Na kolejny etap kariery patrzę z wielkim optymizmem

/ Maciej Pietrasik, źródło: Korespondecja ze Szczecina, foto: Andrzej Szkocki/Pekao Szczecin Open

Filip Kolasiński sprawił we wtorek sporą niespodziankę i awansował do drugiej rundy Pekao Szczecin Open. To największy sukces w karierze młodego Polaka. Niezależnie od tego turnieju, już wkrótce czekają go jednak wielkie zmiany.

Kolasiński otrzymał „dziką kartę” od organizatorów ze względu na dobre wyniki w poprzednich turniejach cyklu LOTOS PZT Polish Tour. Już teraz można powiedzieć, że tę przepustkę w pełni wykorzystał. – Gdyby nie poprzednie turnieje, na których prezentowałem się bardzo dobrze, to nie byłoby mnie tutaj. Dziękuję Krzysztofowi Bobali, że dał mi szansę, aby tutaj wystąpić. Gdyby nie on, to mój ranking nie pozwoliłby grać mi w takich imprezach. Cieszy mnie dobra dyspozycja z ostatnich tygodni, bo bardzo ciężko na to pracowałem. Wyniki może nie były spektakularne, ale każdy z tych meczów był na naprawdę dobrym poziomie. Dzisiejszy był potwierdzeniem tego, że ze swoim teamem zmierzam w dobrym kierunku, a praca daje rezultaty.

We wtorek w Szczecinie panowały trudne warunki. Korty były bardzo mokre, było też stosunkowo zimno. To sprzyjało Polakowi. – Warunki zdecydowanie mi sprzyjały. Korty są mokre i wolne. W przypadku przeciwnika, którego gra oparta jest na dobrym serwisie i forhendzie, ta nawierzchnia mi pomagała. Czuję się wyśmienicie przygotowany fizycznie. Bardzo dobrze taktycznie przygotowałem się do tego meczu, miałem kilka dni, aby obejrzeć kilka jego meczów. Myślę, że w stu procentach udało mi się zrealizować strategię. Warunki mi sprzyjały, lecz trzeba było je jeszcze wykorzystać.

W decydujących momentach nasz tenisista nie unikał gry kombinacyjnej. Tak było przy pierwszej piłce meczowej, a także przy 30-30 w ostatnim gemie, gdy Kolasiński zagrał dobrego loba. – Przy 5:4 nie wykorzystałem piłki meczowej i to był nerwowy moment. Patrząc z perspektywy czasu, zagrałem trochę zbyt pasywnie. Wiedziałem, że skróty są dobrym pomysłem przy takim przeciwniku i nawierzchni, więc tego nie żałuję. Przy lobie zadziałały automatyzmy.

Choć Polak grał na bocznym korcie, to mógł liczyć na wsparcie licznie zgromadzonych kibiców. To także miało wpływ na jego dobrą dyspozycję. – Bardzo pomagał mi doping. Czułem że wszyscy są ze mną i starałem się wykorzystać tę atmosferę. Zdarzało mi się już kilka razy występować przed taką publicznością, ale na pewno nie tak dobrze zagrzewającą mnie do walki i wysiłku.

Jeszcze w tym tygodniu Kolasiński ma wylecieć do Stanów Zjednoczonych, gdzie dostał się na studia. Oprócz nauki będzie też okazja do treningów w znakomitych warunkach. Tenisista liczy na to, że pomoże mu to zarówno pod względem osobistym, jak i sportowym. – Na piątek mam zabukowany lot do San Francisco. Zawsze wierzę w siebie i mam nadzieję, że trzeba będzie go przebukować. Razem z teamem i rodziną zdecydowaliśmy, że pod wieloma względami jest to najlepsza opcja na kontynuowanie kariery. Będę mógł trenować w świetnych warunkach i rozwijać się nie tylko jako tenisista, ale też jako człowiek. Z wielkim optymizmem patrzę na kolejny etap mojej kariery. Myślę, że po czterech latach wrócę tutaj lepszy jako człowiek i jako tenisista.

Turniej Pekao Szczecin Open jest częścią cyklu LOTOS PZT Polish Tour.

Ze Szczecina, Maciej Pietrasik