Janowicz po raz kolejny zapowiada powrót – tym razem się uda?

/ infosport.pl , źródło: infosport.pl, foto: AFP

Jeśli Jerzy Janowicz decyduje się na przeprowadzenie transmisji live na portalu społecznościowym Instagram, to wiedz, że coś się dzieje. Łodzianin w czwartek znów wszedł w interakcję ze swoimi fanami i podzielił się z nimi pozytywną nowiną. Niegdyś 14. zawodnik rankingu ATP ponownie zapowiedział powrót do zawodowych rozgrywek. No właśnie – ponownie, to w tym przypadku słowo klucz. Kilka takich zapowiedzi i prób już było, a jak się one kończyły? Właśnie tak, że nadal czekamy…

„Hello guys, witam, witam, dzień dobry. Stęskniliście się?” – po pierwszych słowach Jerzego Janowicza wiadomo było, że ten ma nam coś do przekazania. 28-latek wracając z Poznania, gdzie odbył konsultację medyczną u ortopedy Tomasza Piontka, podzielił się pozytywnymi nowinami. Mianowicie – po kilkunastu miesiącach perturbacji zdrowotnych – Janowicz dostał zielone światło na powrót do tenisa.

Jaki jest plan? Tenisista pochodzący z Łodzi jeszcze w najbliższy poniedziałek ma się poddać niewielkiemu zabiegowi, który jest dla niego „niczym szczególnym”. Następnie, od kwietnia rozpocznie przygotowania do powrotu. Jak sam kalkuluje – przy odpowiednim zaangażowaniu oraz ciężkich treningach – potrzebuje dwóch miesięcy, aby być gotowym na pierwsze mecze w zawodowych rozgrywkach. Dlatego należy oczekiwać (jeśli w przypadku Janowicza można czegokolwiek oczekiwać?), że jego nazwisko na listach startowych pojawi się na przełomie czerwca i lipca. Wtedy też wszystkie oczy społeczności tenisowej będą skupione na Londynie i Wimbledonie, który odbędzie się w dniach 1-14 lipca. Chyba nie trzeba nikomu przypominać, że niegdyś 14. tenisista świata właśnie w All England Lawn Tennis and Croquet Club osiągnął największy sukces w karierze. Jego osiągnięcie z 2013 roku można w pewnym stopniu porównać do tego, co kilkanaście dni temu pokazał Hurkacz w Indian Wells. Skala tego jest jednak zupełnie inna – półfinału imprezy wielkoszlemowej nie można stawiać na równi z ćwierćfinałem zawodów rangi ATP Masters 1000.

Najważniejsze jest zdrowie. W ubiegłym roku, w trakcie wielkoszlemowego Roland Garros, Janowicz też nas przywitał swoim „Dzień dobry, cześć, witam”. Wtedy oznajmił, że podczas turnieju rangi ATP Challenger Tour w Sopocie podejmie ostatnią próbę powrotu do zawodowych rozgrywek. Skoro teraz o tym piszemy, to do próby oczywiście nie doszło. Polak stwierdził, że po prostu nie jest gotowy na takie przedsięwzięcie i na kilkanaście tygodni słuch o nim zaginął (nie licząc pudelkowych wieści dotyczących spraw rodzinnych).

Akapit znów zaczniemy od słowa „zdrowie”, bo jeśli ono dopisze, to możemy być przekonani, iż Janowicz będzie miał wszystko, co potrzebne do profesjonalnych przygotowań. Te będą się odbywać w Polsce oraz w Austrii, gdzie będzie trenować pod okiem Gunthera Bresnika. Renomowany szkoleniowiec coraz mniej angażuje się w karierę Dominica Thiema, dlatego można domniemywać, że będzie mógł poświęcić więcej czasu na zajęcie się szlifowaniem formy Janowicza.

Jeśli już 28-latek będzie w pełni gotowy do podjęcia rękawic, to spokojnie – nie będzie musiał zaczynać od zera, bo na to wskazywałby jego ranking, a raczej jego brak. Janowicz nie jest notowany w klasyfikacji ATP, ale będzie mógł skorzystać z tzw. zamrożonego rankingu. W jego przypadku będzie to pozycja w okolicy 120. miejsca na świecie, która pozwoli mu na starty we wszystkich turniejach Challengerowych, eliminacjach do Wielkich Szlemów czy kwalifikacjach do zawodów głównego cyklu.

Po raz ostatni Janowicz na korcie zaprezentował się w listopadzie 2017 roku – wkrótce minie 18 miesięcy od jego występu w Bratysławie. To powoduje, że stracił multum czasu przez kontuzję kolana, a przecież jeśli zagłębimy się w jego karierę, to z problemami zdrowotnymi zmaga się przecież już od 2015 roku. Owszem, wtedy regularnie grał, ale co jakiś czas czekała go przymusowa przerwa, a na korcie nie mógł dać z siebie stu procent. Zanim rozgorzeje dyskusja na temat tego, czego można oczekiwać od Janowicza po powrocie do gry, to pozwolimy sobie ją zastopować jeszcze przed startem.

Kilka zapowiedzi powrotu już padało z jego ust. Jak się one kończyły? A właśnie tak, że nadal z utęsknieniem czekamy na jego poczynania. Janowicza można lubić lub nie, ale jego obecność na korcie jest uatrakcyjnieniem KAŻDEGO turnieju. Chociaż nie jest on tenisistą, na którego presja działa w jakikolwiek sposób, to jednak warto dać mu spokój w przygotowaniach i nie wróżyć z kuli na co stać tenisistę, który nie grał od wielu miesięcy. A oczekiwania? Dajmy na luz. Mowa o gościu, którego kolano może płatać figle w każdej chwili.