Korespondencja z Radomia. Pierwsze zwycięstwo Świątek w roli liderki światowego rankingu

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: Materiały prasowe PZT

Tenisowy kalendarz nie mógł ułożyć się lepiej dla polskich kibiców. Po tym jak Iga Świątek awansowała na pierwsze miejsce rankingu WTA, pierwszy mecz rozegrała w Radomiu. Emocji wielkich nie było. Nasza gwiazda wygrała 6:1, 6:0 w niespełna godzinę z Mihaelą Buzarnescu i wyprowadziła biało-czerwone na prowadzenie 2-0.

Iga Świątek została przywitana przez kibiców niezwykle entuzjastyczne. Aplauz wzbudziło same pojawienie się na korcie, a później brawa rozlegały się po kolejnych udanych odbiciach. Było co oklaskiwać, ale dbała o to wyłącznie nasza reprezentantka. Skazywana na pożarcie Mihaela Buzarnescu skończyła zgodnie z przeznaczeniem. Po niespełna godzinie opuściła kort z opuszczoną głową i jednym ugranym gemem.

Tym samym Rumunka podzieliła los siedemnastu poprzednich rywalek Świątek. Polka wpadła w zwycięski trans i niewiele wskazuje na to, by prędko miała z niego wypaść. A olbrzymią sensacją będzie, jeśli stanie to się jutro. O 11.00 zmierzy się w meczu pierwszych rakiet z Iriną-Camelią Begu, by przypieczętować awans biało-czerwonych do turnieju finałowego Pucharu Billie Jean King.

Na razie wywiązała się z pierwszej części zadania. W przeciwieństwie do kilku występów z przeszłości, tym razem stres związany z grą przed własną publicznością nie splątał jej nóg. Od pierwszych piłek przewaga nie podlegała dyskusji.

Po 20 minutach Świątek prowadziła 5:0 i jeden z kibiców odważył się wystosować apel: oddaj jej chociaż gema. Został on wysłuchany przez tenisistki i Buzarnescu doczekała się na swoją chwilę radości. Później wszystko wróciło do normy. Świątek zamknęła pierwszego seta przy własnym podaniu, a kolejną odsłonę rywalizacji wygrała już 6:0.

Po pierwszym dniu rywalizacji Polki prowadzą z Rumunkami 2-0. Pierwszy punkt dla naszej reprezentacji zdobyła Magda Linette, pokonując 6:1, 4:6, 6:2 Irinę Camelię Begu.