Od sportowej emerytury do wielkoszlemowego finału – niesamowita historia Filipa Polaszka

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: baseline.tennis.com, własne, foto: AFP

Filip Polaszek wystąpi u boku Ivana Dodiga w finale Australian Open. Słowak stanie w wieku 35 lat przed szansą na pierwszy wielkoszlemowy tytuł, choć w 2013 roku ogłosił zakończenie kariery ze względu na problemy zdrowotne. Historia jego powrotu umknęła oczom wielu obserwatorów, choć zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Pochodzący ze Zwolenia, ale mieszający w Bratysławie Viktor Polaszek, jest jednym z czołowych deblistów. Usłyszeć można było o nim po raz pierwszy już kilkanaście lat temu. Pod koniec pierwszej dekady XXI wieku osiągał swoje pierwsze finały cyklu ATP Tour i zdobywał pierwsze tytuły.

Jego kariera rozwijała się stabilnie. Do końca 2013 roku zdobył jedenaście tytułów w zawodach głównego cyklu i był notowany w czołowej dwudziestce rankingu ATP. W 2012 roku, podczas US Open, osiągnął pierwszy ćwierćfinał wielkoszlemowy. Jednakże z końcem sezonu 2013 obiecującą karierę przerwały poważne problemy zdrowotne.

Słowak zmagał się z obluzowanymi dyskami w kręgosłupie. Te powodowały uciski na nerwy, przez co Polaszek nie mógł chociażby obciążać bezboleśnie lewego kolana. Postanowił zatem porzucić profesjonalny sport i zająć się trenowaniem dzieci w jednym ze słowackich klubów.

Wszystko uległo jednak ponownej zmianie w 2018 roku. Mike Bryan przyjechał wiosną tegoż roku na Słowację, ponieważ był zaproszony na odbywające się tam wesele. W tym czasie postanowił zadbać o kondycję, trenując właśnie z Polaszkiem. Widząc, że Słowak radzi sobie nieźle, pół żartem, pół serio, zaproponował mu, aby pomyślał o powrocie.

Zmotywowało to bratysławianina, by rzeczywiście spróbować. Zgłosił się do klubowych rozgrywek w Niemczech. Podczas gry czuł się dobrze, nie czuł żadnych dolegliwości, więc podjął decyzję o powrocie do profesjonalnego sportu. Zaczynać musiał od zera, ponieważ po tak długiej przerwie nie mógł liczyć na „zamrożony ranking”.

Wykazał się jednak pokorą i determinacją. Bardzo szybko zaczął odbudowywać utraconą pozycję. Pod koniec czerwca 2018 pojawił się z powrotem w rankingu ATP – na 1192. miejscu. Jednakże na koniec tego roku był już 163. Kolejne sezony i współpraca na korcie z Chorwatem Ivanem Dodigiem, to historia wręcz filmowa.

Przebijając najśmielsze oczekiwania Polaszek nie tylko odbudował ranking, ale i zaczął osiągać największe sukcesy w karierze. W pierwszym od niemal sześciu lat występie wielkoszlemowym – na Wimbledonie w 2019 roku – osiągnął półfinał. Krótko później w Cincinnati zdobył pierwszy tytuł w turnieju rangi Masters 1000, a na koniec sezonu zadebiutował w zawodach ATP Finals.

Sezon 2020 zaczął od półfinału Australian Open. Kolejne jego miesiące tak udane nie były, ale trzeba pamiętać, że z powodu wybuchu pandemii był to rok bardzo nietypowy.

Teraz Słowak znów rewelacyjnie spisuje się wraz z Dodigiem w Melbourne. W niedzielę podejmą w finale Rajeeva Rama i Joe Salisbury’ego, co oznacza, że urodzony w Zwoleniu tenisista może sięgnąć po pierwszy wielkoszlemowy tytuł. Ponad siedem lat po tym, jak żegnał się z profesjonalnym sportem.