Kto jeszcze kilka lat temu spodziewał się, że Polacy oszaleją na punkcie tenisa? A jednak tak się stało. Gdy Iga Świątek sięgnęła po swój pierwszy tytuł Wielkiego Szlema, w kraju zapanowała euforia. Nagle o tenisie mówiło się wszędzie – w mediach, szkołach, nawet przy rodzinnym obiedzie. Mecze z udziałem Polaków przyciągały przed ekrany tysiące nowych kibiców. Wiele osób zarywało noce, by obejrzeć finały turniejów na żywo, a co bardziej podekscytowani sprawdzali kursy na ivibet.com, kibicując naszym zawodnikom z dodatkowym dreszczykiem emocji.
Tenis, jeszcze niedawno uważany nad Wisłą za sport niszowy, nagle stał się elementem popkultury. Hubert Hurkacz wygrywający prestiżowy turniej w Miami czy kolejne rekordy ustanawiane przez Świątek sprawiły, że nawet ci, którzy wcześniej nie odróżniali backhandu od forehandu, zaczęli emocjonować się rywalizacją na korcie. W efekcie dzieci i młodzież masowo ruszyły na korty, marząc, by pójść w ślady nowych idoli.
Sukcesy mistrzów, które zainspirowały naród
Nie da się ukryć, że to właśnie wielkie sukcesy napędziły tenisowy boom w Polsce. Triumfy Agnieszki Radwańskiej dekadę temu przetarły szlak, ale dopiero era Igi Świątek dała kibicom powody do prawdziwej dumy i radości. Jej zwycięstwa na Roland Garros czy US Open sprawiły, że polski hymn znów rozbrzmiewał na światowych arenach. W tych momentach wielu z nas się wzruszało.
Co ważne, sukces jednego mistrza pociąga za sobą kolejne. Gdy Świątek zdobywała kolejne trofea, w cieniu już rosła nowa generacja. Młode tenisistki i tenisiści z Polski uwierzyli, że skoro Idze się udało, to im też może. W akademiach zwiększyła się frekwencja, a trenerzy nie nadążali z zapisami na zajęcia. Nawet infrastruktura zaczęła się poprawiać – pojawiły się nowe korty, często dofinansowane z lokalnych budżetów po to, by wykorzystać falę entuzjazmu.
Moda na tenis: od kibicowania do amatorskiej gry
Fenomen tenisa w Polsce to nie tylko kibicowanie zawodowcom, ale też coraz powszechniejsza gra rekreacyjna. W miastach wyrastają nowe kluby tenisowe, a istniejące korty są rezerwowane z wyprzedzeniem. Okazuje się, że tenis stał się modnym sposobem na spędzanie czasu – zarówno dla nastolatków, jak i ich rodziców. Zamiast niedzielnego grilla, wiele rodzin wybiera odbijanie piłki na korcie.
Co przyciąga graczy? Tenis jest elegancki, wymagający i daje mnóstwo satysfakcji. Pozwala poczuć się jak na wielkim turnieju – choćby to był tylko amatorski debel na osiedlowym obiekcie. Coraz częściej można spotkać na korcie ludzi, którzy wcześniej sport znali tylko z kanapy. Teraz sami łapią rakietę i przekonują się, ile frajdy daje przebicie piłki nad siatką. Trend jest na tyle silny, że sklepy sportowe notują wzrost sprzedaży rakiet i piłek, a trenerzy tenisa mają zapełnione grafiki.
Tenisowe emocje po polsku: kibice na trybunach i przed telewizorami
Rosnąca popularność tenisa przełożyła się też na sposób, w jaki kibicujemy. Turnieje, które kiedyś przechodziły bez echa, dziś cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Gdy w grze są Polacy, kort centralny podczas turniejów w kraju pęka w szwach – wystarczy przypomnieć sobie tłumy na meczach Pucharu Davisa czy Billie Jean King Cup rozgrywanych u nas. Biało-czerwone flagi, okrzyki między wymianami – atmosfera potrafi dorównać piłkarskiej gorączce.
Ci, którzy nie mogą być na żywo, tworzą strefy kibica w domach. Finały Szlema ogląda się ze znajomymi, przy kubku kawy o świcie lub wieczornym grillu – w zależności od strefy czasowej turnieju. Emocje udzielają się wszystkim: od dzieci kibicujących Idze, po dziadków, którzy nagle zaczynają dyskutować o wyższości serwisu slajsowanego nad kick-serwisem. W internecie kwitną grupy dyskusyjne i profile fanowskie. Tenis stał się tematem, który łączy pokolenia i środowiska.
Polacy naprawdę pokochali tenisa, nadając mu nowe, lokalne brzmienie. Z sukcesów naszych mistrzów czerpiemy dumę, na kortach szukamy zdrowej rywalizacji i zabawy, a kibicując – przeżywamy emocje porównywalne z finałem mistrzostw świata. Choć nie każdy z nas zostanie drugim Federerem czy Świątek, ważne, że wszyscy możemy czerpać radość z tej pięknej gry – na swój własny sposób.