Pianista, syn rzeźnika

/ Artur Rolak , źródło: własne, foto: AFP

– Jest jednym z liderów następnego pokolenia: on, Felix i Hurkacz – powiedział w sobotę Novak Dźoković. Auger-Aliassime odpadł. Hubert niestety też, a najmłodszym tenisistą, który przetrwał do drugiego tygodnia Wimbledonu, został właśnie „on”: Ugo Humbert.

Na oko widać, że mańkut. To żadna wada, a w tenisie wręcz zaleta – Rafael Nadal czy Petra Kvitova na pewno zaświadczą. Koledzy z kortu mówią o Francuzie, że jest cichy i nieśmiały. Na dodatek artystyczna dusza. Kiedy był chłopcem, nie chciał rosnąć i musiał – na szczęście nie na zawsze – odłożyć rakietę na bok. Przestawił się na grę na fortepianie, potem doszła jeszcze gitara. Muzyka miała ukoić smutek po tenisie, ale z czasem zaburzenia ustąpiły, a Ugo wrócił na kort i wyrósł na 188 centymetrów.

Czy zrobiłby karierę jako pianista, już się nie dowiemy. Jako tenisista radzi sobie całkiem przyzwoicie. W zeszłym roku o tej porze był 290. na świecie i dopiero 25. we Francji. W tym czasie wygrał futuresa ITF, cztery challengery ATP, w Marsylii po raz pierwszy awansował do półfinału turnieju głównego touru i w efekcie jest 66. w rankingu (w maju był nawet 61.).

Z finansowaniem treningów nie miał problemów, bo we Francji wyjątkowo dobrze potrafią dbać o talenty tenisowe. Jeśli ktoś czegoś nie poplątał w tłumaczeniu, to w siedzibie federacji specjalnie dla Humberta ustawiono pianino albo fortepian, co po angielsku na jedno wychodzi, aby mógł się zrelaksować.

Komfort miał zawsze, bo dzięki rodzicom nie musiał się martwić o sprawy przyziemne. Państwo Eric i Anne Humbertowie prowadzą znane w Metzu delikatesy mięsno-wędliniarskie. Gdyby ktoś się wybierał, podaję adres – 8 Rue du Grand Cerf.

Dźoković chwali chętnie, ale na kolejny koncert podczas tegorocznego tournee po Wimbledonie Humbertowi już nie pozwolił. Palców klapą wprawdzie mu nie przytrzasnął, za to schował nuty i nie pozwolił zagrać tego, co Francuz sobie zaplanował. Przy okazji wyszło, jak dobrze przeciwko Serbowi zagrał Hurkacz.