Karol król serwisu, Barbora królowa spokoju

/ Adam Romer , źródło: Korespondencja z Nowego Jorku, foto: East News

Korespondencja z Nowego Jorku, Adam Romer

Zaskakujących emocji dostarczył widzom pojedynek deblowy na korcie numer 5. A w roli głównej wystąpił w nim polski deblista Karol Drzewiecki. Nie mniejsze były w meczu singla kobiet, gdzie Barbora Krejcikova obronila aż 8 meczboli i wygrała z Taylor Townsend.

Niespełna 30-letni Drzewiecki długo pracował na swoją pozycję w deblowym światku. Grając w parze z Piotrem Matuszewskim odnieśli kilka sukcesów na poziomie challengerów, by potem próbować w imprezach ATP i wreszcie szukać swoich szans w Wielkim Szlemie. W Paryżu i Londynie udało się polskiej parze wejść do drabinki jako rezerwowi, ale meczu wygrać się nie udało.

Do Nowego Jorku Drzewiecki przyleciał z Marcusem Willisem, który jeszcze niedawno grał w podwarszawskich Kozerkach z innym Brytyjczykiem Joshuą Parisem. Do turnieju głównego na US Open trafili dzięki dobrym rankingom, ale już w losowaniu szczęścia za bardzo nie mieli. Trafili na dwóch Australijczyków, obu z tytułami wielkoszlemowymi Matthew Ebdena i Jordana Thompsona.

Ta przeszkoda okazała się za niska, by zatrzymać Polaka i Brytyjczyka, ale druga runda znów zdawała się poza zasięgiem tej pary, bo znów czekał w niej australijski (tym razem wielokrotny) mistrz Wielkiego Szlema John Peers i Jackson Withrow z USA.

– Najwyżej będę miał kolejnego australijskiego mistrza wielkoszlemowego na rozkładzie – żartował Drzewiecki po pierwszej rundzie.

Schody do kolejnej rundy okazały się bardzo strome, ale to nie znaczy, że nie do pokonania i to mimo przegrania pierwszego seta. Im dalej w las, tym Polak serwował lepiej, a już końcówka meczu była w jego wykonaniu prawdziwym popisem.

Najpierw uratował gema serwisowego z wyniku 0-40 dając samym serwisem cztery punkty, a potem w super tie-breaku nie obniżył poziomu podania ani na chwilę. Nawet broniąc jednej z piłek meczowych (łącznie rywale mieli ich aż trzy!).

– Serwis ok, ale teraz muszę coś wymyślić na regenerację barku. Ledwo ruszam ręką – przyznawał Polak chwilę po ostatniej piłce na korcie nr 5. Na szczęście dla niego, będą mieli teraz dzień wolnego, więc ręka będzie mogła spokojnie odpocząć.

Mecz Drzewieckiego obserwowali, mocno go dopingując, kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Davisa Mariusz Fyrstenberg i mający dzień wolny Jan Zieliński.

Polsko-brytyjska para będzie teraz spokojnie odpoczywać i czekać na rywala, którego wyłoni mecz pomiędzy rozgrywany w poniedziałek między Czechami Tomasem Machacem i Matejem Vocelem a rozstawionymi z nr 2 Mate Paviciem i Marcelo Arevalo.

Jednym słowem Karol Drzewiecki znów może się zmierzyć z wielkoszlemowymi mistrzami. A skuteczność w takich pojedynkach ma wyjątkowo dobrą…

 

W czasie, gdy Drzewiecki z Willisem grali na „5” prawdziwy thriller dzial się na Louis Amstrong Stadium. Tam Amerykanka Taylor Townsend prowadziła 6:1, 5:4 i miała meczbola. Kolejne siedem (!!!) w szalonym tiebreaku, który trwał 24 minuty i ostatecznie zakończył się wynikiem 15-13 dla czeskiej tenisistki.

– To był szalony mecz. Nie pamiętam bym kiedykolwiek grała takiego tiebreaka. Był prawie tak długi, jak nie jeden set – żartowała Krejcikova z czeskimi mediami, z którymi tak się rozgadała, że czeska część konferencji trwała dwa razy dłużej niż angielska.

Czeska mistrzyni wykazała się spokojem w zwariowanym tiebreaku, ale też w końcówce trzeciego seta, gdzie rywalka goniła, goniła, ale nie zdołała dogonić. Po pokonaniu Emmy Navarro i Taylor Townsend teraz Krejcikova zagra z Jessicą Pegulą.

W niedzielne popołudnie w drugiej rundzie debla z turniejem pożegnała się Magdalena Fręch. Zaczęły się także turnieje juniorskie, ale polski rodzynek Alan Ważny swój pierwszy mecz zagra dopiero w poniedziałek.

W poniedziałek też zagra Iga Świątek. Tym razem znów w sesji dziennej. Na Louis Amstrong Stadium Polka zagra w czwartej rundzie singla z Jekateriną Aleksandrową. Mecz odbędzie się jako drugi w kolejności od 11:00 (17:00 czasu polskiego) po pojedynku młodego Szwajcara Leandro Riedi’ego z Australijczykiem Alexem de Minaurem.