Bella Cup

Dżoković: wyobrażałem sobie, że któregoś dnia wygram szlema na oczach mojego dziecka

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Novak Dżoković napisał wzruszający list po zdobyciu 13. tytułu wielkoszlemowego. Podzielił się tym, jakie emocje towarzyszyły mu, gdy widział swojego syna na trybunach, a także, ile znaczy dla niego to zwycięstwo po powrocie po kontuzji.

Dżoković pokonał w finale Wimbledonu Kevina Andersona 6:2, 6:2, 7:6 (3), jednak można twierdzić, że jego prawdziwym pokazem sił był pojedynek półfinałowy z Rafaelem Nadalem. Ostatni raz tenisista z Belgradu triumfował na londyńskiej trawie w 2015 roku. Tegoroczne zwycięstwo było w sumie czwartym na kortach All England Clubu. Triumf niezwykły, ważny dla "Nole’a" w wielu wymiarach, tym bardziej, że nie był on faworytem imprezy.

Serb podzielił się towarzyszącymi mu emocjami w liście opublikowanym w środę. Najważniejszą kwestią, którą poruszył były lider światowego rankingu była obecność jego syna Stefana podczas ceremonii dekoracji, którą określił jako „najwspanialsze odczucie, którego nie doświadczył nigdy wcześniej, gdy wygrywał turniej”.

Kiedy zostałem ojcem, marzyłem by moje dzieci były na trybunach podczas moich meczów. To marzenie się spełniło – napisał Serb po tym, gdy jego prawie 4-letni syn Stefan był w jego boxie, kiedy odbierał trofeum. W tamtym momencie na twarzy Dżokovića widać było radość i wzruszenie. On sam przyznał: – To niezapomniane, szczególne, satysfakcjonujące, cudowne, radosne uczucie. Ale przede wszystkim jest to magiczne! Kiedy myślałem, że ta chwila nie może być już lepsza, on krzyknął: „Tato, tato!”. Wtedy totalnie się wzruszyłem. Przytłoczony emocjami, szczęśliwy i radosny nie do uwierzenia. Jestem niesamowicie wdzięczny, że mogłem tego doświadczyć.

Dżoković nadmienił także, że wyobrażał sobie i modlił się o to, by wygrać Wielkiego Szlema na oczach swojego dziecka. Oprócz syna Stefana, Serb jest także ojcem niespełna rocznej córeczki Tary. – Nie mogę się doczekać, kiedy ona zobaczy, jak robię to samo, co przed Stefanem – wyznał 13-krotny triumfator wielkoszlemowy.

Mąż Jeleny Dżoković opisał również, jak zmienił się jego świat, gdy został mężem i ojcem. Stwierdził, że jego życie przekształciło się w coś piękniejszego, wcześniej wszystko było podporządkowane tenisowi. Potem odkrył w sobie pokłady empatii, współczucia i oddania dla dzieci – Oczywiście, dochodzi więcej obowiązków, ale na koniec dnia otwiera się w tobie nowy wymiar miłości i energii, który nie wiedziałeś, że istnieje – dzielił się z czytelnikami Dżoković. – Bycie ojcem wymaga także nauki i otwartości, by uzyskać równowagę. Dla mnie był to balans pomiędzy tenisem, priorytetami a rodziną. Moja żona była bardzo pomocna i mnie wspierała, kiedy urodziła nasze dzieci. Poświęcała mi czas, by wiedzieć, co mnie dręczy i pomagała znaleźć sposób na to, bym czuł, że daję z siebie, co najlepsze w domu i na korcie – chwalił ukochaną podopieczny Mariana Vajdy.

W poruszającym liście „Nole” nie pominął tak ważnej kwestii, jak kontuzja prawego łokcia, z którą się zmagał w poprzednim sezonie i przez którą nie rywalizował w tourze przez 6 miesięcy. – Kontuzja była jednym problemem, ale drugim, też wielkim, była motywacja. Mogłem trenować i cieszyć się tenisem, ale kiedy przychodziła rywalizacja, odzywały się problemy mentalne – wyznał czterokrotny triumfator Wimbledonu, który jednak w tej sprawie zachował więcej tajemniczości, ale obiecał, że kiedyś się tym podzieli.

Jednym z czynników, dzięki któremu Dżoković mógł wygrać tegoroczny Wimbledon było zapewne opracowanie strategii, która pozwoliła przezwyciężyć słabości. Najlepszy serbski tenisista napisał, że zawsze szanował ludzi, którzy w najsłabszych momentach potrafią dostrzec prawdziwą siłę. On sam był słaby w wielu chwilach i nie wstydzi się tego. – To sprawia, że jestem bardziej wiarygodny dla siebie i innych. Jestem bliżej ludzi. To pomaga mi „kopać głęboko” i analizować, co tak naprawdę się dzieje we mnie w środku.

Prawdą jest, że po sukcesie w Paryżu w 2016 roku Serbowi towarzyszyły liczne zawirowania. Zaszło wiele zmian w jego sztabie trenerskim. W pewnym momencie „Nole” zwolnił swoich współpracowników i zatrudnił Andre Agassiego i Radka Stepanka. Jednak z czasem okazało się, że to nie jest recepta na powrót do dawnej świetności. – Po wielu zmianach przeprowadzonych w treningach, sprzęcie, personaliach, nadal nie wiedziałem, czy będę w stanie wrócić na pożądany poziom gry – przyznał szczerze aktualny numer 10 rankingu. – Przez ostatnie 2 lata nie byłem cierpliwy wobec moich oczekiwań tenisowych. Nie byłem mądry w planowaniu. I oczywiście nie słuchałem mojego ciała, kiedy działo się coś poważnego z moim łokciem. Chciałem znaleźć rozwiązania gdzieś indziej, ale to rozwiązanie zawsze było we mnie – dodał.

Miłośnicy tenisa, a przede wszystkim fani Dżokovića wiedzą, że słynie on z wielkiej woli walki i wiary w siebie i swoje umiejętności. Serb także jest o tym przekonany, jednak były momenty, które mogły skończyć się w różny sposób. – Na szczęście miałem pomoc od wszystkich boskich sił, które wskazywały mi właściwy kierunek. Kierunek dobry dla mnie. Ten, który przyniesie mi spokój i równowagę.

31-latek mieszkający w Monte Carlo nie zapomniał w liście także o ludziach, dzięki którym osiągnął niedawny sukces. – Zdaję sobie sprawę z wysiłku i poświęcenia wielu osób, których zaangażowanie w ostatnich latach pozwoliło mi wrócić do takiego poziomu tenisa, który daje tytuł wielkoszlemowy – napisał. – Chciałbym wyrazić moje największe uznanie, szacunek i miłość wszystkim ludziom, którzy wierzyli we mnie i pomogli mi zdobyć kolejne trofeum na Wimbledonie.

Dodał też, że jest szczęściarzem, że może przeżyć tę niesamowitą podróż i być wspieranym przez tak wielu ludzi na świecie. Na koniec nadmienił. – Kocham Was, kocham tenis, kocham życie – i zakończył żartobliwie, pisząc, że wimbledońska trawa kolejny raz smakowała znakomicie, dodałby do niej tylko trochę avocado i byłoby perfekcyjnie.