Podsumowanie Tenisklubu. Historyczne otwarcie sezonu

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Pierwszy kwartał 2019 roku przeszedł do historii. Były to trzy niezwykłe miesiące, nie tylko ze względu na poziom tenisa, ale przede wszystkim z uwagi na rozstrzygnięcia. W czternastu turniejach wyłoniło się czternaście różnych mistrzyń.

Pierwszy kwartał bieżącego sezonu obfitował w wiele emocji i dobrej gry. Niektóre zawodniczki poznały smak zwycięstwa w całym turnieju, inne przypomniały sobie to uczucie. Jednak nie było takiej tenisistki, która w tych trzech miesiącach wzniosłaby trofeum dwukrotnie. Zdarzyło się to pierwszy raz w historii. Z tego też powodu trudno wskazać wyróżniającą się postać w damskim tourze, choć na pewno jest kilka pretendentek.

Podsumowując pierwszy kwartał 2019 roku, nie można zapomnieć o największym turnieju, który się odbył. Mistrzynią australijskiego szlema została Naomi Osaka i tym samym objęła prowadzenie w rankingu WTA. To z pewnością jedno z najważniejszych wydarzeń w tenisowym świecie minionych trzech miesięcy. Japonka udowodniła, że zwycięstwo w US Open to nie był przypadek. 21-latka z Osaki na fotelu liderki zasiada do dziś, choć jej obecna forma nie zachwyca. Po Australian Open nie wygrała więcej niż dwóch pojedynków z rzędu. Być może związane jest to ze zmianą trenera. Po owocnej współpracy Osaka rozstała się z Saschą Bajinem, a obecnie jej szkoleniowcem jest Jermaine Jenkins.

Co do pretendentek, to na pierwszy plan wysuwa się Petra Kvitova. Świadczy o tym nie tylko prowadzenie w rankingu WTA Race, ale też liczba meczów o mistrzostwo zagranych przez Czeszkę. Dwukrotna mistrzyni Wimbledonu dotarła do trzech finałów (Sydney, Australian Open, Dubaj). Wygrała pierwszy z nich, a w dwóch kolejnych musiała uznać wyższość Naomi Osaki i Belindy Bencic. Kvitova od początku sezonu prezentuje wysoką formę, kilka razy miała szansę zostać liderką rankingu, jednak zazwyczaj w decydującym o tym meczu przegrywała. Nie zmienia to faktu, że gwiazda Czeszki świeciła najjaśniej w pierwszym kwartale roku.

Udane występy na kortach twardych zanotowała także rodaczka Kvitovej – Karolina Pliszkova, która zagrała w dwóch finałach w tym roku i dotarła do półfinału w Melbourne. Finalistka US Open 2016 triumfowała w Brisbane, z kolei w Miami uległa Ashleigh Barty. Australijka odniosła największy sukces w karierze, dzięki któremu zadebiutowała w Top 10 rankingu. Tenisistka z Ipswich to także jedna z czołowych postaci początku sezonu. Oprócz zwycięstwa w Miami Open, zagrała w finale w Sydney, a także osiągnęła ćwierćfinał Australian Open.

Inną marcową imprezę rangi Premier Mandatory wygrała Bianca Andreescu. 18-letnia Kanadyjka została najmłodszą triumfatorką turnieju w Indian Wells od czasu Sereny Williams w 1999 roku. Tenisistka rumuńskiego pochodzenia zwyciężyła w kalifornijskiej imprezie jako pierwsza grająca z „dziką kartą”. Andreescu dała o sobie znać także na początku roku, kiedy to dotarła do finału w Auckland. Premierowy tytuł zdobyła jednak w Indian Wells, tak jak przed rokiem Naomi Osaka. Czy Kanadyjka pójdzie w ślady Japonki?

Oprócz Andreescu smak triumfu poznały też Sofia Kenin (Hobart) oraz Yafan Wang. Amerykanka była ponadto w finale w Acapulco, gdzie triumfowała właśnie Chinka.

Ważną postacią pierwszego kwartału w zmaganiach kobiet była również Belinda Bencic. Szwajcarka w wielkim stylu wygrała imprezę w Dubaju. Zwycięską passę (12 wygranych z rzędu) kontynuowała też w Indian Wells, gdzie odpadła dopiero w półfinale z Angelique Kerber. Autorką drugiej najdłuższej serii zwycięstw była Petra Kvitova (11), a podium zamykają Bianca Andreescu i Karolina Pliszkova (po 10).

Poza wyżej wymienionymi zawodniczkami, najwyższe trofea powędrowały także do Aryny Sabałenki (Shenzhen), Julii Goerges (Auckland), Dajany Jastremskiej (Hua Hin), Kiki Bertens (St. Petersburg), Elise Mertens (Doha) oraz Alison Van Uytvanck (Budapeszt).

Poza walką o kolejne tytuły, wydarzeniem wartym odnotowania był chwilowy powrót (na miesiąc) Sereny Williams do czołowej „dziesiątki”. Amerykanki nie było tam od lipca 2017 roku. Z kolei jej przyjaciółka Caroline Wozniacki, która zmaga się głównie z chorobą i kontuzjami niż z rywalkami, wypadła z Top 10 pierwszy raz od maja 2017 roku.

Kolejna część sezonu zapowiada się niezwykle ciekawie. Wydaje się, że na mączce dojdą do głosu jeszcze inne zawodniczki. Simona Halep i Angelique Kerber są poważnymi kandydatkami do największych sukcesów. Pierwsza będzie bronić tytułu na Roland Garros, druga stanie przed szansą na skompletowanie karierowego szlema. Czy kolejny kwartał przyniesie niespodzianki i „nowe” mistrzynie turniejów? O tym przekonamy się już wkrótce!