Dopisać kolejny rozdział

/ Tomasz Krasoń, źródło: atpworldtour.com/własne, foto: AFP

Opisom ostatnich wyczynów Jerzego Janowicza towarzyszą określenia: historyczny, przełomowy. Z każdym kolejnym meczem tenisowy świat mnoży epitety wychwalające młodego Polaka i jego paryską drogę. Drogę, która jeszcze się nie skończyła i której kolejnym etapem będzie półfinałowy pojedynek z Gillesem Simonem. W sobotę o 14.30 Jerzyka czeka bowiem jeszcze jedno „historyczne” spotkanie.

Janowicz przyjechał do Paryża jako 69. tenisista świata. Chciał przebić się przez eliminacji i dołożyć trochę punktów do rankingowego dorobku. Chęć sprawdzenia swoich sił w konfrontacji z którymś z zawodników światowej czołówki przerodziła się jednak w ich seryjne ogrywanie. Janowicz w ciągu niespełna tygodnia pokonał sześciu rywali. Pokonał czterech tenisistów z czołowej dwudziestki rankingu, dwóch z ośmiu uczestników turnieju mistrzów. Jego „ofiary” mają łącznie na koncie aż 48 wygranych turniejów w cyklu ATP. Jedna z nich jest absolutną gwiazdą tenisa, aktualnym mistrzem olimpijskim i triumfatorem ostatniej imprezy wielkoszlemowej. Skoro pod naporem gry Polaka skapitulować musieli Tursunow, Serra, Kohlschreiber, Cilić, Murray i Tipsarević, to dlaczego 21-letni łodzianin miałby się przestraszyć Gillesa Simona? Owszem, Francuz jest bardzo dobrym tenisistą. Ma już 27 lat, jest doświadczony, gra przed własną publicznością, w nogach ma mniej spotkań, a w głowie mniej emocji. W rankingu ATP zajmuje aktualnie 20. miejsce. Najniższe ze wszystkich rywali Polaka w turnieju głównym.

Gilles Simon to uznana firma. Był niegdyś 6. tenisistą świata, osiągnął ćwierćfinał Australian Open i zdobył 10 tytułów w zawodowym cyklu. Jego tegorocznej wyniki nie są jednak wyjątkowe. Owszem, triumfował w Bukareszcie, był w finale w Bangkoku i półfinale w Monte Carlo. Gra solidnie, przez co utrzymuje się w czołowej dwudziestce rankingu ATP. Do półfinału w Paryżu zakwalifikował się jednak kuchennymi drzwiami. Bo Roger Federer wycofując się z turnieju, zluzował górną część drabinki. Bo Kei Nishikori oddał mecz trzeciej rundy walkowerem. Jedyny wyczyn Simona to wygranie 6:4, 6:4 z Tomasem Berdychem. W obliczu mistrzowskich skalpów Janowicza Francuz wypada dość blado.

Ponadto Polak piątkowym meczem z Tipsareviciem udowodnił, że jest gotowy na seryjne triumfy. Po wyeliminowaniu Murraya nie spoczął na laurach, nie stracił koncentracji, nie opadł z sił. Wyszedł na kort i zagrał równie dobrze. Po raz kolejny porwał paryską halę Bercy i tenisowych kibiców na całym świecie. Nie tylko wynikami, ale również grą. Ktoś, kto do niedawna funkcjonował w zbiorowej świadomości jako specjalista od serwisu przerodził się w tenisistę niemalże kompletnego. Nikt nie może Jerzykowi zarzucić braku koordynacji, braku sprawności, czy braku umiejętności technicznych. Aktywnie prowadzi wymiany, potrafi skończyć bekhendem i forhendem, a jego skróty wyprowadzają z równowagi wszystkich rywali.

Trudno wskazać faworyta polsko-francuskiego półfinału. Janowicz może rozegrać kolejny wielki mecz i dokonać następnego historycznego wyczynu, jak równie dobrze nie wytrzymać w końcu fizycznego zmęczenia bądź rosnącej presji i odpaść po słabej grze. Bez względu na wynik sobotniego pojedynku z Gillesem Simonem, Janowicz i tak jest już wielkim bohaterem, a turniej w Paryżu przełomowym momentem. W jego trakcie narodził się bowiem nowy mistrz, heros i osobowość tenisa. Nie tylko polskiego. Światowego.

 

Forbet