Praga. Szafarzova zadebiutowała w nowej roli. Zastąpiła swojego byłego trenera

/ Szymon Adamski , źródło: własne / www.tenisovysvet.cz, foto: AFP

Lucie Szafarzova od ponad roku nie gra zawodowo w tenisa, ale wciąż utrzymuje bliskie relacje z niektórymi koleżankami z kortu. Jedną z nich jest Anastazja Pawluczenkowa, która zdecydowała się na udział w turnieju WTA w Pradze. Była czeska tenisistka ruszyła na pomoc osamotnionej przyjaciółce i na kilka dni została jej trenerką. 

Przez ostatnie miesiące tenis był dla Lucie Szafarzovej sprawą drugorzędną. W grudniu ubiegłego roku czeska tenisistka i jej mąż Tomas Plekanec zostali bowiem rodzicami. Szafarzova cieszy się macierzyństwem i spędzą z Leą mnóstwo czasu. Córka towarzyszy jej również podczas turnieju WTA w stolicy Czech. Szafarzova szczególnie uważnie przyglądało się meczom z udziałem Anastazji Pawluczenkowej.

– Nastia to moja przyjaciółka. Nie widziałyśmy się od dawna. Ponieważ ani jej trener, ani nikt z rodziny nie mógł tu przyjechać, uzgodniłyśmy, że będę ją wspierać w tym tygodniu – wyjaśniła finalistka Rolanda Garrosa z 2015 roku.

Dla zajmującej 30. miejsce w rankingu WTA Pawluczenkowej, turniej w Pradze jest pierwszym od blisko pół roku. Została rozstawiona z numerem sześć, ale już w pierwszej rundzie przegrała 5:7, 2:6 z Arantxą Rus. Lepiej spisała się natomiast w deblu. Niespodziewane zwycięstwo odniosła wspólnie z rodaczką Weroniką Kudermetową. Rosjanki pokonały 3:6, 6:3, 10-8 parę złożoną z wiceliderek rankingów WTA – Simony Halep (drugiej w singlu) i Barbory Strycovej (drugiej w deblu).

Spotkania Rosjanki śledzi za pośrednictwem mediów jej nowy trener Rob Steckley. Być może kanadyjskiego szkoleniowca poleciła Pawluczenkowej właśnie Szafarzova. To właśnie on doprowadził ją bowiem do największego sukcesu w karierze, jakim był wspomniany już finał Roland Garros sprzed pięciu lat. Steckley współpracował też m.in. z Denisem Shapovalovem.

– Rob przesłał nam trochę materiałów, które omówiłyśmy przed meczem z Arantxą Rus. Po spotkaniu również rozmawiałyśmy, co poszło nie tak. Moja pomoc jest jednak przyjacielska. Dużo rozmawiamy też o innych sprawach – powiedziała Szafarzova, która na razie nie widzi siebie w roli trenerki. Kiedy córka dorośnie, być może zdecyduje się na taki krok, jednak – jak podkreśla – na pewno nie byłaby to praca na pełny etat, a zajmująca kilka tygodni w roku.