Korespondencja z Wiednia. Krótka piłka

/ Adam Romer , źródło: własne, foto: AFP

Adam Romer, Korespondencja z Wiednia

Dawno nie było w Stadthalle tak krótkiego meczu. Idol miejscowych kibiców Dominic Thiem w 21 minut pokonał Pablo Carreno Bustę. Hiszpan okazał się chory i przy stanie 0:5 skreczował.

W piątek wiedeńska hala znów wypełniła się do ostatniego miejsca, gdy na kort wyszedł najlepszy austriacki tenisista od czasów Thomasa Mustera. Każdy chciał zobaczyć jak poradzi sobie Thiem z kolejnym Hiszpanem na swojej drodze.

Po czwartkowym zwycięstwie nad Fernando Verdasco w kuluarach żartowano, że wystarczy tych przerwanych serii. Verdasco, który do czwartku nigdy nie przegrał z Austriakiem i był dla Thiema prawdziwym postrachem (bilans 4:0 dla Verdasco), tym razem musiał zejść z kortu pokonany. Rozgrzał tak solidnie idola miejscowych, że gdy w piątek Carreno Busta (bilans z Thiemem 0:6) trafił na kort centralny nikt nie miał wątpliwości, że seria zwycięstw Austriaka musi trwać.

Rzeczywiście kolejny raz Hiszpan nie miał najmniejszych szans, bo jak sam potem przyznał, na korcie pojawił się z kontuzją. Po pierwszych kilku piłkach widać było kłopoty Carreno Busty i dominację Thiema. – To zawsze przykre dla rywala i nie do końca satysfakcjonujące dla zwycięzcy, gdy mecz kończy się kreczem, ale cóż, biorę tą sytuację, taką jaka jest i po raz pierwszy zagram w półfinale w Wiedniu. To jest najważniejsze – mówił Thiem na pomeczowej konferencji.

W sobotę zapowiada się prawdziwe starcie gigantów, bo Austriak trafia w pierwszym półfinale (o 14.00) na grającego w ostatnim czasie na fenomenalnym poziomie Mateo Berrettinim. – Włoch ma potężne uderzenia, jego forhend jest potężny i będę robił wszystko, by nie pozwalać mu prowadzić grę z tej strony – zapowiadał Thiem.

Czy mu się uda? – to pytanie zadaje sobie zapewne prawie 10 tysięcy posiadaczy sobotnich biletów, którzy już szykują się na wielkie widowisko. Ci z piątku, którzy swojego idola mogli oglądać tylko przez niewiele ponad 20 minut, mogli się pocieszyć pozostałymi ćwierćfinałami. W pakiecie dostali bowiem rywalizację Diego Schwartzmana z Karenem Chaczanowem i Aljaźa Bedene z Gaelem Monfilsem.

A Diego wie jak zaczarować rywali i przeciągnąć na swoją stronę wiedeńską publiczność. W pojedynku z Rosjaninem, od pierwszej piłki czuć było, że kibice wspierali małego wzrostem, ale wielkiego sercem Argentyńczyka. – Czuć, że dziś skradłeś serca publiczności i hala należała do Schwartzmana, a nie do Thiema – podsumował tuż po meczu prowadzący na korcie wywiad z Diego. W odpowiedzi dostał burzę braw od oczarowanej Argentyńczykiem publiczności.

Brawa należały się zwycięzcy za całokształt, ale też za poszczególne zagrania, którymi rozmontował większego, silniejszego i wyżej sklasyfikowanego Chaczanowa. Kluczowy okazał się tie break pierwszej partii, gdzie Rosjanin prowadził grę, ale najważniejsze punkty zdobywał Schwartzman. Chaczanow nie wytrzymał presji i przy własnym serwisie, zakończył seta podwójnym błędem serwisowym. Potem poszło już szybko na korzyść Diego.

A wiedeńczycy mają drugiego, obok Dominika, faworyta do zwycięstwa w Erste Bank Open…

Z polskiego punktu widzenia najważniejszym meczem w sobotę będzie półfinał debla, gdzie Łukasz Kubot i Marcelo Melo zmierzą się z zawsze groźnymi Francuzami Pierre-Hugues Herbertem i Nicolasem  Mahut.