Ekspres rozpędza się powoli

/ Adam Romer , źródło: Korespondencja z Paryża, foto: AFP

Powrót Igi Świątek na paryskie korty Rolanda Garrosa wypadł słodko-gorzko. Gorzko, bo pierwszy set był naszpikowany niewymuszonymi błędami i słodki, bo w drugim Polka złapała idealny timing i zmiotła rywalkę z kortu.

 

Jak przystało na obrończynię tytułu Iga zainaugurowała swój start na największym korcie kompleksu Rolanda Garrosa czyli nowoczesnym stadionie im. Philippa Chatrier. Jak sama przyznała trochę jej to spektakularny powrót utrudniło, bo nie od dziś wiadomo, że w Paryżu, w niecce kortu centralnego wiatr wieje, kręci, myli i najzwyczajniej w świecie utrudnia normalną grę.

W pewnych chwilach pierwszej partii było to aż nadto widoczne, że przychodzące z różnych kierunków powiewy wyraźnie Polce przeszkadzały.

Szczególnie widoczne było to, gdy doszło do serii przełamań. O ile przełamania serwisu Hiszpanki nas nie martwiły, to dwie koleje straty serwisu Świątek już trochę tak.

– Można powiedzieć, że wiatr trochę wyrównuje szanse. Jego podmuchy są nieprzewidywalne. Zdarzały się już turnieje, jak w tym roku w Doha, gdzie radziłam sobie z taką pogodą lepiej niż rywalki. Liczę, że tu też tak będzie – mówiła Iga Świątek podczas pomeczowej konferencji prasowej.

 

Polka nie pierwszy raz zaczęła nieco niepewna swoich uderzeń. Trochę ospała, a chwilami zbyt niecierpliwa w swoich zagraniach pozwalała utrzymywać się w grze rywalce. Tak było do stanu 4:4. Potem przyszedł kolejny trudny, ale wygrany własny gem serwisowy uzupełniony przełamaniem za pierwszą piłką setową. Po 47 minutach zrobiło się 1-0 w setach i sporej grupie polskich kibiców zrobiło się lżej na sercu.

– A gdzie te prezenty – powiedziała po ostatniej piłce w rozmowie z Matsem Wilanderem nawiązując do jutrzejszych urodzin. Potem w Sali konferencyjnej mitygowała się, że to był oczywiście sarkazm.

– Nic nie potrzebuję, a jak będę coś chciała, to właściwie mogę sobie sama kupić, bo przecież zarobiłam już dość. Także spoko, nie martwcie się, żartowałam – śmiała się podczas pomeczowej konferencji Polka.

 

Lekkości nabrała też gra samej Igi, która w drugiej partii uznała, że może przyspieszyć i… w całym secie oddała Hiszpance zaledwie siedem punktów.

 

Po meczu sztab Polki będzie miał co analizować, zarówno elementy do poprawy, jak i te, które w drugiej partii pozwoliły Idze w tempie ekspresu zameldować się w drugiej rundzie.

Zmierzy się w niej, zapewne w czwartek, z Amerykanką Clarie Liu, z którą w tym roku już raz wygrała. W Indian Wells oddała Amerykance tylko jednego gema.

 

Polka w tym roku ma szansę na trzeci tytuł w Paryżu, czym jak zauważyli zagraniczni dziennikarze może wyrównać osiągnięcia sprzed lat Sereny Williams i Moniki Seles.

– Nie jestem dobra w statystykach. Nawet o tym nie wiedziałam – przyznała Iga.

Podobnie jak o tym, że po wycofaniu się Rafaela Nadala, wśród startujących w tym roku tenisistów tylko Polka i Novak Dżoković mają po dwa tytuły wywalczone na Roland Garros.

Za kilkanaście dni zobaczymy czy to się zmieni.

 

 


Wyniki

Wynik pierwszej rundy turnieju Rolanda Garrosa:

Iga Świątek (Polska, 1) – Cristina Bucsa (Hiszpania) 6:4, 6:0.