gdzie liczy się jasny model działania i przewidywalność. Podobny sposób myślenia dobrze ilustruje Vegashero, czyli kultura prostych reguł i klarownych progów. Akademia staje się narzędziem do tworzenia wartości sportowej oraz księgowej, a proces przypomina produkt z dobrze opisanym cyklem życia.

 

Mechanika przepisów i wpływ na budżety

 

Koszt składu to suma wynagrodzeń, rocznych porcji amortyzacji opłat transferowych oraz prowizji. Wychowanek ma tu status wyjątkowy. Koszt pozyskania w księgach jest minimalny, więc przy sprzedaży do innego klubu prawie cała kwota trafia jako zysk operacyjny. To natychmiast poprawia wskaźniki i ułatwia zmieszczenie się w limitach.

 

Dlaczego wychowanek to złoto w Excelu

 

Program akademii generuje zawodników, którzy grają za rozsądną pensję, a jednocześnie pozwalają korygować budżet w kluczowych momentach. Sprzedaż jednego profilowanego piłkarza może pokryć roczną amortyzację dwóch większych transferów z poprzedniego lata. Dla dyrektora finansowego to wentyl bezpieczeństwa.

 

Sygnały, że klub buduje wartość w akademii

 

– rezerwy grają w tym samym modelu taktycznym co pierwsza drużyna

– kontrakty młodych mają ścieżkę premii za minuty zamiast wysokiej pensji stałej

– dział analiz współpracuje z rekrutacją od kategorii U15

– sztab medyczny monitoruje obciążenia młodzieży jak w seniorach

– klub prowadzi rynek wypożyczeń z jasną matrycą rozwoju i odkupu

 

Taka architektura sprawia, że debiutant sportowo pasuje do systemu, a księgowo jest atutem zamiast obciążenia.

 

Taktyki na sezon i okno transferowe 2026

 

Nowe reguły przesuwają akcent z zakupów na rozwój. Coraz popularniejszy staje się model hybrydowy. Trzon stanowią doświadczeni liderzy, obok nich rotują młodzi z akademii. Jeśli profil pasuje, zostają i podpisują kontrakt kroczący. Jeśli nie, trafiają na rynek z opcją odkupu, co zabezpiecza wartość w przyszłości.

 

Ryzyka sportowe i jak je bilansować

 

Produkcja talentów pod raport roczna bywa kusząca, lecz niesie ryzyko. Zbyt agresywna sprzedaż osłabia głębię składu. Zbyt szybki awans powoduje przeciążenia i spadki formy. Rozsądny klub rozdziela cele: część wychowanków w roli rotacji, część w projekcie sprzedażowym, część na długiej ścieżce do pierwszego składu.

W komunikacji z otoczeniem pomaga transparentność. Gdy publiczność widzi plan i rozumie motywacje, presja na krótkoterminowe decyzje maleje. Tu ponownie przydaje się mentalność porządku kojarzona z Vegashero. Jasne progi, czytelny język, minimum niespodzianek.

 

Co się zmienia w skautingu i kontraktach

 

Skauting w dół wieku przyspiesza. Ważna staje się zgodność profilu z modelem gry, bo to skraca czas adaptacji. Kontrakty młodych zyskują komponenty zmienne powiązane z minutami i wskaźnikami aktywności. Wycena uwzględnia nie tylko potencjał sportowy, ale także przewidywalność ścieżki sprzedażowej.

 

Praktyki kontraktowe, które wspierają raport roczny

 

– umowy kroczące z klarowną drabiną premii za minuty i występy

– klauzule odkupu oraz procent od kolejnej sprzedaży przy oddawaniu talentu

– zapisy o jakości szkolenia na wypożyczeniu i prawo do wczesnego powrotu

– bonusy dla akademii powiązane z liczbą debiutów w pierwszej drużynie

– wczesna renegocjacja przed wejściem w ostatnie 18 miesięcy kontraktu

 

Takie mechanizmy porządkują rynek młodych piłkarzy i minimalizują ryzyko utraty wartości.

 

Perspektywa kibica i mediów

 

Narracja wokół młodych zmienia ton. Coraz częściej słychać o współczynnikach minut, o jakości pressingu czy o roli w stałych fragmentach, a nie tylko o romantycznych debiutach. Kibic zaczyna rozumieć, że sprzedaż wychowanka finansuje dwa brakujące elementy układanki. To trudna prawda, ale w nowym systemie bywa fundamentem stabilności.

 

Operacyjna strona rewolucji

 

Działy finansów muszą płynnie współpracować z pionem sportowym. Harmonogram rejestracji, amortyzacje i limit kosztu składu tworzą kalendarz decyzji. Plan roczny obejmuje zimowe korekty, letnie okno sprzedażowe oraz monitoring progów. Krótsze cykle kontroli sprawiają, że klub szybciej reaguje na wahania przychodu z dnia meczowego lub praw medialnych.

W tle pracuje kultura porządku. Ten sam wzorzec można znaleźć w usługach, które stawiają na transparentność i reguły, co symbolicznie oddaje marka Vegashero. Gdy zasady są znane, a proces spójny, napięcie wokół trudnych decyzji maleje. Na końcu zyskuje drużyna i bilans.

 

Wniosek

 

Nowe reguły kosztu składu wyniosły akademie na poziom strategicznych aktywów. Wychowanek to sport i sprawozdawczość w jednym. Dobrze zaprojektowana ścieżka, mądra rotacja i przejrzyste kontrakty zmniejszają ryzyko oraz poprawiają wskaźniki. Świadomy klub potrafi połączyć emocje trybun z językiem finansów, a porządek organizacyjny staje się przewagą. To kierunek, który przypomina filozofię stabilnych ekosystemów znanych z Vegashero i który uczy, że hodowanie talentów to dziś nie tylko marzenie o lokalnym bohaterze, lecz także racjonalna strategia na czasy liczonych procentów.

Ranking ATP. Alcaraz liderem, Auger-Aliassime w pierwszej piątce

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

W poniedziałek opublikowano ostanią dużą aktualizację rankingu ATP w tym roku. Na fotelu lidera zakończy go Carlos Alcaraz.

Reprezentant Hiszpanii przegrał w finale w Turynie z Jannikiem Sinnerem, ale na pocieszenie – po raz drugi – zdobył pierwsze miejsce w rankingu na koniec 2025 roku. Za graczem z Półwyspu Iberyjskiego i Sinnerem uplasowali się Alexander Zverev i Novak Dźoković. Na miejscu piątym zadebiutował zaś Felix Auger-Aliassime, który zebrał owoce dobrego występu w stolicy Piemontu.

Dalsze lokaty w pierwszej dziesiątce zajęli kolejno Taylor Fritz, Alex de Minaur, Lorenzo Musetti, Ben Shelton i Jack Draper. Z takiej kolejności nie może być zadowolony Shelton, który poprzednio był na miejscu piątym.

W drugiej dziesiątce najwyższe pozycje w karierze odnotowali Aleksander Bublik (11.) oraz Alejandro Davidovich Fokina (14.). W tej sekcji rankingu znajdziemy także dwóch Czechów – Jirziego Leheczkę (17.) i Jakuba Menszika (19.) oraz trzech Rosjan – Daniiła Miedwiediewa (13.), Andrieja Rublowa (16.) i Karena Chaczanowa (18.).

Dalej uplasowali się dwaj utalentowani zawodnicy młodego pokolenia – Joao Fonseca jest 24. a Learner Tien 28. Warto też zwrócić uwagę na wysoką – 31. – lokatę Valentina Vacherota oraz relatywnie niską – 34. – Stefanosa Tsitsipasa.

Najlepsi reprezentanci Polski zajęli lokaty poza pierwszą pięćdziesiątką. Kamil Majchrzak jest 64. a Hubert Hurkacz 73. Kolejni Biało-Czerwoni to zaś Daniel Michalski (256.) i Maks Kaśnikowski (409.).

 

 

 

 

 

United Cup. Biało-Czerwoni poznali rywali w fazie grupowej

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.unitedcup.com, foto: Eastnews

Reprezentacja Polski po raz czwarty wystąpi w turnieju United Cup, który rozpocznie sezon 2026 na światowych kortach. W poniedziałek w nocy polskiego czasu Biało-Czerwoni poznali rywali z którymi przyjdzie im się zmierzyć podczas nadchodzącego turnieju. Będzie szansa do rewanżu.

W niedzielę 16 listopada reprezentacja Polski kobiet z Igą Świątek na czele pokonała Rumunię w drugim meczu kwalifikacyjnym Billie Jean King Cup i w kwietniu 2026 roku powalczy o udział w turnieju finałowym.

Z kolei nadchodzący sezon Biało-Czerwoni rozpoczną od występu w czwartej edycji United Cup. Kilka godzin po gorzowskim triumfie nad Rumunkami poznaliśmy rywali z którymi polskim tenisistom z Igą Świątek i Hubertem Hurkaczem na czele przyjdzie się zmierzyć w fazie grupowej imprezy rozpoczynającej się 2 stycznia w Sydney i Perth.

Finaliści United Cup 2024 trafili do grupy F, która będzie swe mecze rozgrywać w tej pierwszej z lokalizacji. I rywalami polskich tenisistów będą ich pogromcy z pamiętnego finału – reprezentacja Niemiec – oraz drużyna Holandii.

Biorąc pod uwagę, że w drużynie naszych zachodnich sąsiadów zobaczymy zarówno Alexandra Zvereva jak i Laurę Siegemund, Iga Świątek oraz Hubert Hurkacz dostaną szansę rewanżu za porażkę z drugiej edycji United Cup, gdzie polskich tenisistów od końcowego triumfu dzielił jeden punkt. Z kolei w drużynie „Oranje” znalazł się między innymi Tallon Griekspoor z którym nasz drugi singlista w rankingu ATP ma bilans 3:2. Ostatni raz panowie mierzyli się podczas Australian Open 2025 i w trzech setach zwycięstwo odniósł półfinalista Wimbledonu z 2021 roku.

Początek rywalizacji podczas czwartej edycji United Cup 2 stycznia w Perth. Zmagania w Sydney, gdzie swe mecze będzie rozgrywać reprezentacja Polski, rozpoczną się dzień później. Najlepszą drużynę United Cup 2026 poznamy 11 stycznia.