Korespondencja z Rijadu. Niedziela, dzień powszedni Aryny

/ Adam Romer , źródło: Korespondencja z Rijadu, foto: East News

Adam Romer, korespondencja z Rijadu

 

Aryna Sabalenka brylowała w niedzielne popołudnie na korcie w Rijadzie. Pokonała pewnie Jasmine Paolini i zrobiła to w stylu „kolejny dzień w pracy”, bo przecież niedziela, to normalny pracujący dzień w Arabii Saudyjskiej.

 

Kto zapomniał, że w krajach arabskich weekend to piątek i sobota mógł sobie o tym błyskawicznie przypomnieć wchodząc na halę w kompleksie sportowym Uniwersytetu Króla Sauda. Drugiego dnia turnieju WTA Finals na trybunach było wyraźnie mniej ludzi, choć… no właśnie, Sabalenka okazała się sporym magnesem. Trybuny zbudowane na 4,2 tys. widzów były zapełnione mniej więcej w połowie, co na zwykły dzień pracy nie jest złym wynikiem w Rijadzie.

Widzowie mogli zobaczyć imponującą formę serwisową liderki rankingu i walczącą, ale jednak bezradną w starciu ze znacznie silniejszą rywalką, Paolini.

Mecz nie był zły, ale zbyt jednostronny.

 

Kto się meczem zachwycić nie umiał, mógł spędzić czas do kolejnego spotkania w miasteczku turniejowym. Szczególnie, że w tym roku gospodarze zadbali, by każdy znalazł coś dla siebie. O gadżetach turniejowych napiszę może kolejnym razem, za to wymienię kolejne stacje do zabaw z rakietą: specjalną klatkę do mierzenia prędkości serwisów, tuby z piłką tenisową na sznurku do odbijania we dwójkę, specjalne stoiska do mierzenia czasu w ćwiczeniach sprawnościowych i na refleks czy wreszcie minikorty do gry miękkimi piłkami.

A gdy ktoś już zmęczył się tenisowymi zabawami mógł odpocząć w strefie relaksu na masujących fotelach lub najzwyczajniej w świecie udać się do „food court-u”, gdzie można zjeść wszystkie możliwe posiłki. Włącznie z koktajlem na owocach acaji marki Oakberry czyli firmy narzeczonego Sabalenki.

 

Nie wiem czy to właśnie rzeczone jagody utrzymują liderkę rankingu WTA w świetnej formie, ale ewidentnie niedzielny występ potwierdził to, co wiedzieliśmy już wcześniej. Z Aryną będzie niezwykle ciężko wygrać w Rijadzie. Po drugim niedzielnym meczu dwóch Amerykanek, można spokojnie powiedzieć, że ciężko będzie zarówno tej która wygrała – Jessice Peguli, jak i tym bardziej przegranej – Coco Gauff.

Obrończynię tytułu „zaatakowały” chyba wszystkie jej tenisowe koszmary, bo w trakcie trzysetowego meczu zrobiła łącznie 17 podwójnych błędów serwisowych, a trzy z nich, jeden po drugim, w gemie który mógł jej dać wygraną w drugim secie. Na swoje szczęście wygrała go po chwili w tie breaku.

 

Po pierwszej serii spotkań w obu grupach jedno można stwierdzić z całą pewnością, że stawka uczestniczek turnieju podzieliła się na dwie grupy: tych, które są w formie (Sabalenka, Świątek i Rybakina) oraz tych, które za formą się dopiero rozglądają. To nie musi być oczywiście decydujące dla układu tabeli obu grup, ale daje kibicom pewne wskazanie.

W poniedziałek, kolejny dzień powszedni, mecze turniejowe rozpoczną się o 15.30 (13.30 czasu polskiego) od pojedynku deblowego, a o 17.00 (15.00 w Polsce) na kort wyjdą Iga Świątek i Jelena Rybakina. Nie ma wątpliwości, że będzie to mecz kluczowy dla układu tabeli w grupie „Sereny Williams” i być może wygrana zapewni sobie ominięcie w półfinale meczu z Sabalenką. Jest więc o co grać.

 

Poniedziałkowe mecze grupy „Serena Williams”:

Od 15.00 czasu polskiego Iga Świątek (Polska, 2) – Jelena Rybakina (Kazachstan, 6). Potem Amanda Anisimova (USA, 4) – Madison Keys (USA, 8).

 

Partnerem relacji medialnych na portalu Tenisklub.pl z WTA Finals w Rijadzie jest:

#eFortuna