Od hokeja przez debla aż do zwycięstwa nad Fritzem?

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz i imprezy ATP Masters 1000 to dobrana para. W Indian Wells, Miami czy Madrycie Polak udowodnił, że ręka mu przed nikim nie zadrży i nie ma rywala, z którym nie potrafiłby nawiązać walki. Co więcej, w spotkaniu z Taylorem Fritzem napędzać powinna go chęć rewanżu za porażkę sprzed niespełna dwóch miesięcy. 

Nasz reprezentant nie może narzekać w Kanadzie na brak zajęć. Do Montrealu musiał przyjechać wcześniej, gdyż wydawało się, że do turnieju głównego będzie przebijać się przez kwalifikacje. Został już nawet rozstawiony w nich z numerem jeden, dolosowano mu rywala, aż tu nagle z rywalizacji wycofał się Kevin Anderson. Skorzystał na tym Hurkacz, który ostatecznie uniknął gry w dwustopniowych eliminacjach. Na kort jednak wyszedł, tyle że zamiast rakiety wziął ze sobą kij i ochraniacze. Drużyna tenisistów (Hurkacza wspierali m.in. Jurgen Melzer i Oliver Marach) przegrała 2:4 z byłymi i obecnymi zawodnikami NHL. Przewaga w postaci piłki zamiast krążka i kortu zamiast lodowiska okazała się niewystarczająca. – To było szalone. Ci goście byli niesamowicie – ekscytował się po spotkaniu wrocławianin, przyznając, że przyjemnie jest od czasu do czasu znaleźć alternatywę dla tenisowej codzienności.

Podobnego zdania był Jurgen Melzer, który rzucił na dodatek znane i ochoczo powtarzane hasło, że „ostatecznie nie chodzi o wygraną, ale o dobrą zabawę”. Przed meczem 1. rundy z Taylorem Fritzem nastawienie będzie rzecz jasna zgoła odmienne. Tu będzie liczyć się tylko zwycięstwo. Dodajmy, że pierwsze w Montrealu. W zeszłorocznej edycji ,,Hubi” przegrał 6:4, 5:7, 3:6 w 1. rundzie eliminacji z Pierre-Huguesem Herbertem, a w tym roku lepsi okazali się gracze NHL i Alex De Minaur z Jordanem Thompsonem. Wątku deblowego jeszcze nie poruszyliśmy. Wydaje się on jednak mniej ciekawy, a równie nieistotny co rozgrywki hokejowe. Polak i Amerykanin John Isner stanęli po tej samej stronie siatki, jednak już w 1. rundzie lepsi od nich okazali się wspomniani Australijczycy. Ani jeden, ani drugi zbyt dużej wagi do tego meczu raczej jednak nie przykładał.

Prawdziwym sprawdzianem będzie dopiero pojedynek z Fritzem. 21-letni Amerykanin to bardzo wymagający przeciwnik. Dość powiedzieć, że w rankingu ATP właśnie awansował na 25. miejsce – najwyższe w karierze. Paradoksalnie, pocieszać się można ostatnim meczem Polaka i Amerykanina. Hurkacz przegrał 4:6, 6:7(5), ale po ostatniej piłce długo dyskutowano na temat całej masy niewykorzystanych szans w pierwszym secie. A później wiadomo: ,,gdyby jedną z nich wykorzystał, to…”. Po meczu w Montrealu wolelibyśmy się cieszyć ze zwycięstwa, a nie gdybać.

Pierwsze piłki spotkania Hurkacz – Fritz około godziny 21.30 polskiego czasu. Areną pojedynku będzie skromny kort numer pięć. Natomiast relację z meczu znajdzie oczywiście na naszym portalu.