Paryż: zapowiedź dwunastego dnia

/ Tomasz Krasoń, źródło: wtatennis.com/własne, foto: AFP

W czwartek oczy kibiców tenisa będą zwrócone w kierunku Marii Szarapowej. 25-letnia Rosjanka walczyć będzie bowiem nie tylko o pierwszy w karierze awans do finału Roland Garros, ale również o powrót na fotel liderki rankingu WTA. Do osiągnięcia drugiego celu potrzebuje „tylko” zwycięstwa nad Petrą Kvitovą. W drugim półfinale (chronologicznie pierwszym) Samantha Stosur zmierzy się z Sarą Errani.

Mecz dnia WTA: Maria Szarapowa (Rosja, 2) – Petra Kvitova (Czechy, 4)

Dla Szarapowej Paryż nigdy nie był szczególnie szczęśliwy. Sama twierdziła, że na mączce porusza się jak krowa na lodzie, a słowa te potwierdzają jej wyniki – „tylko” dwa półfinały i kilka zaskakujących porażek. Teraz Masza jest już jednak inną tenisistką – pewniejszą, bardziej dojrzałą, poruszającą się po ceglanych kortach z odpowiadającej jej wizerunkowi gracją. W tym roku na mączce grała świetnie, dzięki czemu zdobyła tytuły w Stuttgarcie i Rzymie. W drodze do paryskiego półfinału przytrafił jej się tylko jeden słabszy etap. Mowa o meczu czwartej rundy z Klarą Zakopalovą. Szarapowa przezwyciężyła jednak problemy i teraz staje przed życiową szansą. To dość mocne określenie w kierunku tenisistki, która ma na koncie trzy wielkoszlemowe triumfy, ale w najbliższych dniach Masza ma bardzo wiele do ugrania. Po pierwsze może po raz pierwszy w karierze awansować do finału Roland Garros. Po drugie dwa wygrane mecze pozwolą jej skompletować wszystkie triumfy wielkoszlemowe. I po trzecie – zwycięstwo z Kvitovą zapewni jej powrót na szczyt listy rankingowej, której nazwisko rosyjskiej gwiazdy nie otwierało od 2008 roku.

Z Kvitovą nie będzie jednak łatwo. Szarapowa na pewno ma w pamięci dosyć gładką porażkę w finale ubiegłorocznego Wimbledonu. Mecz, który otworzył Czeszce drogę do panteonu tenisowych sław, Rosjankę przystopował na kilka miesięcy. Pozbierała się w tym sezonie – zrewanżowała się Kvitovej podczas półfinału Australian Open, a później dołożyła jeszcze jedno zwycięstwo, na mączce w Stuttgarcie. W Paryżu leworęczna Czeszka nie mogła się porządnie sprawdzić. Nie mierzyła się bowiem z ani jedną zawodniczką klasyfikowaną choćby w czołowej pięćdziesiątce. Mimo tego Kvitova i tak traciła sety – z Niną Braczikową i Jarosławą Szwedową.

Mecz dnia WTA nr 2: Samantha Stosur (Australia, 6) – Sara Errani (Włochy, 21)

O ile starcie Szarapowej z Kvitovą będzie pojedynkiem dwóch tenisistek prezentujących na korcie niezwykle mocne i płaskie zagrania, o tyle spotkanie Australijki z Włoszką można śmiało mianować meczem top spinów. Obie swoim uderzeniom nadają bowiem bardzo dużo rotacji. Stosur zaczyna od podania. Na jej kick serwis narzekała Dominika Cibulkova, żaląc się, że przy jej wzroście musiała stawać trzy metry za kortem, by w ogóle dosięgnąć piłki. Jak wiadomo, Errani również nie należy do rosłych tenisistek (zaledwie 164 centymetry). I to właśnie warunki fizyczne przechylić szalę zwycięstwa na stronę Australijki. Jest ona nie tylko wyższa, ale również silniejsza i bardziej wytrzymała. Na dodatek jako jedyna w całym turnieju nie straciła jeszcze seta. I pomimo dość słabej psychiki i problemów z wytrzymywaniem presji jest o wiele bardziej doświadczona od Włoszki w meczach o stawkę. W obliczu walki o wielkoszlemowy finał bazująca na precyzji i kąśliwości uderzeń Errani może okazać się nieskuteczna. Za Stosur przemawia również bezpośrednich pojedynków – 5:0. Włoszka, która w tym roku zdobyła już trzy tytuły w cyklu WTA, wygrała z Australijką zaledwie jednego seta. Turniejowa „szóstka” jest więc faworytką do powtórzenia sukcesu z 2010 roku, kiedy to grała w finale Roland Garros.