Margaret Court: Diabeł chce zawładnąć narodem

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: The Sydney Morning Herald, foto: AFP

W 2020 roku minie 50 lat odkąd Margaret Court wygrała wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe w ciągu jednego sezonu. Jej coraz bardziej kontrowersyjne wypowiedzi sprawiają jednak, że Tennis Australia planuje ten wyczyn „uhonorować, lecz nie celebrować”.

W 2019 roku australijska federacja tenisowa świętowała 50. rocznicę wygrania przez Roda Lavera wszystkich turniejów wielkoszlemowych w jednym sezonie. Był to pierwszy taki wyczyn w „erze open”. W 2020 roku mija natomiast 50 lat odkąd Margaret Court została pierwszą kobietą z tym osiągnięciem. Jednakże bardzo ostre i kontrowersyjne wypowiedzi wybitnej tenisistki sprawiają, że obchody nie będą tak huczne jak w przypadku jej rodaka.

Court zarzuca się przede wszystkim nietolerancję względem osób LGBT. Australijka regularnie potępia mniejszości seksualne. Tymczasem w świecie sportu wymienia się ją jednym tchem z takimi wybitnymi tenisistkami jak Billie Jean King, czy Martina Navratilova. Już na przełomie lat 70. i 80. były one otwarte w kwestii swej seksualności. Tenisistka w swych poglądach często powołuje się na wiarę. Jest członkinią Kościoła Zielonoświątkowego.

Tennis Australia już pewien czas temu wyraził swoje wątpliwości, co do honorowania osoby o tak kontrowersyjnych poglądach. W związku z tym w listopadzie Court publicznie wymogła na federacji upamiętnienie jej osiągnięcia. Władze Tennis Australia odpowiedziały, że uhonorują to wydarzenie, jednak „należy oddzielić upamiętnianie mistrzów od celebrowania bohaterów”. Podkreśliły również, że wygłaszane przez nią poglądy nie idą w parze z wizją tenisa jako „sportu otwartego i bezpiecznego dla wszystkich”.

Oliwy do ognia Court dolała w miniony weekend, wygłaszając dość agresywne kazanie jako pastorka w kościele w Perth. W swojej przemowie powiedziała między innymi, że „diabeł dostaje się do mediów, polityki, edukacji, telewizji – chce kontrolować naród, ludzkie usta i umysły”. Przyznała ponadto, że ma wrażenie, iż to, że powołuje się na Biblię jeszcze pogarsza sprawę.

W dalszej części potępiła również dostrzeganie mniejszości seksualnych w szkołach, jako „dzieło diabła”. Stwierdziła również, że bycie homoseksualnym to „wybór”. Następnie szczególnie sprzeciwiła się transseksualizmowi, sugerując, jakoby osoby poddające się tranzycji w młodym wieku później żałują swojej decyzji oraz, że udział trans-kobiet w sporcie jest „problematyczny”. Dalej domniemywała, że wiele osób, szczególnie sportsmenek należących do mniejszości seksualnych, „żałuje z ‚T’ na końcu”. Zaznaczyła przy tym wszystkim, że choć może się nie zgadzać z innymi ludźmi, to nie pała do nikogo nienawiścią.

Warto jednak w tym miejscu wspomnieć, że również w latach 70. głośno było o transseksualnej tenisistce Renée Richards. Urodzona jako Richard Raskind zawodniczka po operacji zmiany płci wywalczyła na drodze sądowej prawo startu na terenie Stanów Zjednoczonych. Choć jej kariera w kobiecym turze była krótka i ograniczona do zawodów na terenie USA, to zapisała się w historii jako 20. zawodniczka rankingu singlistek, finalistka US Open w deblu i półfinalistka w mikście. Po zakończeniu sportowej kariery zdobyła dwa wielkoszlemowe tytuły jako trenerka Navratilovej.