Michał Przysiężny i Daria Kuczer nie podbiją Gliwic

/ Michał Pochopień, źródło: własne, foto: Antoni Cichy / Tenisklub

Za nami drugi dzień zmagań w głównych drabinkach podczas 93. Mistrzostw Polski w tenisie rozgrywanych w Gliwicach. O ile większość spotkań zakończyło się zgodnie z planem, tak można wyróżnić przynajmniej dwie spore niespodzianki. Z rywalizacją w grze pojedynczej pożegnali się Michał Przysiężny oraz triumfatorka tych zawodów z 2016 roku – Daria Kuczer.

Na dobrą sprawę nikt, poza Darią Kuczer, nie wiedział, czego się po niej spodziewać. W tym roku rozegrała tylko trzy turnieje w odległym Meksyku, więc trudno o rozeznanie na temat jej formy. Niemniej jednak za ogromną niespodziankę należy uznać jej porażkę z 17-letnią Magdaleną Hędrzak, która o miejsce w głównej drabince gliwickich zmagań walczyła w eliminacjach. Tym samym jedno jest już więcej niż pewne – Kuczer nie powtórzy na śląsku wyniku z 2016 roku, kiedy to okazała się najlepsza zarówno w singlu, jak i w deblu. Podobny los zresztą spotkał mistrzynię Polski z 2017 roku – Katarzynę Wysoczańską, która w pierwszej rundzie musiała uznać wyższość Martyny Kubki.

Mimo że Michał Przysiężny już za kilkanaście dni, podczas Sopot Open, zakończy zawodową karierę, a w tym roku rozegrał zaledwie kilka oficjalnych spotkań (i tylko jedno wygrał), to jednak można było spodziewać się, że do Gliwic nie przyjedzie jako chłopiec do bicia. Wylosowanie Daniela Michalskiego już na inaugurację na pewno nie było szczęśliwe, ale nawet w obecnej sytuacji mało kto mógł się spodziewać, że młodszy z reprezentantów Polski tak gładko poradzi sobie z jednym z najlepszych polskich tenisistów XXI wieku.

Pierwsze kilkadziesiąt minut spotkania mogło wprawić w osłupienie kibiców zgromadzonych na korcie centralnym obiektu MZUK. Przysiężny zupełnie nie radził sobie z dobrze dysponowanym Michalskim, którego taktyka była jasna – starał się przede wszystkim utrzymywać piłkę w korcie i zmuszać rywala do błędu. Wychodziło mu to świetnie, a co więcej – swoje dokładał popularny „Ołówek”, który seryjnie popełniał niewymuszone błędy. Taki obraz meczu poskutkował tym, że 19-letni zawodnik potrzebował zaledwie 22 minut do wygrania pierwszego seta. Bez straty gema!
Przysiężny zdołał się przebudzić na początku drugiej partii, kiedy to po przegraniu siedmiu gemów z rzędu, przy stanie 0:6, 0:1 zdołał przełamać podanie rywala. Kilka gemów dłużej musiał jednak poczekać na utrzymanie własnego serwisu, co udało mu się dopiero przy stanie 0:6, 1:3.

Wówczas jego gra zaczęła wyglądać lepiej i przede wszystkim nie popełniał tak dużo błędów. Wyraźnie wpłynęło to na dalszy przebieg meczu. Niegdyś 57. tenisista rankingu ATP zdołał odrobić stratę przełamania, a później po raz pierwszy wyszedł na prowadzenie. Jego radość jednak nie trwała zbyt długo, bowiem od stanu 5:4 przegrał trzy gemy z rzędu i Michalski mógł się cieszyć z jednego z najcenniejszych zwycięstw w karierze.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć po postawie Przysiężnego? Jedno jest oczywiste – reprezentant Polski musi wykorzystać najbliższe dni na poprawę dyspozycji, bo jeśli w takiej formie pojawi się na turnieju rangi ATP Challenger Tour w Sopocie, to może być to – jakkolwiek to zabrzmi – szybki koniec jego końca kariery. Owszem, przebłyski były, ale to za mało nawet na pierwszą rundę Mistrzostw Polski…

Kibice, którzy na korty przy ulicy Kosynierów przybyli w celu zobaczenia hitu pierwszej rundy debla, musieli obejść się ze smakiem. Kontuzja, której Marcin Gawron nabawił się w meczu gry pojedynczej, okazała się na tyle poważna, że nie przystąpił on do rywalizacji deblowej, w której miał mu partnerować Mateusz Kowalczyk. W związku z tym do drugiej rundy awansowali ich rywale – Kacper Żuk i Jan Zieliński. Ten drugi bez wątpienia może być zadowolony ze swojego występu w singlu, gdyż w pierwszej rundzie „odprawił” rozstawionego z numerem trzy Macieja Smołę. Chociaż skomplikował sobie sytuację, gdyż prowadził 6:1, 4:1, a ostatecznie do rozstrzygnięcia potrzebna była trzecia partia, to jednak wywalczył awans do kolejnej fazy.

Wprawdzie organizatorzy na pocieszenie na kort centralny, na którym miało się odbyć wspomniane spotkanie deblowe, przenieśli mecz pierwszej rundy miksta pomiędzy parami Mateusz Kowalczyk / Zuzanna Wilk – Norbert Tadyszak / Paulina Mattik, to jednak obserwatorzy niekoniecznie się tym zadowolili, bowiem trybuny były wręcz puste.

Mistrzostwa Polski odbywają się w ramach Lotos PZT Polish Tour.