Palermo. Turniej, na który czekaliśmy pięć długich miesięcy

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Bez Simony Halep, Karoliny Pliszkovej czy Kiki Bertens, ale mimo to z ośmioma zawodniczkami z czołowej 30 rankingu WTA – tak wygląda obsada pierwszego turnieju WTA po pięciomiesięcznej przerwie. W Palermo zagrają też najlepsze włoskie tenisistki – Camila Giorgi i Sara Errani. To świetna informacja dla miejscowych kibiców, którzy zdążyli wykupić już niemal wszystkie bilety. 

Z numerem jeden w turnieju wystąpi Chorwatka Petra Martić, choć… sama w to nie wierzyła. – Bardzo cieszę się z tego, że tu jestem i wszystko zaczyna się od nowa. Szczerze mówiąc, jeszcze tydzień temu w to nie wierzyłam – powiedziała była podopieczna Sandry Zaniewskiej. Podobne słowa będą wybrzmiewać pewnie często w kolejnych dniach. Sytuacja wciąż jest bowiem niepewna. Równocześnie napływają informacje o nowych turniejach w kalendarzu i o tych wykreślanych z rozpiski. Turniej w Palermo ma potwierdzić, że świat tenisa znów jest gotowy do walki o rankingowe punkty. Przeszkodzić nie mogą nawet nowe przypadki zakażeń koronawirusem wśród tenisistów. Nikt się przecież nie łudzi, że zawodnicy w jakiś cudowny sposób przed nim uciekną. Wirus dopada przedstawicieli każdej grupy zawodowej i tenisiści nie są wyjątkiem.

W Palermo pozytywny wynik testu na koronawirusa otrzymała Bułgarka Wiktoria Tomowa. W żaden sposób nie zakłóciło to jednak przebiegu pierwszego dnia zmagań w kwalifikacjach. Tomową zastąpiła Daniela Seguel, a wszystkie pozostałe mecze odbyły się zgodnie z planem. Dla polskich kibiców najważniejszy był ten z udziałem Magdaleny Fręch. Nasza reprezentantka niestety przegrała 6:2, 2:6, 4:6 z Kają Juvan.

W turnieju głównym nie zobaczymy zatem ani Fręch, ani żadnej innej Polki. Iga Świątek i Magda Linette, które miałyby w nim pewne miejsce dzięki rankingowi, pominęły sycylijski turniej w swoich planach.  Linette wróci do rywalizacji najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu podczas turnieju w Lexington, w którym udział planuje też m.in. Serena Williams. Iga Świątek chciała natomiast wznowić starty w Waszyngtonie, ale to jeden z tych turniejów, które wykreślono z kalendarza. Bardzo możliwe, że warszawiankę zobaczymy na korcie dopiero 21 sierpnia, kiedy ruszy Western&Southern Open, rozgrywane w tym roku wyjątkowo nie w Cincinnati, a w Nowym Jorku.

Wracając do Palermo, organizatorzy liczyli na przyjazd kilku tenisistek ze ścisłej światowej czołówki. Najwięcej mówiło i pisało się o Simonie Halep, ale brano pod uwagę również występ Karoliny Pliszkovej i Kiki Bertens, która w zeszłym roku dotarła do finału. Z różnych powodów żadna z nich ostatecznie na Sycylię nie dotarła. Nie oznacza to jednak, że obsada zawodów jest słaba. Wręcz przeciwnie – jest mocna, tyle tylko, że spodziewano się jeszcze mocniejszej. Dość powiedzieć, że poprzednią edycję wygrała sklasyfikowana wówczas na 90. pozycji Jill Teichmann. Pozycja w ogonie pierwszej setki wystarczyła Szwajcarce, by zostać rozstawioną z numerem osiem. W tegorocznej edycji z takim rankingiem ledwo co załapałby się do turnieju głównego, a rozstawiona z numerem osiem Jekaterina Aleksandrowa zajmuje 27. miejsce w rankingu. Różnica jest więc ogromna.

Petra Martić, Donna Vekić, Marketa Vondrouszova czy Dajana Jastremska – to jedne z największych gwiazd 31. edycji włoskiej imprezy. Na starcie pojawią się też reprezentantki gospodarzy: Camila Giorgi, Sara Errani oraz świeżo upieczona mistrzyni Włoch – Jasmine Paolini. To właśnie Włoszki będą zapewne najgłośniej dopingowane przez miejscowych kibiców. Łącznie do sprzedaży trafiło 2250 wejściówek. Skorzystają z nich jednak tylko ci kibice, którzy będą mieć temperaturę nie wyższą niż 37,5 stopnia. W przeciwnym razie zostaną odesłani z powrotem do domu. – Na organizatorach turnieju w Palermo ciąży olbrzymia odpowiedzialność – ocenił szef WTA Steve Simon. Pozostaje więc mieć nadzieję, że zapowiedzi znajdą pokrycie w rzeczywistości i Włosi wszystkiego dopilnują.

Pierwsze mecze turnieju głównego już w poniedziałek. Po pięciu miesiącach przerwy stawką spotkań czołowych zawodniczek znów będą rankingowe punkty. To gwarancja walki do upadłego i wspaniałych emocji, których na pewno brakowało każdemu kibicowi.