Korespondencja z Petersburga. Na dwoje Diaczenko wróżyła

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Jeśli w meczu dnia turnieju WTA Premier naprzeciw siebie stają Maria Sakkari i Witalia Diaczenko, to musi kryć się w tym drugie dno. I rzeczywiście, są co najmniej dwa powody, dla których największe gwiazdy imprezy w Petersburgu trzymane są jeszcze przez organizatorów w blokach startowych. Na szczęście Greczynka i Rosjanka godnie zastąpiły bardziej popularne koleżanki i zawody nabrały rumieńców od pierwszego dnia.

Najpierw może jednak krótkie wyjaśnienie, co na korcie centralnym wieczorową porą robiły Sakkari i Diaczenko. Zresztą cały plan gier na poniedziałek wyglądał dość dziwnie jak na pierwszy dzień turnieju, bowiem znalazły się w nim tylko cztery spotkania (trzy single i jeden debel). To pokłosie rozgrywanych pod koniec ubiegłego tygodnia meczów Pucharu Federacji. Organizatorzy rosyjskiej imprezy dali dodatkowy dzień odpoczynku zawodniczkom, które dopiero co walczyły w narodowych barwach. Z największą życzliwością spotkała się Jelena Ostapenko, która w niedzielę rano pokonała świeżo upieczoną mistrzynię Australian Open Sofię Kenin. Ona pierwszy mecz w Petersburgu rozegra dopiero w środę. Jej rywalką będzie Alize Cornet.

Lepsza z tej pary trafi w 1/8 finału na wspomnianą już kilkukrotnie Marię Sakkari. Dlaczego? Na to pytanie odpowiedź zna chyba tylko Witalia Diaczenko, czyli przeciwniczka Greczynki w meczu 1. rundy. Rosjanka co najmniej trzykrotnie witała się z gąską, ale w najważniejszych momentach koszmarnie zawodziła. Z jednej strony podniosło to poziom dramaturgii, który przy prowadzeniu Diaczenko 6:3, 3:0 nie był zbyt wysoki, z drugiej – po prostu żal reprezentantki gospodarzy. W przekroju całego spotkania była tenisistką lepszą, odważniejszą, bardziej efektowną. Tylko co z tego, skoro to co zyskała ciężką pracą, później roztrwaniała za sprawą podwójnych błędów serwisowych. W decydującym secie prowadziła 5:2 i dwukrotnie serwowała po zwycięstwo – w tych dwóch gemach popełniła jednak aż pięć podwójnych błędów. Na domiar złego w najbardziej newralgicznych momentach – przy piłce meczowej i przy brak-poincie powrotnym dla rywalki. Koniec meczu? Oczywiście podwójny błąd serwisowy Diaczenki. Sakkari cudem wygrała 3:6, 6:4, 7:6(3).

Pozytywne recenzje po tym pojedynku zebrał Tom Hill, jeden z najmłodszych trenerów w tourze. Niespełna 25-letni Brytyjczyk wszedł na kort, kiedy jego podopieczna przegrywała 3:6, 0:3 i zdawała się być mocno rozgoryczona własną postawą. Na pomeczowej konferencji zdradziła zresztą, że zastanawiała się, gdzie spędzi kolejne dni w przypadku porażki, jednak nadrzędną myślą było, żeby pozostać w obecnym turnieju.

Oprócz Sakkari do 2. rundy awansowały również Anastazja Potapowa, która w meczu rosyjskich kwalifikantek pokonała Ludmiłę Samsonową, i Jelena Rybakina, która uporała się z Kateriną Siniakovą. Ponadto w 2. rundzie są już Belinda Bencic, Kiki Bertens, Petra Kvitova i Johanna Konta, czyli cztery najwyżej rozstawione tenisistki. One w 1. rundzie miały ,,wolny los”.

 


Wyniki

Poniedziałkowe mecze 1. rundy turnieju głównego:

Maria Sakkari (Grecja, 6) – Witalia Diaczenko (Rosja) 3:6, 6:4, 6:7(3)
Jelena Rybakina (Kazachstan, 8) – Katerina Siniakova (Czechy) 6:3, 6:4
Anastazja Potapowa (Rosja) – Ludmiła Samsonowa (Rosja) 6:2, 6:4