Niedościgniona

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.tennismajors.com, foto: AFP

Dzień 1 października 1988 to szczególna data w historii tenisa, nie tylko kobiecego. To właśnie wtedy Steffi Graf pokonała 6:3 6:3 Gabriele Sabatini w finale olimpijskiego turnieju. Tym samym Niemka została pierwszą i jak dotąd jedyną tenisistką, której udało się sięgnąć po tak zwanego Złotego Wielkiego Szlema. Tzn. wygrała wszystkie imprezy wielkoszlemowe w jednym sezonie, a do tego dołożyła triumf na Igrzyskach Olimpijskich.

Lata 1953, 1969 i 1970 zapisały się szczególnie w historii tenisa zawodowego. Wówczas kolejno Mauren Connolly, Rod Laver i Margaret Smith Court sięgnęli po klasycznego Wielkiego Szlema. Do tego wszystkiego nie było jednak im dane dołożyć tytułu mistrzowskiego na Igrzyskach Olimpijskich. Ponieważ po tym jak w 1924 rozdano w Paryżu medale olimpijskie w tenisie, dyscyplina ta zniknęła z aren Igrzysk na ponad sześć dekad. Ponownie w programie najważniejszej sportowej imprezy czterolecia „biały sport” znalazł się podczas azjatyckich Igrzysk w Seulu.

Jako faworytka do stolicy Korei Południowej udała się Steffi Graf. Niemiecka tenisistka wcześniej nie miała sobie równych podczas rywalizacji na Australian Open, Roland Garros, Wimbledonie i US Open. Swą siłę zaprezentowała szczególnie w Paryżu. Tam w meczu o tytuł w najkrótszym finale wielkoszlemowym w historii pokonała Nataszę Zwierewą nie tracąc nawet seta. Z kolei pokonując Gabrielę Sabatini na US Open, została pierwszą kobietą od 1970 roku, która sięgnęła po klasycznego Wielkiego Szlema.

Jednak jak przyznała w rozmowie z The New York Times – Przyjechałam do Seulu zmęczona. I powiem szczerze, nie oczekiwałam od siebie zbyt wiele. Mimo to wraz z trwaniem turnieju Graf prezentowała się coraz lepiej. Ostatecznie w meczu o tytuł pokonała równie utytułowaną Amerykankę i osiągnęła coś, co jak przypuszczała przez wiele lat nie uda się nikomu.

– Jestem niesamowicie podekscytowana wygraną. Osiągnęłam coś, czego nie dokona zbyt wielu tenisistów i tenisistek w przyszłości – przewidywała przyszłość najlepsza wówczas tenisistka świata.

Jak pokazała historia, Graf miała wiele racji. W ciągu kolejnych ponad trzech dekad rywalizacji wiele tenisistek i wielu tenisistów próbowało, chociażby zbliżyć się do osiągnięcia 22-krotnej mistrzyni. Najbliżej wśród pań były Monica Seles i Serena Williams. Obie zawodniczki odpowiednio w latach 1991,1992 oraz 2002 i 2015 wygrały po trzy imprezy Wielkiego Szlema. Do swych osiągnięć młodsza z sióstr Williams dołożyła również złoty medal olimpijski w singlu. Jednak zdobyła go w 2012 roku, gdy w Wielkim Szlemie sięgnęła „tylko” po dwa tytuły mistrzowskie.

Wśród mężczyzn w erze Open, czyli od roku 1968, mamy tylko jednego zawodnika, który wygrał cztery imprezy w jednym roku. Jest nim Rod Laver. Mistrzowskie tytuły świętował on w 1969 roku. Jednak jako że karierę zakończył w 1979 roku, to nie dane było Australijczykowi powalczyć o olimpijski laur.

Bliski powtórzenia osiągnięcia tenisisty z Rockhampton jak i zawodniczki z Mannheim był w 2021 roku Novak Dżoković. Serb po wygraniu Australian Open, Roland Garros i Wimbledonu udał się na Igrzyska Olimpijskie do Tokio. Tam jednak w 1/2 finału na jego drodze stanął Alexander Zverev. Z kolei sięgnąć po klasycznego Szlema Serbowi nie pozwolił Daniił Miedwiediew. Rosjanin zrewanżował się bardziej utytułowanemu przeciwnikowi między innymi za porażkę w Melbourne i sięgnął po pierwszy w karierze tytuł Wielkiego Szlema.

Zatem 31 lat po tym co na kortach w Australii, Francji, Anglii, Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej dokonała Steffi Graf, byliśmy blisko powtórzenia jej wyniku. Tym razem przez mężczyznę. Jednak jednemu z dominatorów światowych kortów ostatnich lat ta sztuka się nie udała. Kolejna taka szansa już za trzy lata.