Wilson

Indian Wells. Olbrzymi sukces Hurkacza! Przed nim 3. runda i Nishikori

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz awansował do 3. rundy BNP Paribas Open w Indian Wells. W nocy z niedzieli na poniedziałek pokonał 6:2, 3:6, 6:4 półfinalistę teogorocznego Australian Open, Lucasa Pouille’a. Kolejnym rywalem naszego reprezentanta będzie rozstawiony z numerem sześć Kei Nishikori.

Ostatnie tygodnie należą do Huberta Hurkacza! Polak okazał się rewelacją zawodów w Dubaju, gdzie po raz pierwszy awansował do ćwierćfinału imprezy ATP, na dodatek pokonując po drodze zawodnika z czołowej dziesiątki rankingu. W trakcie podróży do Kalifornii forma nie uleciała. Hurkacz w Indian Wells spisuje się równie dobrze. Zmagania rozpoczął od zwycięstwa 6:3, 6:3 nad Donaldem Youngiem, a w 2. rundzie wygrał z Lucasem Pouille’em. Już na ten moment to jeden z jego najlepszych wyników w karierze, a nie powiedział przecież ostatniego słowa. O awans do 1/8 finału powalczy z żądnym rewanżu Keiem Nishikorim. To właśnie Japończyk był tym zawodnikiem z pierwszej dziesiątki, którego 22-letni wrocławianin pokonał dziesięć dni temu w Dubaju.

Hurkacz długo musiał czekać na pojedynek z Pouille’em. Organizatorzy majstrowali przy planie gier i ostatecznie zawodnicy pojawili się na korcie pod wieczór miejscowego czasu. To nie przeszkodziło Polakowi dobrze wejść w mecz. Do pierwszego przełamania doszło już w trzecim gemie. Nie minęło pół godziny rywalizacji, a Hurkacz powiększył prowadzenie na 5:1 i pierwszego seta miał w kieszeni. Zakończył partię przy własnympodaniu, potwierdzając dominację. W pierwszym secie nie musiał bronić ani jednego break-pointa.

Pouille w końcu jednak zdołał dojść do słowa. O ile pierwsza partia od początku przebiegała po myśli naszego reprezentanta, tak druga odsłona rywalizacji ułożyła się wręcz idealnie dla 25-letniego Francuza. Podopieczny Amelie Mauresmo błyskawicznie objął prowadzenie 4:0 i choć później część zaliczki roztrwonił, to i tak w miarę spokojnie doprowadził do remisu, wygrywając drugiego seta 6:3.

No i trzeci partia, którą polscy kibice na pewno zapamiętają na długo. Istny rollercoaster! Najpierw wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, później Hurkacz wisiał na włosku, a w decydującym momencie przełamanie i wielka radość Hurkacza – tak wyglądało to w dużym skrócie. Polak zadbał o to, żebyśmy mieli co wspominać. Od stanu 4:1 przegrał trzy gemy z rzędu, a przy wyniku i własnym podaniu przegrywał 0:40. W dziewiątym gemie obronił w sumie cztery break-pointy i utrzymał się na powierzchni. Zarysowywała się jednak przewaga Francuza. To jednak nic, ponieważ chwilę później to Hurkacz zadał decydujący cios, przełamując rywala w newralgicznym momencie. Break-point był jednocześnie piłką meczową. Polak wygrał 6:2, 3:6, 6:4 i odniósł jedno z najcenniejszych zwycięstw w karierze.

A to nie koniec. Przed nim starcie z Keiem Nishikorim. Japończyk na pewno cieszy się na możliwość rywalizacji z Hurkaczem, z którym niespodziewanie przegrał w Dubaju. Polak będzie chciał udowodnić, że nie był to jednorazowy wyskok, Japończyk, że był to wypadek przy pracy. Polsko-japoński pojedynek we wtorek wieczorem lub w nocy z wtorku na środę (polskiego czasu).

 


Wyniki

2. runda singla:
Hubert Hurkacz (Polska) – Lucas Pouille (Francja, 28) 6:2, 3:6, 6:4

Wilson