Heather Watson: związek powinien wspierać większą liczbę zawodników

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: BBC, foto: AFP

Po raz pierwszy od siedmiu lat w turnieju wielkoszlemowym żaden reprezentant, ani żadna reprezentantka Wielkiej Brytanii nie awansowali do drugiej rundy singla. W związku z tymi wynikami o przyszłość tenisa w ojczyźnie tej dyscypliny martwi się Heather Watson.

Andy Murray, Johanna Konta, Dan Evans, Cameron Norrie, Liam Broady i Heather Watson – wszyscy reprezentanci Wielkiej Brytanii w tegorocznym Roland Garros odpadli już w pierwszej rundzie. To pierwsza taka sytuacja w wielkoszlemowej imprezie od 2013 roku, kiedy to Brytyjczykom również nie powiodło się w Paryżu. Wówczas w turnieju męskim zawodników z tego kraju zabrakło w ogóle w drabince głównej, a w pierwszej rundzie rozgrywek kobiecych poległy Watson, Laura Robson oraz Elena Baltacha.

W tym sezonie także w Melbourne i w Nowym Jorku było niewiele lepiej. Najlepszym rezultatem tenisisty ze Zjednoczonego Królestwa w tym sezonie jest trzecia runda US Open, którą osiągnął Norrie. W Australian Open do drugiej rundy dotarli Evans, Watson oraz Harriet Dart.

Watson, która we wtorek była ostatnią nadzieją swoich rodaków na wygranie w Paryżu chociaż meczu, na łamach BBC wypowiedziała się krytycznie o Lawn Tennis Association (LTA) – jej rodzimym związku tenisowym. Tenisistka uważa, że oferuje on zbyt małe wsparcie dla zawodników, szczególnie tych młodych. Obecnie finansowe wsparcie otrzymuje bardzo ograniczona grupa.

Największymi nadziejami brytyjskiego tenisa są w tej chwili 18-letni Jack Draper i 17-letnia Emma Raducanu, jednakże ciężko na razie wskazać inne obiecujące osoby.

Watson zapytana o to, czy po zakończeniu rozważyłaby pracę w LTA, by przyczynić się do zmian, stwierdziła, że nie chciała by tego robić ze względu na to jak wiele znaczenia ma w tym kontekście polityka. Uważa też, że jej głos „i tak nie zostałby wysłuchany”.