Korespondencja z Halle. Historyczne osiągnięcie Hurkacza i niemiecki festiwal

/ Bartosz Wojsław , źródło: własne, foto: własne

Halle wypełnia się kibicami, którzy przybywają do tego niewielkiego miasteczka w Westfalii coraz liczniej. Trybuny wiwatowały w piątek szczególnie na cześć lokalnych bohaterów, Alexandra Zvereva i Jana-Lennarda Struffa.

Dzień w Halle zaczął się od występu Huberta Hurkacza, który kontrolował wydarzenia na korcie podczas ćwierćfinału z Marcosem Gironem. Wygrywając to spotkanie Polak zapewnił sobie siódme, a więc najwyższe w karierze miejsce w najbliższym rankingu ATP. Żaden z naszych rodaków nie był w singlowym zestawieniu najlepszych tenisistów świata na wyższej od Hubiego pozycji. Wojciech Fibak osiągnął w szczytowym momencie dziesiąte rankingowe miejsce, co pokazuje skalę wyczynu wrocławianina. I choć często słychać narzekania na grę Polaka w Wielkich Szlemach, to trzeba docenić, co dla polskiego sportu robi Hubi.

Nie wiedziałem, że to już oficjalna informacja. Jeszcze zostało więc sześć miejsc do numeru jeden, na którym jest teraz Jannik. Ranking pokazuje, jakie wyniki osiągnąłeś przez ostatnie 12 miesięcy. Jeśli możesz je poprawiać choć trochę, to dobrze – tak swoje osiągnięcie skomentował z kolei sam Hurkacz, który jak zawsze emanował spokojem i skromnością.

W piątek na OWL Arenie wystąpił również tenisowy talent, Francuz Arthur Fils. W 2023 roku zawodnik pochodzący z przedmieść Paryża zaliczył historyczny rankingowy skok – awansował z 251 na 36 pozycję w zestawieniu najlepszych tenisistów świata i został wybrany objawieniem roku ATP. Dwudziestolatek prezentował się w Halle bardzo dobrze, a w ćwierćfinale Terra Wortmann Open zmierzył się z faworytem gospodarzy, Alexandrem Zverevem. Tym razem przegrał, ale Fils jest przykładem na to, że francuska tenisowa myśl szkoleniowa nie ma się aż tak źle, jak mówią to sami Francuzi.

Młody paryżanin zmierzył się z resztą podczas meczu z Saschą Zverevem z tłumem niemieckich kibiców, którzy sprawili, że atmosfera w OWL Arenie była wyjątkowa. Jak się później okazało, sympatycy tenisa zza naszej zachodniej granicy dopiero się rozkręcali i podczas meczu Jana-Lennarda Struffa z Jannikiem Sinnerem emocje sięgały zenitu. Atmosfera przypominała tę, którą można poczuć podczas festiwali muzycznych czy innych tego typu masowych wydarzeń. Do klimatu stadionu piłkarskiego na szczęście sporo jednak zabrakło.

Lokalny bohater, Jan-Lennard Struff, rozegrał z liderem rankingu ATP trzy zacięte sety i zmusił go do dużego wysiłku. Trzeba po prostu powiedzieć, że o zwycięstwie zdecydowała klasa lidera światowych list, który wygrał kluczowego tie-breaka. Niemiec urodzony w Westfalii pokazał jednak, że na swojej ziemi potrafi dokonywać rzeczy niezwykłych.

Wracając jeszcze do wspomnianej atmosfery, trzeba przyznać, że Halle było dzisiaj szczelnie wypełnione sympatykami tenisa. Im bliżej finału, tym jest ich w tym niewielkim miasteczku pod Bielefeldem coraz więcej. Więcej jest też piwa, bratwurstów i sznycli. Tenis jest przecież dla ludzi, a oni oprócz zachwytów nad subtelnością zagrań najlepszych tenisistów świata, chcą też dobrze zjeść i wypić.