„Nigdy nie przeszło mi przez myśl, aby go zostawić”.

/ Adam Romer , źródło: , foto: Archiwum prywatne Marcela du Coudray

Rozmowa z Marcelem du Coudray, trenerem Kamila Majchrzaka

 

Kamil Majchrzak zalicza spektakularny powrót do światowego tenisa. Piotrkowianin od początku roku wygrał już dwie imprezy rangi futures oraz jednego challengera. Jego trener, Marcel duCoudray, w rozmowie z Tenisklubem opowiedział o współpracy z Polakiem oraz zdradził jego najbliższe plany.

 

Na wstępie chciałbym pogratulować ostatnich występów. Kamil spisuje się bardzo dobrze nie tylko podczas turniejów w Rwandzie, ale i w całym 2024 roku. Spodziewaliście się takich wyników?

 

– Widziałem, jak dobrze Kamil grał podczas treningów, ciężko pracowaliśmy w okresie zawieszenia. Kamil wylewał siódme poty na siłowni, a ja wiedziałem, że może grać na wysokim poziomie. Oczekiwania to być może zbyt mocne słowo, ale nie jestem zaskoczony poziomem jego gry. Jestem jego trenerem – osobą, która najczęściej przebywała razem z nim na korcie podczas tego etapu jego kariery. Z pewnością mogę stwierdzić, że takie wyniki były możliwe. 

 

Porozmawiajmy o początku współpracy z Kamilem. Oficjalnie zostałeś jego trenerem przed US Open 2022. Jakie pierwsze wrażenie wywarł Kamil na Tobie?

 

– Kiedy zaczynaliśmy pracować razem, gra w tenisa nie sprawiała Kamilowi przyjemności. Nie czuł się dobrze na korcie, a jest to jedna z najważniejszych rzeczy. Jeżeli nie jesteś zadowolony z tego co robisz, bardzo trudno jest znaleźć w sobie motywację by to kontynuować. Kiedy występujesz w turniejach i przegrywasz, czujesz się coraz gorzej. Myślę, że Kamil był gotowy na zmianę trenera.

Wcześniej współpracowaliśmy kilka razy w 2022 roku podczas meczów Pucharu Davisa i dobrze się dogadywaliśmy. Na początku, moim najważniejszym zadaniem było przywrócenie Kamilowi przyjemności z gry w tenisa. Chciałem również, aby zobaczył swoją siłę i możliwości. Miałem dużo pomysłów jak to zrobić i dzięki temu, że Kamil zgodził się z moją wizją, pracowało nam się zdecydowanie łatwiej.

Po pierwszym przegranym meczu w Kozerkach, pojechaliśmy do Stanów Zjednoczonych. Rozegrał tam kilka meczów, w których prezentował się całkiem nieźle i widzieliśmy spory progres. Pomimo porażek Kamil czuł, że jest na właściwej drodze i był świadom kierunku, w którym zmierza. Wiedział co udało się poprawić do tej pory i co należało jeszcze zmienić. Zdecydowanie znajdował się w dobrym momencie kariery. W kolejnych imprezach notował bardzo dobre wyniki, a jego gra stopniowo stawała się coraz lepsza. 

 

Marcel du Coudray z reprezentacją Polski w Pucharze Davisa.

 

Zanim przejdziemy do kolejnych wydarzeń związanych z wykryciem dopingu u Kamila, porozmawiajmy nieco o Tobie.Kibice tenisa w Polsce z pewnością chcieliby Ciebie bliżej poznać, a informacji o Tobie jest niewiele. Pierwsze doświadczenia zbierałeś jeszcze jako gracz…

 

–  To krótka opowieść. Urodziłem się w RPA. W Pucharze Davisa reprezentowałem Mauritius, ponieważ pochodzi stamtąd mój tata. Nigdy nie zagrałem w turnieju ATP Tour, brałem udział we futuresach. Najwyżej w rankingu singlowym byłem w okolicach 700 miejsca oraz 300 pozycji w deblu.

 

Bycie trenerem jest twoim zdaniem lepsze?

 

– Uważam, że jestem lepszym trenerem, niż byłem zawodnikiem (śmiech). W myśl mądrego powiedzenia ci, którzy nie potrafią grać, uczą. Myślę, że to była filozofia dla mnie. Czułem, że nie osiągnąłem maksymalnego potencjału jako gracz, ale spędziłem dobre pięć lub sześć lat ucząc się tego sportu. Dzięki temu wiem jakich błędów nie popełniać i jestem w stanie pomagać tenisistom grać lepiej niż sam bym to zrobił. Uwielbiam pomagać ludziom, być częścią projektu razem z kimś, kto jest naprawdę zaangażowany w chęć poprawy i ulepszenia swojej gry w tenisa.

 

Zanim zacząłeś pracę z polskimi zawodnikami,współpracowałeś z parą Peers/Kontinen (byli liderzy rankingu deblistów) i z Nikołajem Dawydienko. Podobno po raz pierwszy z Rosjaninem spotkaliście się w Polsce, to prawda?

 

– Spotkaliśmy się w Sopocie. Zaoferowałem mu wspólny trening, za co był wdzięczny. Później porozmawialiśmy. Zapytał się, co robię w Polsce. Moja żona pomagała wtedy przy organizacji imprezy. Powiedziałem mu, że na co dzień jestem trenerem, a w Sopocie po prostu przebywam na urlopie.Zaoferował mi współpracę do końca turnieju i tak zaczęliśmy naszą współpracę. Później pomagałem mu przez trzy tygodnie w okresie przygotowawczym do kolejnego sezonu oraz podczas kilku turniejów.

 

Miałeś okazję trenować kilka pokoleń tenisistów…

… to oznacza, że jestem już stary (śmiech)

 

Marcel du Coudray z Olafem Pieczkowskim

 

Jak bardzo w twoich oczach zmienił się tenis przez te lata?

 

– Obecnie nastała era wysokich facetów, którzy naprawdę dobrze się poruszają. Mają świetne serwisy, dobrze biegają na linii końcowej lub za nią. Tenis ewoluował. Kiedyś korty i piłki były szybsze. Dobrze serwujący zawodnicy mieli może, jedno dobre, inne uderzenie i częściej zbliżali się do siatki.Teraz wielu graczy ma znakomite ruchy. Wszyscy tenisiści światowej czołówki dobrze serwują, a do tego świetnie poruszają się po korcie. Grają mocne piłki i są w stanie wytrzymywać długie wymiany. Często zostają jednak z tyłu. W ostatnim czasie pojawiła się tendencja do zachęcania graczy do wchodzenia w kort i kończenia punktów przy siatce. Jest to jednak trudne przy tak wolnych warunkach gry. 

 

Skupmy się teraz na ostatnich miesiącach. Dla Kamila były one zdecydowanie najgorszym etapem kariery. W każdym wywiadzie udzielonym po otrzymaniu zawieszenia wspominał, że bardzo mu pomogłeś. Jak ta cała sytuacja wyglądała z twojej perspektywy?

 

– Kiedy zaczynałem współpracę z Kamilem, nie był on w najlepszym miejscu. Znalazłem dla niego odpowiedni kierunek rozwoju i pracowałem z nim,aby osiągnąć rezultat, na którym nam zależało. Kamil był w setce najlepszych tenisistów świata. Ten proces bardzo nas zjednoczył i dał nam stosunkowo szybkie sukcesy, mimo przegrywania początkowych meczów.

Kamil jest świetną osobą, więc współpraca z nim jest bardzo przyjemna. Kieruje się w życiu bardzo dobrymi wartościami, dobrze spędza się z nim czas. Kiedy został zawieszony za doping, naszym najważniejszym zadaniem było udowodnienie, że jest niewinny. Byliśmy przekonani, że jest całkowicie czysty.

Cały proces był bardzo trudny. Udowodnienie jego niewinności zajęło nam bardzo dużo czasu, ale finalnie udało nam się tego dokonać, ponieważ mieliśmy bardzo mocne dowody. Ten czas był dla mnie bardzo cenny, a zarazem trudny.

Myślę, że bardzo ważne było, aby Kamil wiedział, że będę razem z nim w tym trudnym czasie. Nigdy nie przeszło mi przez myśl, aby go zostawić. Oczywiście nie mógł wtedy grać, więc musiałem znaleźć tymczasowe zajęcie. Pomagałem innym tenisistom. Współprace za każdym razem były jednak krótkie. Cały czas zdawałem sobie sprawę, że gdy Kamil wróci do gry, będę jego trenerem. Będąc szczerym, nigdy w to nie zwątpiłem. Pomagałem Kamilowi przez cały czas zawieszenia.

To doświadczenie było wcześniej dla mnie zupełnie nieznane. Gdy zostajesz trenerem, nikt nie może przygotować cię na tego typu sytuację. Nie otrzymujesz żadnej pomocy. Nawet po powrocie zawodnika do gry trenerzy, żony, czy dziewczyny – ludzie będący blisko tenisisty – muszą radzić sobie sami w udowadnianiu niewinności. Nie twierdzę, że wszyscy ze stwierdzonym dopingiem są niewinni. Kamil był jednak kompletnie czysty i nie zasłużył na to, co go spotkało. To było trudne dla każdego z nas, ale oczywiście szczególnie dla niego. 

 

Jaka była wasza reakcja, gdy w lipcu ubiegłego roku zawieszenie Kamila zostało skrócone do 13 miesięcy? Wcześniej groziły mu 4 lata przerwy od tenisa. Co poczuliście?

 

– Pierwotnie groziło mu czteroletnie zawieszenie.Musieliśmy znaleźć pochodzenie zabronionej substancji. Po tym, jak to zrobiliśmy, wiedzieliśmy, że mamy mocny argument do zaprezentowania przed ITIA (organizacja odpowiedzialna za ściganie przestępstw dopingowych wśród tenisistów). Gdy negocjowaliśmy 13-miesięczną karę, nie wyglądało to jednak szczególnie uczciwie. Niektórzy dostawali zawieszenie na 12 miesięcy. Nasze dowody były natomiast bardzo mocne, więc ITIA mogła to rozważyć nieco inaczej. Ogólnie jednak 13 miesięcy zawieszenia jest znacznie lepsze niż cztery lata. Ponowne rozpoczęcie kariery po tak długiej przerwie byłoby niesamowicie trudne. Decyzja o 13 miesiącach przerwy dała Kamilowi realną szansę na powrót, z której teraz korzysta.

 

Ostatnio wypowiedziałeś się dla „Inews” i skrytykowałeś obecny system. Chodziło Ci szczególnie o proces udowadniania niewinności i czas jego trwania. Gdybyś miał taką możliwość, co byś w nim zmienił?

 

– Myślę, że najważniejszą zmianą byłoby ustalenie jasnych kryteriów dla różnych scenariuszy. Innymi słowy, tak jak w przypadku Kamila, jeżeli zawodnik jest w stanie udowodnić, że jest niewinny, a jego organizm został nieświadomie i przypadkowo zanieczyszczony substancjami dopingującymi, pomimo usilnych starań i podjęcia niezbędnych kroków w celu zachowania wszystkich środków ostrożności, powinien zostać ukarany wcześniej ustaloną i jasno sprecyzowaną karą. Obecnie tak to nie wygląda, wszystko zależy od decyzji ITIA, która w każdym przypadku może być inna, co w wielu przypadkach kończy się w CAS. Niektóre z rozmów, które mieliśmy z tą organizacją, były przepełnione arogancją. Zastraszają zawodników, aby akceptowali te kary, które oferują. Czas potrzebny na rozwiązanie sprawy dopingu jest natomiast zdecydowanie za długi i powinien być krótszy niż obecnie. 

 

Co okazało się najtrudniejsze od czasu, gdy dowiedzieliście się, że Kamil może wrócić, do ostatecznego powrotu?

 

– Myślę, że po prostu czekanie na zakończenie zawieszenia. Żyliśmy ze świadomością, że Kamil może wrócić od końca grudnia, dlatego czekaliśmy na nadejście tygodni, w których będzie mógł zagrać. Moim zdaniem właśnie to było najtrudniejsze. Później, kiedy zaczął grać, wszystko ułożyło się tak,jak to wcześniej zaplanowaliśmy. Zdaje sobie sprawę, że przez kilka ostatnich tygodni wszystko szło znakomicie. Przed nami będą jednak większe testy, więc musimy się do nich przygotować. Nie jest tak, że myślimy, iż teraz wszystko jest w porządku. Kamil jest obecnie klasyfikowany w okolicach 400. miejsca w rankingu. Naszym celem jest powrót do najlepszej 200, a później 100. Zawsze patrzę w przyszłość i staram się dostrzegać elementy, które można poprawić. Chcemy upewnić się, że Kamil może maksymalnie rozwinąć swoją karierę.   

 

Powrotowi do touru z pewnością towarzyszyło wiele obaw. Nie baliście się, że np., Kamilowi zostanie przyczepiona łatka „dopingowicza”? Chodzi mi o to, że niektórzy widząc go mogą powiedzieć: o, to ten, u którego stwierdzono kiedyś doping.

 

– Tak naprawdę nigdy nie możesz kontrolować innych ludzi, którzy mogą różnie myśleć i mówić co chcą. Mogę wyrazić tylko swoje zdanie. Nigdy nie przejmowałem się reakcją innych, jeżeli ktoś chce zostawić głupi komentarz, nie powstrzymasz go. Edukowanie innych w żaden sposób nie leży w moim interesie. Wiemy, że Kamil jest niewinny,  udowodniliśmy to na najwyższym możliwym poziomie i nie musimy robić nic więcej. Tak jak powiedziałem, ludzie zawsze będą mówić różne rzeczy, więc nie zwracam na to uwagi. 

 

Marcel du Coudray z Kamilem Majchrzakiem i jego żoną.

 

Kamil w tym roku skończył 28 lat. Rozpoczynanie kariery od nowa i przebijanie się przez małe turnieje bywa bardzo trudne i niektórzy nie są w stanie poradzić sobie z tym zadaniem. Dostrzegasz potrzebne pokłady sił i drzemiący potencjał, który pozwoliłby mu na powrót do gry w ważnych turniejach?

 

– Myślę, że dla Kamila 28 lat to wciąż młody wiek. Jeszcze dużo gry przed nim. Moim zdaniem dopiero wchodzi w najlepsze lata swojej kariery. Byłem tego pewny od samego początku, wiedząc, jak wiele pracy wkładał w treningi. Ponadto miałem świadomość olbrzymiej pracy, którą wykonaliśmy w ubiegłym roku, w celu wzmocnienia go pod względem fizycznym. Byłem przekonany, że jest w stanie powrócić i przejść przez to, co już wykonaliśmy w ostatnich miesiącach. 

 

Pora porozmawiać o najbliższej przyszłości. Jakie plany startowe w najbliższym czasie ma Kamil?

 

– Po czasie spędzonym w Rwandzie wrócimy do domu na dwa lub trzy tygodnie. Przyjrzymy się turniejom rangi futures, które będą rozgrywane w Europie. Postaramy się w którymś z nich wystąpić. Później udamy się do Azji, aby w drugiej połowie kwietnia zagrać w cyklu challengerów w Chinach. 

 

Macie wyznaczony konkretny cel, do którego realizacji będziecie dążyć w tym roku?

 

– Nie mamy jasno sprecyzowanych zamiarów, są one bardziej ogólne. Zależy mi na tym, aby Kamil mógł systematycznie grać. Wystąpienie w kwalifikacjach do turnieju wielkoszlemowego byłyby akceptowalnym rezultatem. Kamil ma na pewno konkretniejsze cele, które chce osiągnąć. Ja staram się dostrzegać obszary, w których musi się poprawić. Dążę również do wzmacniania i stabilizacji aspektów, które już są jego atutami. Nie patrzę na konkretne rankingi, nie sądzę, aby było to pomocne. Staram się, aby Kamil grał jak najlepiej i dbam również o to, aby unikał kontuzji i był silny mentalnie. 

 

Nasza rozmowa zmierza do końca. Na zakończenie przygotowałem kilka pytań z serii „szybkie strzały”.

 

– Ok. Spróbujmy.

 

Edynburg czy Gdańsk?

 

Gdańsk.

 

Ulubiony turniej?

 

Wimbledon.

 

Ulubiony tenisista?

 

Muszę wymienić dwóch: Roger Federer oraz Kamil Majchrzak.

 

Czytanie książki, czy oglądanie filmu?

 

Zdecydowanie film.

 

Najpiękniejsze miejsce, w którym byłem z rakietą tenisową w ręku, to…

 

Monte Carlo

 

Gdybym nie został trenerem tenisa…

 

Budowałbym domy.

 

Największe marzenie?

 

Wygrać z zawodnikiem turniej wielkoszlemowy.

 

 

Z Marcelem du Coudray rozmawiał Jarek Truchan.