Kawa: nie mam zaufania do paryskiej ,,bańki”. W Nowym Jorku panował większy porządek

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: Bella Cup

Katarzyna Kawa nie została dopuszczona do udziału w eliminacjach Roland Garros. Okazało się bowiem, że jest zakażona koronawirusa, mimo że nie odczuwa żadnych objawów. 

Tenisistka z Krynicy-Zdroju była gościem audycji TenisKlub w radiu WeszłoFM. Opowiedziała w niej między innymi o swoich wątpliwościach dotyczących wiarygodności badania. Przede wszystkim zaznaczyła jednak, że w ostatnim czasie bardzo dbała o zdrowie. Jak napisała w oświadczeniu zamieszczonym w mediach społecznościowych ,,uważała na kontakt z innymi i noszenie maseczki”. To jednak nie wystarczyło.

– Wciąż nie dowierzam, że test dał wynik pozytywny. Byłam jedną z tych osób, która rzeczywiście uważała na kontakt. Większość czasu w ostatnich tygodniach spędziłam w ,,bańce” i przeszłam wiele testów. Tym bardziej wynik wydaje się niewiarygodny w mojej sytuacji – oceniła Kawa.

Podobnie jak wielu innych sportowców, nasza reprezentantka przechodzi przez wirusa bezobjawowo. W dniu, w którym dowiedziała się o zakażeniu, rozegrała dwa treningi. Jej organizm nie wysłał żadnych niepokojących sygnałów.

– Czuję się absolutnie normalnie. Mogłabym wymyślać jakieś objawy, ale nic mi nie jest. Rano miałam pobraną próbkę, która dała wynik pozytywny, a później zagrałam dwa treningi. Chyba bym coś poczuła, gdybym była chora – zastanawiała się tenisistka.

Dbałość o bezpieczeństwo i brak objawów sprawiają, że Kawa wcale nie jest przekonana, że rzeczywiście zakaziła się koronawirusem. Tym bardziej, że Francuzi nie okazali się tak dobrze zorganizowani jak Amerykanie. Panował chaos, w którym sami organizatorzy paryskiego szlema nie potrafili się odnaleźć.

– Na pewno będę chciała powtórzyć test, żeby zobaczyć, czy jest wiarygodny. Wszyscy wiemy, że zdarzają się błędy w testach. Na Roland Garros już jeden trener otrzymał fałszywy wynik. ,,Bańka” nowojorska była bardziej wiarygodna. Panował większy porządek. Testy były bardziej komfortowe. Natomiast we Francji nazwiska na próbkach były pisane długopisem. Nie dostałam żadnego maila odnośnie testowania. Był duży bałagan. Trzeba było dzwonić po sto razy, żeby wyjść z pokoju. Nie mam zaufania do paryskiej ,,bańki” – stwierdziła zawodniczka, która kilka tygodni temu zadebiutowała w turnieju głównym Wielkiego Szlema.

Na występ w turnieju głównym Roland Garros musi natomiast poczekać co najmniej do 2021 roku. Na razie spędza czas w pokoju hotelowym, a nie na kortach. Sytuacja nie należy do komfortowych, ponieważ Polka nie ma nawet dostępu do świeżego powietrza. Okazuje się, że nawet w takiej sytuacji można znaleźć plusy. W tym przypadku okazał się nim wspaniały widok z okna.

– Nie mogę wyjść z pokoju, mam wszystko przynoszone. Na szczęście nie zdążyłam się jeszcze zanudzić. Na pewno będę ćwiczyć, bo nie chcę, żeby ta sytuacja spowodowała, że później będzie mnie czekać kilkutygodniowy okres przygotowawczy.  Niestety nie mam też balkonu, a oko nie jest otwieralne. Na szczęście mam ładny widok. Hotel jest nad samą Sekwaną, pokój mam na 22. piętrze – widok na cały Paryż jest piękny – doszukała się pozytywu Kawa.