Polski tenis 2012: kolejny najlepszy rok w historii

/ Michał Jaśniewicz, źródło: Informacja prasowa PZT, foto: pzt.pl

Drugi rok z rzędu nasi tenisiści wyrównywali lub poprawiali najlepsze wyniki w historii tej dyscypliny sportu w Polsce. Agnieszka Radwańska, podobnie jak Jadwiga Jędrzejowska w 1937 r., wystąpiła w finale Wimbledonu, i osiągnęła pozycję wiceliderki światowego rankingu. Krakowianka czwarty z pięciu ostatnich sezonów kończy w pierwszej dziesiątce świata, a w pierwszych setkach singla i debla mamy aż ośmioro biało-czerwonych.

Wśród mężczyzn, po niemal dekadzie „panowania” Łukasza Kubota, numerem 1 w Polsce (26. w świecie) został 22-letni Jerzy Janowicz, którego talent eksplodował podczas prestiżowego turnieju w paryskiej hali Bercy.

23-letnia Agnieszka Radwańska dojrzała zarówno jako sportowiec, jak i człowiek, i ustabilizowała formę na poziomie pierwszej czwórki świata. Po udanej końcówce sezonu 2011 (tydzień po tygodniu wygrała wtedy dwa duże turnieje – w Tokio i Pekinie, skończyła rok jako nr 8), rzadko przegrywała wiosną 2012. Aż do majowego turnieju w Rzymie jedyną pogromczynią Polki (a raczej nawet zmorą…) była liderka rankingu WTA, Wiktoria Azarenka – Białorusinka pokonała ją w tym okresie aż 6 razy! Jednak tytuły zdobywane w Dubaju, Miami i Brukseli dawały naszej najlepszej tenisistce awanse na najwyższe w karierze miejsca w świecie – szóste, piąte, czwarte, trzecie… A pierwszy wielkoszlemowy finał, przegrany na Wimbledonie po zaciętej walce z Sereną Williams, uczynił z niej nawet (na 3 tygodnie) wicekrólową kobiecego tenisa.

Druga połowa sezonu Radwańskiej była ciut słabsza (bez tytułu – 1 finał, 1 półfinał, 3 ćwierćfinały). Największy zawód kibice przeżyli przez nią podczas igrzysk olimpijskich. Niespełna miesiąc po historycznym wyniku na londyńskiej trawie Agnieszka odpadła na tych samych kortach już w I rundzie… Zaskakującej porażki singlowej nie powetowała sobie w deblu ani w mikście, a cała nasza aż 7-osobowa tenisowa reprezentacja olimpijska wygrała zaledwie 2 mecze (Urszula Radwańska w singlu i debel sióstr).

Agnieszka zakończyła jednak rok mocnym akcentem, awansując po raz pierwszy w karierze do półfinału Mistrzostw WTA. Polka pewnie usadowiła się na czwartym miejscu w światowej hierarchii – za Wiktorią i Sereną, z którymi nie była w stanie wygrać, oraz Marią Szarapową, a przed Anqelique Kerber, Sarą Errani czy Petrą Kvitovą, z którymi bilans ma dodatni. W ciągu roku zarobiła swoje rekordowe ponad 4 mln dol., w trwającej od 2006 zawodowej karierze przekroczyła 11 mln.

Za plecami naszej rakiety nr 1 też kilka ciekawych awansów. Po kilku latach borykania się z kontuzjami najlepszy sezon w karierze miała Urszula Radwańska. 22-letnia młodsza siostra Agnieszki wskoczyła z drugiej setki do trzeciej dziesiątki świata, głównie dzięki znakomitym występom latem na trawie (dwa pierwsze w życiu finały turniejów WTA Tour, w Nottingham i s’Hertogenbosch) oraz jesienią na kortach twardych w Azji (półfinały w Taszkiencie i Guangzhou). Mamy też nowe nr 3 i 4 – Sandrę Zaniewską (20 lat, WTA 160, zadebiutowała w Wielkim Szlemie po zwycięskim przejściu eliminacji na Wimbledonie) i Paulę Kanię (20 lat, nr 219, wygrała deblowy turniej WTA w Taszkiencie). Poprzednia polska liderka (kto jeszcze pamięta, że w 2006 roku była na 37. miejscu w świecie…), Marta Domachowska, w wieku 26 lat ustabilizowała się niestety na poziomie challengerowo-ITF-owskim, czyli w trzeciej setce (koniec 2011: 158 – koniec 2012: 229). Zatrzymały się, a nawet cofnęły kariery Magdy Linette (końce trzech ostatnich lat: 194 – 259 – 296) i Katarzyny Piter (242 – 324 – 358), z którymi wiązano duże nadzieje gdy kończyły starty w gronie juniorek.

Inna sprawa, że młodym polskim tenisistkom (i tenisistom) znacznie trudniej zdobywać punkty do światowego rankingu obecnie, niż w poprzedniej dekadzie. Po naszych turniejach WTA Tour w Warszawie i ATP/WTA w Sopocie pozostało tylko wspomnienie…, a międzynarodowych imprez najniższej rangi (ITF Circuit) zorganizowano w Polsce w 2012 roku zaledwie 3 dla pań (o bardzo skromnej łącznej puli nagród – 60 tys. dol.) i 6 dla panów (80 tys.). Organizacyjnie, honoru polskiego tenisa bronią 2 męskie challengery ATP – poznański (35 tys. dol.), a zwłaszcza szczeciński (125 tys.), który obchodził w tym roku 20-lecie.

Kończąc wątek naszych zawodowych tenisistek wypada wspomnieć o deblistkach. Klaudia Jans-Ignacik i Alicja Rosolska praktycznie już razem nie grają, przygotowały się tylko do wspólnego (pechowo nieudanego) startu w igrzyskach. Sportowo zwłaszcza pierwszej z nich „rozstanie” wyszło na dobre – skończyła sezon na najwyższym miejscu w karierze. 28-letnia Klaudia jest 29. w świecie, dzięki zdobyciu (z różnymi partnerkami) 2 tytułów w WTA Tour (Strasburg i Montreal). Rok młodsza Alicja zajmuje 44. pozycję, wystąpiła w 2012 r. w 2 finałach (Bruksela i Quebec City).

W Pucharze Federacji nasza reprezentacja, choć z A. Radwańską w składzie, ani nie awansowała, ani nie spadła. W rozegranym już tradycyjnie w izraelskim Eljacie multi-turnieju Grupy I w Strefie Euro-Afrykańskiej wygraliśmy z Rumunią, Chorwacją i Luksemburgiem, przegraliśmy ze Szwecją (w decydującym o promocji do Grupy Światowej deblu siostry Radwańskie uległy Sofii Arvidsson i Johannie Larsson).

Wśród panów pozycję numer jeden po ośmiu latach panowania stracił Łukasz Kubot. 30-letni tenisista wprawdzie trzeci rok z rzędu utrzymał miejsce w pierwszej setce (w kwietniu 2010 był nawet nr 41 ATP, rok 2011 skończył na miejscu 57., a 2012 na 74.), ale wyprzedził go, i to znacznie, osiem lat młodszy Jerzy Janowicz. Eksplozja talentu dysponującego wspaniałymi warunkami fizycznymi (204 cm!) łodzianina była tylko kwestią czasu, bo to przecież dwukrotny wicemistrz Wielkiego Szlema (US Open i Roland Garros) w kategorii do lat 18. W połowie sezonu 2012 wygrał 3 challengery ATP (Rzym, Scheveningen i Poznań), ale przede wszystkim przeszedł zwycięsko eliminacje Wimbledonu i w wielkoszlemowym seniorskim debiucie miał meczbole na 1/8 finału! Dało mu to pierwszy w karierze awans do czołowej setki światowego rankingu, a w ostatnich tygodniach sezonu przekroczył kolejne bariery. Ćwierćfinał w Moskwie był przedsmakiem tego, co za sprawą trzeciego pod względem wzrostu tenisisty ATP Tour (wyżsi są tylko Ivo Karlović – 208 i John Isner – 206) przeżyli polscy kibice podczas turnieju z cyklu Masters 1000 w Paryżu. Fachowcy przecierali oczy, że regularnie serwujący z prędkością ponad 230 km/h polski drągal jest tak sprawny, sprytny i wszechstronny, światowe media pytały skąd się w ogóle wziął, a nasz „Jerzyk” rozegrał 8 meczów w ciągu 9 dni, pokonał 5 rywali z Top 20, w tym mistrza olimpijskiego i US Open, Andy’ego Murraya (nr 3 ATP), i uległ dopiero w finale Davidowi Ferrerowi (nr 5).

Niesamowity tydzień w hali Bercy dał Janowiczowi awans do pierwszej „30” światowego rankingu, co oznacza, że w sezonie 2013 zagra bez eliminacji w dowolnym turnieju, a w Wielkich Szlemach będzie rozstawiany! Takiego tenisisty nie mieliśmy od czasów Wojciecha Fibaka w latach 70. XX wieku. Od lutego 2012 Jerzy poprawił się o ponad 200 miejsc (243 – 26), a nagrody dla Odkrycia Roku ATP Tour nie dostał chyba tylko dlatego, że głosowanie odbywało się przed turniejem w Bercy… Za ten jeden start Polak zarobił blisko milion złotych – ponad połowę tego, co w całej zawodowej karierze. Oznacza to wreszcie koniec kłopotów finansowych zawodnika, który jeszcze na początku sezonu musiał zrezygnować ze startów na Antypodach i Bliskim Wschodzie, bo nie było go stać na dalekie podróże. A „Jerzykomania”, jaka wybuchła nad Wisłą w listopadzie, z pewnością zaowocuje też intratnymi kontraktami sponsorskimi dla chłopaka, który ma wszelkie dane – także jako osobowość – by stać się idolem na miarę Adama Małysza.

Pozostali najwyżej klasyfikowani nasi singliści nie mogą zaliczyć sezonu do udanych. 28-letni Michał Przysiężny (268 ATP na koniec roku) wciąż ma problemy zdrowotne, powodujące przerwy w występach, i nie może wrócić do dyspozycji z 2010 roku, kiedy był nawet w Top 100, tuż za Kubotem. Pozostali Polacy klasyfikowani w pierwszej „500” świata, zaledwie dwaj – Marcin Gawron (316) i Grzegorz Panfil (477) – wciąż nie mogą się wydobyć z zaklętego kręgu futuresów ITF, choć obaj ci 24-letni dziś gracze to podobnie jak Janowicz juniorscy finaliści Wielkich Szlemów.

Solidną „firmą” w polskim tenisie męskim pozostaje debel Mariusz Fyrstenberg, Marcin Matkowski. Od dziesięciu lat wygrywają przynajmniej jeden turniej w roku. O ile jednak poprzednio najlepiej grali w końcówkach sezonów, tym razem szczyt formy mieli niespodziewanie wiosną, kiedy zdobyli 2 tytuły tydzień po tygodniu. W Barcelonie triumfowali bardzo szczęśliwie, wygrywając wszystkie 4 mecze dzięki super tie breakom, a w Madrycie odnieśli największy sukces we wspólnej karierze, bo w wielkim turnieju z cyklu Masters 1000. Po raz pierwszy od czterech lat zabrakło ich jednak w elitarnych ATP World Tour Finals dla 8 najlepszych par sezonu – z ostatniego premiowanego awansem miejsca dali się zepchnąć Maheshowi Bhupatiemu i Rohanowi Bopannie dosłownie w ostatniej chwili, przegrywając z nimi w ćwierćfinale w Bercy, oczywiście po… super tie breaku.

Popularni „Frytka” i „Matka” nie zawiedli za to w daviscupowej reprezentacji. Nasza drużyna, w najsilniejszym składzie – z Kubotem i Janowiczem w singlach, wszystkie 3 mecze (kolejno z Madagaskarem w Warszawie, Estonią w Inowrocławiu i Białorusią w Łodzi) rozstrzygała już w soboty (prowadząc 3-0 po deblu). W efekcie, po najkrótszej z możliwych, rocznej „banicji” wróciliśmy do Grupy I Pucharu Davisa (światowa druga liga), i mamy realną szansę na kolejny historyczny awans – do Grupy Światowej, w której nigdy jeszcze nie graliśmy.

A skoro o historycznych osiągnięciach mowa, to warto dodać, że w 2012 roku polski tenis zanotował bezprecedensowe aż 3 wielkoszlemowe finały w jednym sezonie. Oprócz Agnieszki Radwańskiej w singlowym Wimbledonie nasi reprezentanci grali też w meczach decydujących o tytułach w mikście na Roland Garros (Klaudia Jans-Ignacik w parze z Meksykaninem Santiago Gonzalezem) i w US Open (Marcin Matkowski z Czeszką Kvetą Peschke). Nikt z Polaków nie wygrał, i jedynym wielkoszlemowym zwycięzcą pozostaje Wojciech Fibak, który triumfował w deblu w Australian Open 1978 (w parze z Kimem Warwickiem). Wiele wskazuje, że w sezonie 2013 ktoś z naszej elitarnej ósemki wreszcie powtórzy to osiągnięcie…


LICZBY
POLSKIEGO TENISA

2 miejsce Agnieszki Radwańskiej w światowym rankingu (najwyższe w historii polskiego tenisa), zajmowane przez 3 tygodnie 2012 roku (na przełomie sierpnia i września).

3 wielkoszlemowe finały z udziałem Polaków (rekord) w sezonie 2012: singiel – A. Radwańska (Wimbledon) oraz mikst – K. Jans-Ignacik (Paryż) i M. Matkowski (Nowy Jork).

5 milionów złotych wyniósł budżet PZT w kończącym się roku. 45% wydano na sport wyczynowy, 12% na sport młodzieżowy, 6% na sport powszechny, 17% na realizację imprez (Davis Cup, Fed Cup, Mistrzostwa Polski) i programów (m.in. Tenis 10, Talentiada) oraz utrzymanie ośrodków szkolenia, 20 % na administrację.

7 wielkoszlemowych tytułów zdobyli polscy juniorzy w ciągu ostatnich 10 lat.

8 osób (najwięcej w historii polskiego tenisa) klasyfikowanych w pierwszych setkach rankingów WTA i ATP na koniec sezonu 2012: Agnieszka Radwańska (4 S), Urszula Radwańska (31 S), Klaudia Jans-Ignacik (29 D), Alicja Rosolska (44 D); Jerzy Janowicz (26 S), Łukasz Kubot (74 S i 39 D), Mariusz Fyrstenberg (15 D), Marcin Matkowski (16 D).

10 rocznych grantów indywidualnych w wysokości po 18 tys. zł przyznaje PZT wybranym tenisistkom i tenisistom w wieku 15-19 lat.

12 tysięcy zł rocznie kosztuje (szacunkowo) szkolenie 8–10-letniego przyszłego zawodnika.

14 indywidualnych turniejów o mistrzostwo Polski odbywa się rokrocznie pod auspicjami PZT (do lat 12, 14, 16, 18, 21, seniorów, amatorów – każdy w sezonie letnim i w halowym).

18 miejsce zajmuje PZT wśród 71 polskich związków sportowych pod względem wysokości dotacji (2,5 mln) Ministerstwa Sportu i Turystyki na sport wyczynowy. Przed tenisem są m.in.: hokej na trawie, łyżwiarstwo szybkie, podnoszenie ciężarów, strzelectwo, zapasy…

35 tysięcy złotych rocznie (0,7% budżetu) wydaje PZT na utrzymanie Zarządu. W praktyce jest to tylko zwrot kosztów za dojazdy na posiedzenia (8–10 w roku). Wszyscy członkowie Zarządu (9 osób) pełnią w nim funkcje społecznie.

250 tysięcy osób gra w tenisa (szacunkowo). Licencje PZT wykupiło w 2012 r. ok. 5,2 tys.: ponad 2 tys. zawodniczych (od 10 lat), 2,2 tys. w programie Tenis 10, 1 tys. amatorskich (atp).

272 licencjonowanych sędziów tenisowych w 2012 roku

436 kortów (w tym 209 krytych) jest w Warszawie, w 128 klubach-ośrodkach. „Spis powszechny” w całym kraju trwa (zakończenie planowane jest na marzec 2013), szacunkowo mamy co najmniej 3000 kortów w ponad 700 miejscach.

528 tysięcy złotych dostał Jerzy Janowicz od PZT w latach 2007–12 (jako członek PZT-Prokom Teamu oraz tytułem zwrotu kosztów za przygotowanie się do reprezentowania kraju w Pucharze Davisa).

535 turniejów WTK i OTK odbyło się w 2012 roku. Zorganizowano także ponad 500 imprez w rozgrywkach atp (licencjonowany ruch amatorski) i ok. 300 w programie Tenis 10.

2762 osób ma uprawnienia instruktorskie i trenerskie, w tym: 9 trenerów klasy mistrzowskiej, 78 trenerów I klasy, 452 trenerów II klasy, 2223 instruktorów.